Dziennik Gazeta Prawana logo

Nadciąga koniec demokracji? Marcin Król: Kilka tysięcy bogaczy robi, co chce

13 lipca 2015, 08:14
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Euro
Euro/Shutterstock
Demokrację zabijają najbogatsi - uważa Marcin Król. Jego zdaniem, najlepiej widać to na przykładzie Grecji. Tam, w wyniku zmian i działań kilku tysięcy bogaczy, zwyczajni ludzie będą musieli teraz zaciskać pasa. Ostrzega, że to samo dzieje się w innych państwach. Jeśli więc nie pokona się "klasy bezczelnych pieniędzy", to nie uda się ocalić demokracji.

Ekonomiści mają świetny czas. Wszyscy mówią o Grecji, grożą Grecji, grożą Grecją, a oni wyjaśniają to, czego nie da się wyjaśnić. Naturalnie, Grecy ostatnio trochę przekroczyli normy Unii Europejskiej. Ale czy winna jest tu gospodarka. Nie. Wiadomo, że Grecja się reformuje, a jej dług rośnie zamiast maleć. To nawet można zrozumieć: czas reform jest zawsze trudny. Jednak nie da się zrozumieć, dlaczego cały cywilizowany świat patrzy na Grecję jak na potwora, a na siebie jak na cnotliwą panienkę. W Grecji widać, że coś złego stało się z demokracją. Co mianowicie?

Nie sięgając do wszystkich przyczyn, wskażę jedną. Demokracja dopuściła do materialnego rozpasania. Zupełnie jak za Ludwika XVI. Przecież to, co się stało z bankami, które powinny zbankrutować, z majątkami, które rosną bez rozsądku, z ludźmi demokratycznej polityki jak Schroeder czy Berlusconi i wielu, wielu innych, którzy bezczelnie zarabiają pieniądze jedynie z racji tego, że mają resztki politycznych wpływów, jest zupełnie skandaliczne. We wszystkich krajach, jawność bogactwa jest tylko odmienna, związki polityki i pieniędzy stały się nie do zniesienia.

W XVIII-wiecznej Francji majątki mieli albo arystokraci, albo nowa burżuazja. Można było zrozumieć, skąd i dlaczego mają pieniądze. Ale kiedy były kanclerz Niemiec, socjaldemokrata, prosty człowiek, za nic bierze od Rosjan bajońskie sumy - zrozumieć się nie da. Demokracja to przecież władza ludu, władza opinii publicznej, którą tak skołowano, że nie protestuje. Takich przypadków jak wspomniany, tyle że na nieco mniejszą skalę i mniej spektakularnych, są tysiące, dziesiątki tysięcy. W Grecji było ich szczególnie dużo i Grecy dali się oszukać swojemu rządowi (poprzedniemu i jeszcze poprzednim), więc wybrali rząd, który może ich nie oszuka, to znaczy nie zdefrauduje (chociaż pewnie też), ale przynajmniej wydaje się inny.

Grecja to przykład bezczelnego rozpasania władzy. Wszędzie jednak jest w demokracji tak samo, tyle że nieco delikatniej, nieco ciszej i nieco mniej. Jakie kwalifikacje ma były wyższy rangą polityk, by natychmiast otrzymać posadę w zarządzie spółki? Wydawałoby się, że żadne. Ależ ma! Może coś pomóc załatwić, pójdzie na kolację i pogada. Słowem pomoże w tworzeniu wizerunku firmy. Niedługo już nie będzie polityki ani gospodarki, tylko wizerunek. Wizerunek to Grecja ma marny, ale spowodowane to zostało przez mniej niż 1 proc. obywateli. Więc firmy od wizerunku natychmiast mają okazję jej przyłożyć. Jak pomóc? Przecież wiadomo. Mniejsze wydatki, mniejsze pensje, więcej inwestycji. Normalne recepty. Czy to są jednak recepty normalne w demokracji? Dlaczego zwyczajni ludzie mają oszczędzać latami, a kilka tysięcy bogaczy robi, co chce? Bo taki już jest ten świat, z którego demokracja znika.

Demokracji jest więcej w bogatych krajach. Ale na jak długo? Pastwią się nad Grecją, ale równość i solidarność mierzą ilościowo i wciąż wydaje im się, że wyniki są niezłe. A ja sądzę, że złe. Niesprawiedliwość, która ogarnęła świat, dotarła i do Polski. My już mamy Grecję, tylko w naszym typowo polskim, połowicznym wydaniu. Oligarchowie marni, ale jednak, nierówności podobno nie takie wielkie, ale jednak, socjalistyczno-konserwatywny populizm za to całkiem udany.

Znałem we Włoszech urzędnika (może jeszcze żyje), który dostawał przez dziesięciolecia bardzo wysoką pensję za to, że był dyrektorem budowy mostu, jaki miał połączyć Sycylię z kontynentem. Tyle że mostu w ogóle nie budowano, a on chodził z przyjęcia na przyjęcie. W Grecji było i jest tak samo, w Polsce, a tym bardziej w Skandynawii, dużo mniej ostentacyjnie. Jednak o ile wzrost gospodarczy ze zrozumiałych powodów interesuje tych nowych, demokratycznych bogaczy, o tyle demokracja – ani trochę. Wręcz przeciwnie. Może tylko szkodzić.

Demokracja bowiem jako ideał wyróżnia się tym, że nie da się oddzielić polityki od publicznej moralności. Oczywiście, ideału nie zrealizujemy, ale gdzie mamy podążać, jeżeli nie w jego kierunku? Taka demokracja jest na nic nowej klasie bezczelnych pieniędzy. I jeszcze do tego chcą nam wmówić, że Grecja sama sobie winna, że Grecy za mało pracowali i że za dużo mieli przyjemności. Otóż wszystko to jest nieprawda. Mordercy demokracji są wśród nas. Sprytni ludzie, którzy wyciągną ostatnie pieniądze z naszej kieszeni. To pokolenie jeszcze da radę jakoś Grecję sobie podporządkować, ale następne? Albo plutokracja zabije demokrację, albo demokracja wypędzi szkodników. Tylko czy proces ten może być bezbolesny? Wątpię.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj