Adam Lipiński, wiceprezes PiS: Bardzo dobrze się stało, że upubliczniono raport z weryfikacji WSI. To dokument, który ujawnia mechanizmy sterowania działalnością
polityków przez tajne służby i agentów.
Zaraz po przełomie 1989 r. środowisko Porozumienia Centrum postulowało przeprowadzenie w Polsce lustracji i dekomunizacji. Chcieliśmy ujawnić m.in., jak głęboko służby specjalne
przeniknęły do partii politycznych.
Ujawnienia wymagały też mechanizmy sterowania przez służby i agentów działalnością polityków. Jednak środowiska postkomunistyczne blokowały ten proces dosyć konsekwentnie. To mnie akurat nie dziwi.
Niestety blokowały go także niektóre środowiska postsolidarnościowe i to już jest bardzo dziwne. Niektórzy politycy tych środowisk wykazują - jeśli nie jawną wrogość - to przynajmniej wstrzemięźliwość w odniesieniu do tych procesów. Dlatego przez ostatnich 16 lat Polska żyła w nieświadomości. Nie wiedzieliśmy o realnych ośrodkach władzy.
Nie wiedzieliśmy o tym, kto kim steruje, kto ma na kogo papiery, kto się kogo boi i dlaczego. To z kolei doprowadziło do szeregu deprawacji w życiu gospodarczym i politycznym. Społeczeństwo płaci za to wysoką cenę.
Dobrze się stało, że obecna ekipa rządząca miała tyle determinacji, a szczególnie odwagi, by zająć się tymi sprawami. WSI były ostatnią tajną służbą, która kontynuowała
działalność z czasów PRL-u i nie została poddana weryfikacji. Weryfikacja innych służb była mało efektywna. Jednak WSI były szczególnie perfidne, szczególnie ukryte i szczególnie aktywne
we wpływaniu na życie publiczne.
Raport budzi u niektórych rozczarowanie. Oczekiwano, że pojawi się tam wiele nazwisk osób życia publicznego. Tak wielu nazwisk tam nie ma, ale rozczarowani mogą być tylko ci, którzy łakną
sensacji. Najważniejszy jest przecież fakt, że raport pokazuje naganne mechanizmy funkcjonowania Wojskowych Służb.
Raport pokazuje głębokie nieprawidłowości w funkcjonowaniu Wojskowych Służb Informacyjnych. Pokazuje, że WSI to była struktura niezwykle hermetyczna. Największy problem polegał na tym, że WSI działały autonomicznie, częściowo realizowały inny cele, niż te, do których zostały powołane. Działały bardziej we własnym interesie niż w interesie państwa. Do tego WSI nie podlegały praktycznie żadnej kontroli.
O pojawiających się do tej pory przeciekach mogę powiedzieć, że były „w związku” albo „obok” raportu. Nie będę oceniał tego, czy ten raport warto było upubliczniać. Jednak na pytanie, czy warto było zlikwidować WSI, bez wahania odpowiem, że tak.
WSI nie troszczyły się o bezpieczeństwo Polski i polskiej armii. W wielu sytuacjach łamały prawo, wychodząc poza swoje ustawowe obowiązki i kompetencje! Przypadki te będą przedmiotem dalszego zainteresowania prokuratury.
Grzechem pierworodnym, u którego podstaw stały wszystkie patologiczne działania WSI, było to, że po 1989 roku służby wojskowe nie przeszły weryfikacji kadr. Nie zostały przecięte związki z rosyjskimi służbami GRU czy KGB. Wielu oficerów studiowało i było szkolonych na kursach w Związku Sowieckim. Bardzo głębokie powiązania z tymi służbami sprawiały, że WSI przez długi czas nie mogły być uważane za służby niezależnego, wolnego państwa. Państwa, które weszło w struktury nowych sojuszy międzynarodowych.
Przygotowany przez Antoniego Macierewicza i kierowaną przez niego Komisję Weryfikacyjną raport opisuje wiele negatywnych zjawisk. Są nimi: inwigilacja legalnie działających partii politycznych, nielegalny handel bronią, uzależnienie od rosyjskich służb specjalnych i brak działań kontrwywiadowczych w tej kwestii, a nawet zbrodnie szpiegostwa. Potwierdza to wiele przykładów. Wymieńmy niektóre: kampanie dezinformacyjne w mediach przeprowadzane dzięki ulokowanym tam tajnym współpracownikom, wpływanie na procesy prywatyzacyjne, daleko idąca ingerencja na strategicznym rynku paliwowo-energetycznym, czy patologiczne pozyskiwanie środków pozabudżetowych na działalność WSI, na przykład przez Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego.
Wynika z tego jednoznacznie, że służby te rozmijały się ze swoimi zadaniami, stwarzały zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski i naszych sojuszników. Dlatego należało je zlikwidować!
Na szczęście WSI nie zawładnęły całym życiem społecznym, politycznym i ekonomicznym. Procesy społeczne są zbyt skomplikowane, by mogła nimi kierować i je kontrolować jedna, nawet
najpotężniejsza służba specjalna. Należy jednak zastanowić się, jak wyglądałaby dzisiaj polska scena polityczna, gospodarka, gdyby nie liczne nielegalne ingerencje WSI w tych dziedzinach.
