Znaleźliśmy się w pułapce. Proces w Madrycie może paradoksalnie przekształcić się w propagandowe przedstawienie terrorystów. Dziś mamy już pewność, że zamachowcy - tacy jak grupa z Hiszpanii - stają się nowymi bohaterami i wzorcami dla ekstremistów - pisze w DZIENNIKU pisarz Frederick Forsyth.
Wystarczy przeszukać internet: czat-roomy lub blogi internetowe. Wszędzie tam zobaczymy pełne zachwytu wpisy chętnych do naśladowania. Wojna z terroryzmem
przekształca się - nie jest już pościgiem za grupką przestępców, knujących swe plany w ukryciu. To wojna o dusze i umysły młodych ludzi, identyfikujących się bardziej z krajami
pochodzenia, Marokiem czy Pakistanem, niż Europą. Tej wojny nie da się wygrać, wyłapując terrorystów. Musimy penetrować muzułmańskie społeczności w Europie, najlepiej z pomocą
dzielących nasze wartości muzułmanów, i przekonywać do naszych racji.
Niemal wszystkie kraje europejskie borykają się z tym samym problemem. Hiszpania ma olbrzymią populację imigrantów z Maroka, Francja – z Algierii. W Wielkiej Brytanii jednak sytuacja jest najbardziej niebezpieczna. Na Wyspach żyje olbrzymia populacja osób dojeżdżających z Pakistanu, a nie da się ukryć, że Pakistan stał się „ojczyzną” Al-Kaidy i schronieniem fanatyków z całego świata. Co prawda wielu brytyjskich muzułmanów urodziło się już w Królestwie, lecz ich serca i myśli wciąż są bliżej Islamabadu niż Londynu. W ten sposób ideologia fundamentalistów dostępna jest teraz wszędzie – w meczetach, muzułmańskich klubach, muzułmańskich księgarniach. W tysiącach miejsc można kupić płyty CD lub DVD z materiałami terrorystów, które można obejrzeć na własnym komputerze.
Jednak nie wolno odstąpić od sądzenia zamachowców. Podobną sytuację mamy w Wielkiej Brytanii. Tu zakończył się właśnie proces zamachowców-samobójców, którzy bezskutecznie próbowali zaatakować dwa tygodnie po 7 lipca. Nadchodzą kolejne procesy: tych, którzy chcieli wnieść bomby na pokład samolotów odlatujących do Stanów Zjednoczonych oraz grupy młodocianych ekstremistów, która chciała porwać i zdekapitować brytyjskiego żołnierza muzułmańskiego wyznania. Należy ich osądzić bez względu na wydźwięk tych procesów.
Niestety, w chwili gdy musimy stawić czoło niebezpieczeństwu, Unia Europejska utrudnia walkę z terroryzmem. Obsesyjne przywiązanie do praw obywatelskich uniemożliwia wydalenie ludzi podżegających innych do nienawiści. Nie można po prostu powiedzieć „wyjedźcie”. Dziś jest już zbyt późno, byliśmy zbyt mili, zbyt łagodni, by pozbyć się najgorszych podżegaczy. Pozwoliliśmy wojowniczym imamom, by żyli wśród nas i nauczali nienawiści do chrześcijan i Żydów. To oni dziś sprawują „rząd dusz”. Chroni ich Europejska Konwencja Praw Człowieka. Dla własnego bezpieczeństwa powinniśmy ją znieść, chociaż nie wierzę, by ktoś się na to poważył. Będziemy jeszcze długo toczyć tę wojnę w Europie.
Niemal wszystkie kraje europejskie borykają się z tym samym problemem. Hiszpania ma olbrzymią populację imigrantów z Maroka, Francja – z Algierii. W Wielkiej Brytanii jednak sytuacja jest najbardziej niebezpieczna. Na Wyspach żyje olbrzymia populacja osób dojeżdżających z Pakistanu, a nie da się ukryć, że Pakistan stał się „ojczyzną” Al-Kaidy i schronieniem fanatyków z całego świata. Co prawda wielu brytyjskich muzułmanów urodziło się już w Królestwie, lecz ich serca i myśli wciąż są bliżej Islamabadu niż Londynu. W ten sposób ideologia fundamentalistów dostępna jest teraz wszędzie – w meczetach, muzułmańskich klubach, muzułmańskich księgarniach. W tysiącach miejsc można kupić płyty CD lub DVD z materiałami terrorystów, które można obejrzeć na własnym komputerze.
Jednak nie wolno odstąpić od sądzenia zamachowców. Podobną sytuację mamy w Wielkiej Brytanii. Tu zakończył się właśnie proces zamachowców-samobójców, którzy bezskutecznie próbowali zaatakować dwa tygodnie po 7 lipca. Nadchodzą kolejne procesy: tych, którzy chcieli wnieść bomby na pokład samolotów odlatujących do Stanów Zjednoczonych oraz grupy młodocianych ekstremistów, która chciała porwać i zdekapitować brytyjskiego żołnierza muzułmańskiego wyznania. Należy ich osądzić bez względu na wydźwięk tych procesów.
Niestety, w chwili gdy musimy stawić czoło niebezpieczeństwu, Unia Europejska utrudnia walkę z terroryzmem. Obsesyjne przywiązanie do praw obywatelskich uniemożliwia wydalenie ludzi podżegających innych do nienawiści. Nie można po prostu powiedzieć „wyjedźcie”. Dziś jest już zbyt późno, byliśmy zbyt mili, zbyt łagodni, by pozbyć się najgorszych podżegaczy. Pozwoliliśmy wojowniczym imamom, by żyli wśród nas i nauczali nienawiści do chrześcijan i Żydów. To oni dziś sprawują „rząd dusz”. Chroni ich Europejska Konwencja Praw Człowieka. Dla własnego bezpieczeństwa powinniśmy ją znieść, chociaż nie wierzę, by ktoś się na to poważył. Będziemy jeszcze długo toczyć tę wojnę w Europie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|