Dziennik Gazeta Prawana logo

"Kreml chce być w pierwszej lidze"

12 października 2007, 15:40
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Przemówienie prezydenta Putina na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa było bardzo nieprzyjemne, ale i niemądre z jego strony. Zirytował bowiem większość uczestników spotkania, zwłaszcza - zazwyczaj mu przecież przychylnych - Europejczyków - pisze w DZIENNIKU amerykański sowietolog Richard Pipes.
Dlaczego więc zdecydował się na tak ostre wystąpienie przeciw Zachodowi? Prawdopodobnie bezpośrednim powodem było ogłoszenie przez Stany Zjednoczone zamiaru rozmieszczenia urządzeń tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej. A to oznacza, że Rosja ostatecznie wyląduje w "drugim szeregu" światowych graczy. Kreml nie potrafi się z tym pogodzić.

Dla rosyjskich przywódców ma to olbrzymie znaczenie: być superpotęgą. Do tego dochodzi jeszcze poczucie bezsilności, że nawet nie są w stanie zapobiec budowie instalacji tarczy antyrakietowej we własnym bezpośrednim sąsiedztwie. Wobec tego nie pozostaje im nic innego, jak wytrwale krytykować Zachód. A ta krytyka krok po kroku może doprowadzić do nowej zimnej wojny. Zwłaszcza że Rosja jest dziś bogatsza, dysponuje nowymi środkami nacisku: kontroluje dopływ ropy i gazu do Europy. Dzięki temu czuje się pewniejsza niż kiedykolwiek w ostatnich latach. Co nie oznacza oczywicie, że Rosję byłoby stać na wyścig zbrojeń ze Stanami Zjednoczonymi. W każdym razie nie w najbliższych latach.

Siła Rosji przejawia się więc we wpływie na gospodarkę europejską poprzez dostawy surowców energetycznych oraz na takiej krytyce, jakiej byliśmy świadkami w Monachium. A niezadowolenie z amerykańskiej potęgi ma olbrzymi zasięg: w Chinach, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej. Rosjanie popierają Iran, nie chcą pozwolić, by Waszyngton zmusił go do porzucenia programu atomowego. Popierają Hamas po to tylko, by zirytować Stany Zjednoczone. Wspierają Wenezuelę Hugo Cháveza. Mogą wpływać na sytuację na Półwyspie Koreańskim.

Bezpośrednio Rosja nie jest więc w stanie nic zrobić USA, lecz może intensywnie wspierać antyamerykanizm na świecie. Podżeganie przeciw Ameryce, zarówno w Europie, jak i w Trzecim Świecie, staje się dziś jednym z elementów taktyki podtrzymywania propagandowej mocarstwowości.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj