Po ostatnich wydarzeniach w PiS, kiedy z partii zostały wyrzucone Joanna Kluzik-Rostkowska i Elżbieta Jakubiak (a zapewne to nie koniec tego typu wydarzeń), partia ta faktycznie przestaje być klasyczną opozycją. Zresztą chyba nawet nie chce nią być, skoro w parlamencie nie podejmuje spraw ważnych dla kraju, a skupia się na sferze moralno-symbolicznej.

Reklama

Już dzisiaj można z bardzo dużym prawdopodobieństwem przewidzieć jej kolejną porażkę w wyborach parlamentarnych, a wcześniej klęskę w samorządowych. Ponieważ nie ma też szans na to, żeby SLD stał się silną partią opozycyjną, mamy przed sobą co najmniej pięć lat rządów Platformy Obywatelskiej, i to rządów praktycznie bez opozycji parlamentarnej.

Absolutyzm oświecony

Co to oznacza? Czy to źle dla demokracji? Czy demokracja może funkcjonować bez opozycji? Teoretycy ustrojowi odpowiedzieliby bez wahania, że to źle, gdyż obok mediów to przede wszystkim opozycja kontroluje rząd. Teoretycznie zgoda, ale praktycznie można sobie wyobrazić dwa zupełnie odmienne scenariusze. Pierwszy zły – rządzący bez opozycji popadają w letarg. Drugi całkiem dobry – rządzący wykorzystują brak realnych oponentów do przeprowadzenia daleko idących zmian.

Nie wiem, jak potoczy się sytuacja w Polsce, i nie o tym tu mowa. Rozpatrujemy dwa modele i rozważamy ewentualności. Otóż model letargu jest oczywiście prawdopodobny, bo lenistwo leży w ludzkiej naturze. Jednak mamy przykłady sytuacji, kiedy to słabość opozycji umożliwiła zasadnicze reformy. Najlepszy jest tu przykład Margaret Thatcher, która sprawowała władzę przez trzy kadencje przy silnym poparciu własnej Partii Konserwatywnej i słabej opozycji. Dokonała wielu istotnych zmian w Wielkiej Brytanii i chociaż dzisiaj istnieje sporo wątpliwości, czy wszystkie z nich były słuszne, to część na pewno tak.

W takich sytuacjach demokracja zamienia się w rodzaj demokratycznego absolutyzmu oświeconego, w którym bardzo wiele, niemal wszystko, zależy od oświeconego przywódcy, od jego politycznej klasy. Dzisiaj problem ten jest nawet bardziej aktualny niż trzydzieści lat temu, kiedy pani Thatcher obejmowała rządy w sypiącej się Wielkiej Brytanii. Jest aktualny dlatego, że pojawiły się liczne i częściowo zrozumiałe formy krytyki demokracji jako ustroju nie dość skutecznego w trudnych czasach. A czasy są od kilku dekad trudne.

Krytyka ekspercka

Na czym polega ta krytyka? Przede wszystkim oparta jest ona na trudnym do zanegowania założeniu, że w niesłychanie zawiłym współczesnym świecie obywatele nie są w stanie podejmować roztropnych i racjonalnych decyzji odnośnie do bardzo wielu spraw zarówno ekonomicznych, jak i społecznych. Co więcej, istnieje podejrzenie, że obywatele, którzy w liberalnym świecie cieszą się wolnością, nie chcą podejmować takich decyzji, wolą zostawić to rządowi i mieć spokój.



Jeżeli zgodzić się z takim rozumowaniem, to ograniczenie demokracji czy tendencja w kierunku demokratycznego absolutyzmu oświeconego wydają się słuszne. Niech rządzą ludzie silni, wsparci dobrą radą ekspertów, a reszta niech spokojnie korzysta z wolności, ale nie miesza się nadmiernie do spraw rządowych. W takim przypadku opozycja polityczna staje się zbędna, a potrzebne są jedynie merytoryczne debaty między ekspertami.

Nie byłaby to zła idea, gdyby nie to, że demokratyczni władcy oświeceni, którzy nie wykorzystują nadmiaru swojej władzy, stanowią wyjątek. Takim wyjątkiem był w okresie międzywojennym prezydent Masaryk w Czechosłowacji, do pewnego stopnia była nim pani Thatcher. Znacznie bardziej jednak prawdopodobne jest, że przy tak wielkiej władzy i przy braku kontroli opozycji rząd czy premier, znając przyrodzoną małość natury ludzkiej, wykorzystają tę władzę do własnych celów czy celów partii, a nie celów państwa. Dlatego brak opozycji zawsze rodzi ryzyko, chociaż niekoniecznie stanowi zło samo w sobie.