Dziennik Gazeta Prawana logo

"Francuski przełom"

13 października 2007, 14:44
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Zwycięstwo Nicolasa Sarkozy'ego we wczorajszych wyborach prezydenckich jest dla mnie spóźnionym znakiem konserwatywno-liberalnej rewolucji, jaka miała miejsce w Europie zachodniej na początku lat 80. - pisze w "Fakcie" Guy Sorman, francuski konserwatysta, pisarz i dziennikarz.
Wtedy Francja, jako jedyna, wybrała opcję lewicową i etatystyczną. Przez niemal dwie dekady socjalistyczne i gaullistowskie władze utrzymywały państwo francuskie w stanie zamrożenia. Prezydent socjalista Francois Mitterrand i prezydent gaullista Jacques Chirac wywodzili się z politycznej tradycji państwowego autorytaryzmu i gospodarczego interwencjonizmu. Rządzili jak wybrani monarchowie. Zwiększali wydatki publiczne i występowali przeciwko "imperializmowi amerykańskiemu". Jak to ujął w swej słynnej wypowiedzi Chirac, "żeby prowadzić francuską politykę zagraniczną, wystarczy tylko postępować odwrotnie, niż rząd USA, bo on robi wszystko źle". Ale Francja nareszcie się zmienia.

Już w pierwszej rundzie wyborów prezydenckich w naszym kraju, Francuzi wybrali dwoje stosunkowo młodych politycznych liderów, oboje tuż po pięćdziesiątce, reprezentujących lewicę i prawicę. Kandydatem lewicy była kobieta, co samo w sobie stanowiło dowód na to, że we francuskiej polityce zachodzą zmiany. Mimo że należy do Partii Socjalistycznej, Ségolene Royal nie ubiegała się o fotel prezydencki z platformy socjalistów. Odrzuciła marksistowską retorykę, wspólną dotychczas dla wszystkich socjalistycznych polityków, oraz odcięła się od swoich byłych towarzyszy. Kładła nacisk na wartości uznawane za konserwatywne - wartości pracy i rodziny.

Był to znak, że rodzaj ograniczonej rewolucji konserwatywnej wystąpił również na lewicy. Lewicowe dziedzictwo Royal przejawia się jeszcze jedynie w słownej wrogości wobec wielkiego biznesu oraz w nienawiści do George'a W. Busha. Oświadczyła nawet, że jeżeli zostanie prezydentem, to nigdy nie poda mu ręki: to dopiero koszmar dla protokołu dyplomatycznego! Abstrahując od tego, Ségolene Royal, jak żaden inny socjalistyczny lider w przeszłości, pociąga swoją partię w stronę centrum, a czasem nawet na prawo od centrum. Widać, że wzorem dla niej jest Tony Blair.

Potwierdzeniem tego tektonicznego przesunięcia francuskiej lewicy w stronę bardziej konserwatywnej opcji jest fakt, że w pierwszej rundzie wyborów bezprecedensową porażkę poniosła skostniała Partia Komunistyczna, zdobywając półtora procent głosów. Z kolei trzy partie trockistowskie działające pod różnymi nazwami, usytuowane na głębokiej lewicy, w gruncie rzeczy nie chcą wywołać rewolucji, ale na zawsze zachować korzyści, jakimi cieszą się związki zawodowe sektora publicznego, które partie te reprezentują.

Równie znamienna była dotkliwa porażka kandydatów ugrupowań ekologicznych i antyglobalistycznych. Przegrali w wyborach mimo ogromnego nagłośnienia w środkach przekazu i dużej sympatii ze strony dziennikarzy naszych wyrafinowanych mediów radykalnych. Antypostępowe postawy, demonstracje przeciwko żywności modyfikowanej genetycznie oraz pseudostrach przed globalnym ociepleniem dobrze wypadły w telewizji, ale Francuzi tego nie kupili; mimo wszystko jest to nadal kraj Pasteura.

