Dziennik Gazeta Prawana logo
Od siedmiu lat stoi na czele najważniejszej unijnej gospodarki. Od początku kryzysu jest bezsprzecznie najważniejszym politykiem na kontynencie. Ale co naprawdę myśli o Europie kanclerz Niemiec Angela Merkel? Z odpowiedzią na to pytanie problem mają nawet sami Niemcy.

 Sporo nowego światła na to ekscytujące z punktu widzenia przyszłości Europy pytanie rzuca świetny tekst w weekendowym „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”.

58-letnia Merkel to dla Niemców nadal frapująca zagadka. Jej droga na szczyty niemieckiej polityki jest nietypowa, „ciociowaty” image zupełnie odmienny od kanonów przyjętych w zachodnich demokracjach, a poglądy na kluczowe tematy wyjątkowo giętkie i rozchwiane. Również w sprawie Europy wszystko u Merkel jest inne, niż się na pierwszy rzut oka może wydawać. Zawsze powtarza, że utrzymanie jedności UE ma dla niej znaczenie kluczowe. I według tekstu w „FAS” trzeba jej wierzyć. Dla wychowanej po naszej stronie żelaznej kurtyny niemieckiej kanclerz Unia Europejska jest czymś więcej niż dla sytego zachodniaka. To przecież antyteza Związku Radzieckiego, twór ponadnarodowy, który umożliwia to wszystko, co w bloku wschodnim było tylko marzeniem: podróże bez paszportu i wolność od dyktatury. Jednocześnie jednak Merkel jest zbyt rzeczowa, by jak jej niegdysiejszy mentor Helmut Kohl uważać, że polityka europejska zawsze powinna mieć prymat przed ekonomią. – czytamy w „FAS”.

W drodze do tego celu Merkel bywa pragmatyczna do bólu. Choć świetnie dogaduje się z Jose Manuelem Barroso (szef KE nauczył się już podobno ze względu na nią niemieckiego), to jednak w unijne instytucje wierzy tylko do pewnego stopnia. Najchętniej załatwia wszystko na szczeblu międzyrządowym, bo tam można to zrobić najszybciej i najskuteczniej. Pamiętają państwo, jak Niemcy w 2007 roku chciały przeforsować traktat lizboński (który jeszcze wtedy nazywał się eurokonstytucją), ale na jej drodze stał między innymi sceptycyzm ówczesnych polskich władz z braćmi Kaczyńskimi na czele? Co zrobiła wtedy Merkel? Nie próbowała naciskać przez unijne instytucje, tylko dwa razy spotkała się w cztery oczy z prezydentem RP. Wystarczyło, by Polska podpisała dokument, na którym Merkel zależało.

Ze swoim europragmatyzmem kanclerz jest oczywiście problemem dla wszystkich zwolenników pogłębiania eurointegracji. Za jej czasów integracja idzie tylko jednym rwącym, ale bardzo wąskim korytem. Teraz jest to kwestia finansowa i budżetowa. Nie ma jednak tego, co charakteryzowało Unię wcześniej, gdy zrastała się jednocześnie w wielu różnych dziedzinach. pisze „FAS”.

Czy Merkel oddaje tym nastawieniem Europie niedźwiedzią przysługę? Kiedyś podobno w prywatnej rozmowie zwrócił jej na to uwagę Barroso. Jego zdaniem powinna bardziej dawać wyraz swojej wierze w Europę. – miała odpowiedzieć pani kanclerz. Przywołując postać holenderskiego populisty i eurosceptyka, Merkel po raz kolejny dała do zrozumienia – może i nie działam najefektowniej, ale przynajmniej jestem skuteczna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraAngela Merkel, czyli Europejka z rozsądku »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj