Z zaskoczeniem odnotowałem fakt, że Władimir Putin w ogóle przyjechał na konferencję do Monachium. Brałem udział w kilku poprzednich i nigdy wcześniej nie było na nich prezydenta Rosji - pisze w "Fakcie" Radosław Sikorski, były minister obrony narodowej.
Ewidentnie zatem Rosja chciała zademonstrować światu podczas najważniejszego forum spraw bezpieczeństwa swoją rosnącą pozycję i bardzo jasno, żeby nie
powiedzieć prowokacyjnie, przedstawić swoje stanowisko.
Moment, który wybrał prezydent Putin, nie jest pewnie przypadkowy – Rosja wyczuła słabość pozycji międzynarodowej Stanów Zjednoczonych. Nie sądzę, by w poprzednich latach pozwoliła sobie na tak mocną wypowiedź. Wydaje się, że przyczyną obecnej śmiałości są kłopoty USA w Iraku i obniżenie autorytetu Stanów na świecie. Rosja, która od początku sprzeciwiała się interwencji w Iraku, teraz wykorzystuje sytuację. Pamiętajmy jednak, że konflikt w Iraku jest też Rosji na rękę, gdyż absorbuje Stany Zjednoczone. Dodatkowo, niepewność dostaw irackiej i irańskiej ropy podnosi cenę rosyjskich surowców.
Czy zachodni świat powinien zareagować na słowa Putina? Biały Dom już wydał oświadczenie, mówiąc, że jest zdumiony i zawiedziony. Ubolewam jednak nad rozbieżnością reakcji Stanów Zjednoczonych i Niemiec, głównego sojusznika USA w Europie. Angela Merkel mówiła na otwarcie konferencji w Monachium jedynie o bardzo ważnej roli Rosji w świecie. Widzimy, że NATO nie jest w stosunku do Rosji jednomyślne. A to nie jest dobre ani dla Sojuszu, ani tym bardziej dla Polski. Z Rosją chcemy robić interesy. Musimy jednak wyciągać wnioski z coraz większej asertywności Rosji na arenie międzynarodowej. Ta asertywność nie jest bowiem tylko werbalna, ale ma też praktyczny wymiar. Przejawia się w takich działaniach, jak dostarczanie rakiet przeciwlotnicznych i technologii nuklearnej Iranowi czy szybkiej odbudowie potencjału wojskowego Rosji. To jest wreszcie twarde rosyjskie stanowisko, jeśli chodzi o dostęp europejskich firm do rosyjskich złóż ropy i gazu.
Musimy z tego wyciągać wnioski. Sprawę należy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, wartości - Polska kocha wolność, cieszy się z odzyskanej demokracji, tego samego życzymy naszym rosyjskim sąsiadom. Jeśli jednak u tegoż sąsiada nie ma wolnych mediów, sądownictwo jest podporządkowane władzy wykonawczej, jeśli mają miejsca morderstwa polityczne i dyskryminuje się Polaków i polskie wyroby, nie możemy się z tego cieszyć. Z drugiej jednak strony, Rosja jest wielkim krajem i sama określa swój system polityczny. Prezydent Putin jest popularnym liderem, Rosjanie uważają, że zaprowadził porządek. Jako kraj znacznie mniejszy musimy się zatem liczyć z Rosją, nawet jeśli nie jest to wymarzony sąsiad. Musimy pamiętać, że gdyby doszło do jakiejś walki między słoniami, między takimi mocarstwami jak USA i Rosja, Polska jako kraj mniejszy może być mocno poturbowana. Dlatego powinniśmy zręcznie się w tej grze zachowywać.
Z jednej strony, jesteśmy członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Musi nam zależeć na utrzymaniu jego spójności i tradycyjnej zdolności do obrony terytorialnej. Dlatego tak ważna jest misja w Afganistanie, która zadecyduje o wiarygodności Sojuszu. Z drugiej strony, musimy się wystrzec iluzji, że jesteśmy w stanie określać politykę np. USA wobec Rosji. Pamiętajmy, że wielkie mocarstwa nigdy nie podporządkują swojej polityki potrzebom mniejszych krajów. Niezależnie od podpisanych sojuszy, w stanie zagrożenia wielkie mocarstwa i tak zachowają się zgodnie z własnymi interesami. Za wszelką cenę musimy uniknąć roli zderzaka, gdyby miało dojść do zaostrzenia stosunków między Zachodem a Rosją. Powinniśmy polegać nie na tym, co nam inne kraje będą mówić, ale na tym, co gotowe są zrobić dla wzmocnienia naszych zdolności obronnych.
Niechęć Rosji i prezydenta Putina do umieszczenia tarczy antyrakietowej w Europie powinna nas obchodzić. Stany Zjednoczony – choć ideowo i politycznie są nam bliskie – fizycznie są bardzo dalekie. A Rosja, mimo że może ideowo odległa, to geograficznie bliska. I na pewno będzie miała coraz większe zdolności do kontrposunięć, które wpłyną na nasze bezpieczeństwo. Może więc np. umieścić rakiety średniego zasięgu na Białorusi czy w obwodzie kaliningradzkim - one nie dolecą do Waszyngtonu, ale do Warszawy już tak. Podejmując decyzję o ewentualnym umieszczeniu tej tarczy w Polsce, powinniśmy brać pod uwagę opinie sąsiadów, nawet jeśli ich nie lubimy. Lub uzyskać od sojuszników takie warunki, które te kontrposunięcia zneutralizują.