Do podobnego przesunięcia doszło na prawicy, która zapuściła się na konserwatywne terytorium o wiele głębiej, niż kiedykolwiek w historii ruchu gaullistowskiego. Nicolas Sarkozy, oficjalnie gaullista, nie boi się traktować kwestii prawa i porządku twardą ręką. Oświadczył, że odeśle do domu nielegalnych imigrantów, dzięki czemu udało mu się zepchnąć Front Narodowy, partię usytuowaną na głębokiej prawicy, na najdalszy margines w całej jej historii.

Podczas złośliwej kampanii zorganizowanej przez lewicę, Sarkozy - po części Węgier i Żyd - raz po raz nazywany był rasistą, chociaż nigdy nie dał wyrazu ksenofobii w jakiejkolwiek postaci. Wiele osób dziwiło się również, że Sarkozy bez przerwy odnosił się do wyznawanych przez siebie wartości chrześcijańskich i mówił, że papież Jan Paweł II jest jego bohaterem. Nie ustępowała mu Ségolene Royal, która napomykała, że czwórka jej dzieci została ochrzczona. A niegdyś była to świecka, antykościelna Republika Francuska.

Sarkozy należy do nowego pokolenia pragnącego nadrobić to, co zaprzepaszczono podczas ostatnich 25 lat. Dla mnie jest to znak normalizacji. Oczywiście błędne byłoby twierdzenie, że we Francji od razu wszystko się zmieni. Pewne jest jedno - Francja żyła w hibernacji, nie zauważając, że świat wokół dramatycznie się zmienił. Sarkozy będzie więc liderem Francji nowych czasów - państwa bardziej nowoczesnego, opartego na prawie i porządku o bardziej zliberalizowanej gospodarce, odwołującego się do bardziej konserwatywnych i tradycyjnych wartości.

Jeżeli chodzi o sprawy międzynarodowe, Sarkozy jest przeciwnikiem dalszego rozszerzania Unii o Turcję i inne kraje, które wykazują aspiracje europejskie takie jak Ukraina i Gruzja. Zwycięzca wyborów nie jest, co tradycyjne dla francuskiej polityki, antyamerykański. Udowodnił to, fotografując się z George'em W. Bushem na samym początku swojej kampanii. Trzeba jednak przyznać, że czasami tonował swoją proamerykańską postawę i wypuszczał kilka strzał w stronę Waszyngtonu, aczkolwiek o wiele rzadziej niż robiłby to jakikolwiek amerykański demokrata. Jest to zatem koniec marzeń prezydenta Chiraca, który pragnął prowadzić politykę zagraniczną i militarną zupełnie niezależnie od USA. Dla Sarkozy'ego jest jasne, że zachód jest jeden - należy do niego zjednoczona Europa i USA, połączone wspólnymi zachodnimi wartościami. Nie ma dla niego etycznych sprzeczności między Europą i USA, dla których wspólnym wrogiem jest terroryzm. Potwierdza to też jego niechętny stosunek wobec Rosji.

Jeżeli chodzi o stosunki Francji z Polską i Europą Wschodnią - na pewno Sarkozy nie będzie przejawiać takiej agresji wobec tych krajów, jak czasem Chirac. Sarkozy jest zresztą synem emigranta z Europy Środkowej. To, co łączy go z tą częścią Europy, to przywiązanie do wartości katolickich, tak ważne w przypadku Polski. To, w połączeniu z pamięcią historyczną, pomoże mu lepiej porozumieć się z nowymi państwami UE. Oczywiście zostaną dalej tradycyjne problemy związane z rolnictwem, handlem i relokacją przemysłu, ale na pewno klimat polityczny w stosunkach z Polską będzie zupełnie inny.

Zbyt często się mówi, że Francja znalazła się w kryzysie. Na pewno jest w kryzysie francuskie państwo, z ogromnym deficytem budżetowym i przerostem zatrudnienia w sektorze publicznym. Ale francuskie społeczeństwo znajduje drogi wyjścia z tego kryzysu, podczas gdy politycy pozostają w tyle. Miejmy nadzieję, że po obecnych wyborach zmniejszy się przepaść pomiędzy obywatelami i rządem, a państwo będzie szybciej nadążać za rzeczywistością. Francuzi już nadążają.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj