Tytuł Hieny Roku przyznaje Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Werdykt tego gremium od lat wywołuje środowiskową burzę. Stowarzyszenie ochoczo smaga swoim bacikiem przedstawicieli dziennikarskiego "salonu", przymykając oko na błędy niepokornych. Słusznie obrywa za brak obiektywizmu i wybiórcze traktowanie dziennikarskich grzechów, a nawet ląduje z "nominowanymi" w sądzie. 

W tym roku mamy powtórkę z rozrywki. Jak informuje "Press" w listopadzie nominację do Hieny Roku dostała autorka lokalnego tygodnika, a nie tekst z prawicowego portalu o Andrzeju Turskim.

Żeby nie było wątpliwości - oba przypadki są skandaliczne. Pierwszy z nominowanych materiałów powstał w wyniku oszustwa. Dziennikarka lokalnego pisma, podszywając się pod psychoterapeutkę, podstępem wydobyła od swoich bohaterów szczegóły zakazanego romansu. Autorka perfidnie oszukała młodego ojca, jego rodzinę, jak i samą winowajczynię, która uwiodła chłopaka. Sprawę opisała, rujnując im życie - na bohaterów rzuciły się tabloidy, o lokalnym "skandalu" dowiedziała się cała Polska.

Tłumaczenia pani Bąkowskiej, że działała w interesie społecznym, można włożyć między bajki. Owszem opisana kobieta złamała prawo, seks z niepełnoletnim jest karany. Ale historia szkolnego romansu to nie jest materiał na prowokację. Ukrywanie się pod maską lekarza było podłe. Reporterka doskonale wiedziała, że ma krwistą historię i była gotowa zrobić wszystko, aby tego newsa złowić.

"Nagrodzono" bezmyślną pogoń za sensacją, głupotę i całkowity brak empatii dla bohaterów.

Pobudki braci Karnowskich były podobne. Ma rację Stefan Bratkowski, honorowy członek SDP, twierdząc, że tekst o niedyspozycji Andrzeja Turskiego, spowodowanej rzekomym nadużywaniem alkoholu, jest zwykłym świństwem. Autor materiału opublikowanego w portalu wPolityce.pl i wSumie.pl nie zadał sobie trudu, by sprawdzić sensacyjną wiadomość. Zaatakowano człowieka, który właśnie walczy o życie na oddziale intensywnej terapii w szpitalu.

W imię czego? W tym przypadku nikt nie może wycierać sobie gęby hasłami o dziennikarskich powinnościach i interesie społecznym. W grę wchodziło ciskanie granaciku w stronę wroga na wojnie z establishmentem oraz napędzanie klików.

Ale w obronie dziennikarza TVP2 natychmiast stanęła telewizja, zapowiadając, że wytoczy Karnowskim proces. Kłamliwy tekst skrytykowało też środowisko dziennikarskie. Turski może liczyć na głosy wsparcia z wielu stron.

A Karnowscy połajanką się nie przejęli. Nie przeprosili. I choć zasłużyli nawet na tytuł Hieny Roku, to dobrze, że go nie dostali. Mieliby kolejny pretekst do rwania szat i snucia opowieści o seansie nienawiści uprawianym pod naciskiem lewicowych mediów. 

A tak, nominacja stała się symbolicznym zadośćuczynieniem dla przemielonych przez medialną maszynkę gimnazjalisty, jego rodziców i niewinnego dziecka.