Uważam, że wyglądałyby lepiej, a na pewno inaczej!
Opublikowany raport nie kończy prac komisji weryfikacyjnej, która nadal pracuje. Opinia publiczna wkrótce dowie się zapewne więcej o kolejnych przypadkach łamania prawa przez funkcjonariuszy
WSI, które zbadane zostaną również przez prokuraturę.
Skoro teraz mówią, że w tamtym czasie można było zrobić więcej, to czemu sami tego nie zrobili? Skoro wiedzieli jak, to trzeba było działać. A co wynikło z ich pracy? Nic. Najbardziej czerwona była właśnie Kancelaria Prezydenta w tym czasie, gdy pracowali tam Kaczyńscy.
Oni po prostu dobrze wiedzą, że więcej nie można było osiągnąć, a teraz wypisują bzdury. W ten sposób tylko się ośmieszają.
Nie widzę realnego uzasadnienia dla robienia wokół tego raportu takiego szumu, gdyż nie jest on niczym ważnym. Jedynym celem stworzenia i upublicznienia tego raportu jest konieczność rzucenia
opinii publicznej jakiegoś produktu zastępczego. Przecież w kraju panuje chaos i kryzys, służba zdrowia się sypie, nikt z rządu nie wie, jak sobie z tym poradzić.
Dlatego trzeba było skierować zainteresowanie ludzi w inną stronę.Z raportu wynika, że ja jestem jedną z osób odpowiedzialnych za patologizację WSI.
Owszem, jestem odpowiedzialny, ale za to, że w Polsce jest dziś wolność i demokracja. To głównie moja zasługa. Jestem odpowiedzialny także za to, że stworzyłem Kaczyńskim możliwości, by jeden z bliźniaków był prezydentem, a drugi premierem. Bez mojej wcześniejszej walki nigdy by tego nie osiągnęli, nie mieliby szans.
Efekt pracy komisji likwidacyjnej, którą kierował Macierewicz trzeba jak najszybciej wyrzucić do kosza, bo to jest tylko stek bzdur.
Janusz Onyszkiewicz, polityk LiD: W upublicznionym wczoraj raporcie z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych chodzi o jedno – o polowanie na rozmaitych ludzi. Także ja stałem się obiektem tego polowania. Do żadnej winy jednak się nie poczuwam.Nie znam jeszcze dokładnie raportu, ale już widzę bardzo wyraźnie, że to dokument, w którym mniej chodzi o ujawnienie prawdy, a przede wszystkim o pewne cele polityczne. Od samego początku było widać, że cele są dwa.
Po pierwsze, pognębienie osób związanych z tzw. układem. Po drugie, raport miał stworzyć wrażenie, że WSI musiały być rozwiązanie. Obecna władza musiała udowodnić, że Wojskowe Służby Informacyjne to organizacja niebywale niebezpieczna, która groziła naszemu bytowi i niepodegłemu funkcjonowaniu państwa. Okazuje się jednak, że takie myślenie to wielki niewypał. Można tylko boleć nad tym, że WSI spotkał taki los, jaki spotkał.
Jednym z ogromnych negatywów opublikowania raportu jest fakt, że dziś naszym służbom szalenie trudno będzie zjednać kogokolwiek do współpracy. Potencjalni współpracownicy mogą się obawiać, że kolejny pan Macierewicz za jakiś czas znów rozpęta podobną histerię.
W raporcie wymieniono mnie wśród innych szefów MON jako osobę, która ponosi szczególną odpowiedzialność za nieprawidłowości i zaniechania w WSI. Zaskakuje mnie, że w związku z tym komisja weryfikacyjna ze mną nie rozmawiała. Może to świadczyć o tym, że komisja ministra Macierewicza działa pod tezę. Dlatego spotkanie i rozmowa ze mną nie była im do niczego potrzebna. Swoją drogą, wrzucenie do jednego worka osób, które mogły rzeczywiście działać niezgodnie z prawem, z tymi, których traktuje się jako współodpowiedzialnych za nieprawidłowości, jest nieuprawnionym zabiegiem socjotechnicznym.
Francuzi mówią, że ton decyduje o melodii. Dokładnie tak jest w przypadku raportu o WSI. Występuje tu ton grozy, którzy ma wszystkimi potrząsnąć i pokazać, jak niebywale odważnie i wizjonersko zadziałała dzisiejsza władza, paraliżując ten groźny spisek. Spisek, w którym uczestniczyli wszyscy z poprzednich ekip albo na to przyzwalali. Szkoda, że po raz kolejny mamy do czynienia z takimi działaniami w polskiej praktyce politycznej.
Przy okazji zamieszania wokół raportu z weryfikacji WSI przypominam, że jeszcze przed jego upublicznieniem wiele informacji z niego wyciekło. Na miejscu ministra Wassermanna wdrożyłbym śledztwo w tej sprawie. Ktoś przecież za to odpowiada. Jeśli nie chcemy, by nasze państwo było sitem, w którym żadna tajemnica nie jest dochowana, dobrze byłoby podjąć tego rodzaju działania.