Jeszcze wczoraj byłem dziewiczo niewinny. Jak baranek wielkanocny. Do głowy mi nie przychodziły żadne myśli brzydkie i grzeszne. Ani się ważyłem dopuścić myśli, że ktokolwiek z wypowiadających się przeciwko lustracji może mieć jakieś fałszywe intencje, a już nie daj Boże własne interesy - pisze w "Fakcie" Maciej Rybiński.
Wierzyłem święcie, że wszystkim, nie wyłączając sędziów Trybunału Konstytucyjnego, chodzi wyłącznie o wzniosłe ideały. Szlachetne cele. Z podziwem
śledziłem obronę wartości humanistycznych, które podeptać miała lustracja.
Ze wzruszeniem patrzyłem na wypięte piersi, zwłaszcza Ryszarda Kalisza, wystawiane bohatersko na podstępne ciosy w obronie praw człowieka. Łzy lałem serdeczne obserwując samozaparcie, z jakim politycy i publicyści wrażliwi na krzywdę ludzką zwalczali lustrację w imię dobra powszechnego. Zaprawdę, mówiłem sobie, jeszcze Polska nie zginęła, skoro jej konstytucja ma takich obrońców.
Informacja, że wśród sędziów Trybunału Konstytucyjnego, mającego rozstrzygać o praworządności ustawy lustracyjnej, są tajni współpracownicy, starła mój dziewiczy puszek zaufania. Już nigdy nie będę taki dobroduszny i łatwowierny, jak dotychczas.
Jeśli czyjaś argumentacja poruszy mnie wewnętrznie i wzruszy, otrę łzy, wysmarkam się i zacznę kombinować i węszyć, o co chodzi i co tu śmierdzi. Co się za wzniosłościami kryje, czy przypadkiem nie lęk przed demaskacją i odpowiedzialnością.
Poruszyliście głęboko drzemiącą, gorszą stronę mojej natury i już teraz zastawiam się, czy te całe zastępy Reytanów, odmawiających w ślad za profesorem Geremkiem składania oświadczeń lustracyjnych, czy te areopagi nadętych szlachetnością moralizatorów, czy ci wszyscy fryzjerzy duchowi, rozszczepiający lustracyjny włos na czworo nie mają po prostu wspólnego, skrywanego celu i jednego interesu - aby prawda o ich własnej przeszłości została utopiona w dialektycznym bełkocie i nigdy nie wydostała się na wierzch.
Już nigdy nie będę wysłuchiwał argumentów przeciwko lustracji z dobrą wolą i życzliwością. Już zawsze każdemu, kto je wysunie, będę przypisywał podłość i chęć ukrycia swojej przeszłości za pięknym pustosłowiem. Będę miał taki automat - kto jest przeciwko ujawnieniu tajnych współpracowników, sam ma coś na sumieniu.
Nie można już dłużej być dziewicą - trzeba zacząć być realistą. Dziewictwo traci się tylko raz - kto nie stracił go w PRL, traci go teraz. A co raz człek stracił, tego nie odzyszcze.
Ze wzruszeniem patrzyłem na wypięte piersi, zwłaszcza Ryszarda Kalisza, wystawiane bohatersko na podstępne ciosy w obronie praw człowieka. Łzy lałem serdeczne obserwując samozaparcie, z jakim politycy i publicyści wrażliwi na krzywdę ludzką zwalczali lustrację w imię dobra powszechnego. Zaprawdę, mówiłem sobie, jeszcze Polska nie zginęła, skoro jej konstytucja ma takich obrońców.
Informacja, że wśród sędziów Trybunału Konstytucyjnego, mającego rozstrzygać o praworządności ustawy lustracyjnej, są tajni współpracownicy, starła mój dziewiczy puszek zaufania. Już nigdy nie będę taki dobroduszny i łatwowierny, jak dotychczas.
Jeśli czyjaś argumentacja poruszy mnie wewnętrznie i wzruszy, otrę łzy, wysmarkam się i zacznę kombinować i węszyć, o co chodzi i co tu śmierdzi. Co się za wzniosłościami kryje, czy przypadkiem nie lęk przed demaskacją i odpowiedzialnością.
Poruszyliście głęboko drzemiącą, gorszą stronę mojej natury i już teraz zastawiam się, czy te całe zastępy Reytanów, odmawiających w ślad za profesorem Geremkiem składania oświadczeń lustracyjnych, czy te areopagi nadętych szlachetnością moralizatorów, czy ci wszyscy fryzjerzy duchowi, rozszczepiający lustracyjny włos na czworo nie mają po prostu wspólnego, skrywanego celu i jednego interesu - aby prawda o ich własnej przeszłości została utopiona w dialektycznym bełkocie i nigdy nie wydostała się na wierzch.
Już nigdy nie będę wysłuchiwał argumentów przeciwko lustracji z dobrą wolą i życzliwością. Już zawsze każdemu, kto je wysunie, będę przypisywał podłość i chęć ukrycia swojej przeszłości za pięknym pustosłowiem. Będę miał taki automat - kto jest przeciwko ujawnieniu tajnych współpracowników, sam ma coś na sumieniu.
Nie można już dłużej być dziewicą - trzeba zacząć być realistą. Dziewictwo traci się tylko raz - kto nie stracił go w PRL, traci go teraz. A co raz człek stracił, tego nie odzyszcze.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|