Czy Janusz Kaczmarek jako istotnie winien przecieku został ukarany dymisją po to, by utwierdzić wizerunek PiS jako partii krystalicznie czystej? Czy też była ona podyktowana rozgrywkami
personalnymi?
Ja osobiście nie sądzę, że ministra Kaczmarka usunięto by jedynie dlatego, że okazał się źródłem przecieku w sprawie afery gruntowej. Odnoszę bowiem wrażenie, że mamy tu raczej do
czynienia z jakąś rozgrywką na szczytach PiS, w której sprawa afery gruntowej została wykorzystana jako pretekst, by się Kaczmarka pozbyć.
Warto się również zastanowić, jeśli Janusz Kaczmarek zdecydował się na przeciek - to z jakich powodów. Czy była to z jego strony nieostrożność osoby, która mając dostęp do poufnych
informacji, lubi się tym pochwalić w wąskim gronie, czy może raczej celowa gra? Jeśli założymy, że Kaczmarek nie okazał się niefrasobliwy, tylko działał celowo, to jaki przyświecał mu
cel? Jaki mógł mieć interes w tym, żeby taka informacja dotarła do Andrzeja Leppera?
Hipotetycznie chciał osłabić premiera Kaczyńskiego. Wydaje się to wprawdzie absurdalne, ale najwyraźniej z jakichś powodów Kaczmarek uznał, że w jego interesie leży niewyeliminowanie
Leppera z polityki. To zaskakujące, bo nie sposób podejrzewać byłego szefa MSWiA o jakiekolwiek związki z Samoobroną. Ale z drugiej strony jego kontakt z posłem tej formacji Lechem
Woszczerowiczem nasuwa jednak pewne wątpliwości. Być może uznał, że jako człowiek Zbigniewa Ziobry za chwilę może zostać wymieniony na kogoś innego i zdestabilizowanie nieco układu
rządzącego może mu pomóc dłużej przetrwać.
Od dłuższego czasu mówi się wszak, że Zbigniew Ziobro to najpotężniejszy minister w rządzie premiera Kaczyńskiego, że być może niedługo będzie chciał stanąć na własnych politycznych
nogach, że jego prokuratorzy poobsadzali wszystkie najważniejsze stanowiska w sferze siłowej. I właśnie dlatego Kaczmarek mógł uznać, że jako protegowany ministra sprawiedliwości zostanie
wyeliminowany. Nie można też jednak wykluczyć, że przyjaźń polityczna Kaczmarka i Ziobry skończyła się w momencie, w którym jeden z nich musiał zapłacić za przeciek.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną zdymisjonowania ministra Kaczmarka wydają mi się jednak emocje premiera Kaczyńskiego. Bo w polityce nie można wykluczać tego czynnika.
Pamiętajmy, że w tym, że nie doszło do realizacji koalicji PO - PiS, ogromną rolę odegrały właśnie wzajemne urazy i emocje. Nie przesądzam, że Kaczmarek został usunięty tylko dlatego, iż Kaczyński był na niego wściekły, ale myślę, że w dużym stopniu stało się tak właśnie dlatego. Przecież Kaczmarek mógł zepsuć premierowi majstersztyk, jakim było wyeliminowanie Andrzeja Leppera z życia politycznego. W dodatku informacja o nielojalności jednego z najbardziej zaufanych współpracowników, jednego z najważniejszych ministrów w jego własnym rządzie, mogła wywołać u premiera bardzo silne wzburzenie.
W grę bowiem wchodzi autorytet samego Jarosława Kaczyńskiego. Nie mógł zostawić na stanowisku ministra osoby, o której wie, że nie jest lojalna. W czasie ostatniej rozmowy z Kaczmarkiem
być może dawał mu szansę na przyznanie się, jednak były minister nie skorzystał z niej. I być może w tym momencie premier uznał, że przeciek to nie jest zwykła nieostrożność, tylko
element jakiejś układanki, której on nie zna, a która uderza w niego jako szefa rządu. Że być może Kaczmarek okazał się powiązany z jakimś układem.
W tej chwili o przyczynach całej sprawy możemy tylko spekulować, ale o wiele ciekawsze będą jej konsekwencje. Czy sprawa z Januszem Kaczmarkiem, która już pociągnęła za sobą kolejne
decyzje personalne, a prawdopodobnie będą i dalsze, nie osłabi PiS, który jest w trudnej sytuacji, bo ma na głowie kryzys koalicyjny i nic gorszego niż wojna w PIS-owskiej elicie władzy nie
mogło mu się przydarzyć?