Radosław Sikorski, były szef MON, senator ziemi bydgoskiej, członek senackiej komisji spraw zagranicznych
Moment, który wybrał prezydent Putin, nie jest pewnie przypadkowy – Rosja wyczuła słabość pozycji międzynarodowej Stanów Zjednoczonych. Nie sądzę, by w poprzednich latach pozwoliła sobie na tak mocną wypowiedź. Wydaje się, że przyczyną obecnej śmiałości są kłopoty USA w Iraku i obniżenie autorytetu Stanów na świecie. Rosja, która od początku sprzeciwiała się interwencji w Iraku, teraz wykorzystuje sytuację. Pamiętajmy jednak, że konflikt w Iraku jest też Rosji na rękę, gdyż absorbuje Stany Zjednoczone. Dodatkowo, niepewność dostaw irackiej i irańskiej ropy podnosi cenę rosyjskich surowców.
Czy zachodni świat powinien zareagować na słowa Putina? Biały Dom już wydał oświadczenie, mówiąc, że jest zdumiony i zawiedziony. Ubolewam jednak nad rozbieżnością reakcji Stanów Zjednoczonych i Niemiec, głównego sojusznika USA w Europie. Angela Merkel mówiła na otwarcie konferencji w Monachium jedynie o bardzo ważnej roli Rosji w świecie. Widzimy, że NATO nie jest w stosunku do Rosji jednomyślne. A to nie jest dobre ani dla Sojuszu, ani tym bardziej dla Polski. Z Rosją chcemy robić interesy. Musimy jednak wyciągać wnioski z coraz większej asertywności Rosji na arenie międzynarodowej. Ta asertywność nie jest bowiem tylko werbalna, ale ma też praktyczny wymiar. Przejawia się w takich działaniach, jak dostarczanie rakiet przeciwlotnicznych i technologii nuklearnej Iranowi czy szybkiej odbudowie potencjału wojskowego Rosji. To jest wreszcie twarde rosyjskie stanowisko, jeśli chodzi o dostęp europejskich firm do rosyjskich złóż ropy i gazu.
Musimy z tego wyciągać wnioski. Sprawę należy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, wartości - Polska kocha wolność, cieszy się z odzyskanej demokracji, tego samego życzymy naszym rosyjskim sąsiadom. Jeśli jednak u tegoż sąsiada nie ma wolnych mediów, sądownictwo jest podporządkowane władzy wykonawczej, jeśli mają miejsca morderstwa polityczne i dyskryminuje się Polaków i polskie wyroby, nie możemy się z tego cieszyć. Z drugiej jednak strony, Rosja jest wielkim krajem i sama określa swój system polityczny. Prezydent Putin jest popularnym liderem, Rosjanie uważają, że zaprowadził porządek. Jako kraj znacznie mniejszy musimy się zatem liczyć z Rosją, nawet jeśli nie jest to wymarzony sąsiad. Musimy pamiętać, że gdyby doszło do jakiejś walki między słoniami, między takimi mocarstwami jak USA i Rosja, Polska jako kraj mniejszy może być mocno poturbowana. Dlatego powinniśmy zręcznie się w tej grze zachowywać.
Z jednej strony, jesteśmy członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Musi nam zależeć na utrzymaniu jego spójności i tradycyjnej zdolności do obrony terytorialnej. Dlatego tak ważna jest misja w Afganistanie, która zadecyduje o wiarygodności Sojuszu. Z drugiej strony, musimy się wystrzec iluzji, że jesteśmy w stanie określać politykę np. USA wobec Rosji. Pamiętajmy, że wielkie mocarstwa nigdy nie podporządkują swojej polityki potrzebom mniejszych krajów. Niezależnie od podpisanych sojuszy, w stanie zagrożenia wielkie mocarstwa i tak zachowają się zgodnie z własnymi interesami. Za wszelką cenę musimy uniknąć roli zderzaka, gdyby miało dojść do zaostrzenia stosunków między Zachodem a Rosją. Powinniśmy polegać nie na tym, co nam inne kraje będą mówić, ale na tym, co gotowe są zrobić dla wzmocnienia naszych zdolności obronnych.
Niechęć Rosji i prezydenta Putina do umieszczenia tarczy antyrakietowej w Europie powinna nas obchodzić. Stany Zjednoczony – choć ideowo i politycznie są nam bliskie – fizycznie są bardzo dalekie. A Rosja, mimo że może ideowo odległa, to geograficznie bliska. I na pewno będzie miała coraz większe zdolności do kontrposunięć, które wpłyną na nasze bezpieczeństwo. Może więc np. umieścić rakiety średniego zasięgu na Białorusi czy w obwodzie kaliningradzkim - one nie dolecą do Waszyngtonu, ale do Warszawy już tak. Podejmując decyzję o ewentualnym umieszczeniu tej tarczy w Polsce, powinniśmy brać pod uwagę opinie sąsiadów, nawet jeśli ich nie lubimy. Lub uzyskać od sojuszników takie warunki, które te kontrposunięcia zneutralizują.
Radosław Sikorski, były szef MON, senator ziemi bydgoskiej, członek senackiej komisji spraw zagranicznych
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz