Chociaż zmiana na stanowisku szefa resortu pracy chyba raczej odpada. Bo akurat on wyjątkowo dobrze dba o interesy mieszkańców wsi. Liczba proponowanych zmian korzystnych dla rolników jest imponująca. A wszystko w imię wyrównywania szans, równego traktowania i zrównywania w prawach przysługujących innym pracownikom. Nie ma w tym nic złego, dopóki zmiany faktycznie mają eliminować nieprawidłowości. Zastrzeżeń nie budzą również te, które wpisują się w kreowanie polityki prorodzinnej. Taką propozycją jest np. opłacanie przez budżet składek rolnikom na urlopach wychowawczych. Ale już pomysł finansowania przez ZUS składek dla niań dzieci rolników wydaje się mniej trafiony. Zwłaszcza że od momentu, kiedy wprowadzono możliwość pokrywania składek ubezpieczeniowych opiekunkom zgłoszonym do ZUS przez rodziców, z takiego rozwiązania skorzystało zaledwie 8 tys. z nich. Niewiele, żeby mówić o wymiernych korzyściach.

Reklama

O sile ludowców świadczą jednak przede wszystkim zmiany przeforsowane przy okazji procedowania przepisów zakładających wydłużenie wieku emerytalnego. I w tym przypadku mówienie o wyrównywaniu szans i równym traktowaniu jest zwykłym nadużyciem. Rolnicy zostali bowiem objęci 5-letnim okresem ochrony, w którym jako jedyni zachowują prawo do wcześniejszych emerytur. Skorzystają również z prawa do emerytury częściowej. Tyle że tylko w ich przypadku przywilej ten nie spowoduje obniżenia emerytury w przyszłości. W końcu sprawa absolutnie niedopuszczalna, a wciąż nieuregulowana – składka zdrowotna. Również w 2013 r. rolnik nie będzie jej płacił na takich samych zasadach co np. właściciel kiosku czy jednoosobowej firmy. W tym przypadku można już mówić tylko o nieuzasadnionych przywilejach, za które płaci cała reszta. I to niemało, bo do leczenia każdego rolnika NFZ rocznie dopłaca 675 zł.