Dziennik Gazeta Prawana logo

Rafał Woś: A ja lubię "Nocną zmianę" Kurskiego. Dzięki niej można zrozumieć polską prawicę

Kadr z filmu "Nocna Zmiana"
Kadr z filmu "Nocna Zmiana"/YouTube
Prezes Jacek Kurski w swoim stylu przypomniał widzom TVP swój własny film "Nocna zmiana" o kulisach odwołania rządu Jana Olszewskiego.

Nachalność (sześć emisji w ciągu dwóch dni) i bezwstydny serwilizm Kurskiego (projekcję opatrzono komentarzem wyłącznie przedstawicieli jedynie słusznej opcji) nie powinny jednak przesłaniać tego, że "Nocna zmiana" to dobry film. A na dodatek jeden z najlepszych kluczy do zrozumienia mentalności rządzącego dziś Polską obozu.

Na początek przypomnienie dla tych, którzy jakimś cudem nie wiedzą, o co chodzi. Ten trwający nieco ponad godzinę film relacjonuje wydarzenia z gorącej politycznej wiosny 1992 r. Głównym bohaterem i "białym kapeluszem" jest tu rząd Jana Olszewskiego, który z braku stałej sejmowej większości znajduje się w fazie permanentnego kryzysu. Jednocześnie ten sam rząd stawia sobie bardzo ambitne i kontrowersyjne zadanie: chce przeprowadzić lustrację najważniejszych polityków w państwie. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych (kierowanym przez Antoniego Macierewicza) powstaje specjalna komórka młodych "pistoletów" przeczesujących archiwa służb specjalnych PRL.

Wypadki gwałtownie przyspieszają, gdy poseł Janusz Korwin-Mikke zgłasza wniosek, by Macierewicz nie czekał z prezentacją znalezisk swojej grupy do jesieni (jak pierwotnie planowano), tylko żeby ujawnił je w trybie natychmiastowym. Wniosek niespodziewanie przechodzi i bomba zegarowa zaczyna tykać. Przeciwnicy takiej formuły lustracji (a może i lustracji w ogóle?) jednoczą siły wokół prezydenta Lecha Wałęsy. W zapomnienie idą dawne swary i urazy z czasów wojny na górze. Godziny rządu Olszewskiego są policzone.

Film Jacka Kurskiego i Michała Balcerzaka (oparty na wydanej wcześniej książce Piotra Semki i Kurskiego) stawia wyrazistą i politycznie zaangażowaną tezę. Głosi, że jedynym spoiwem łączącym inicjatorów nocnej zmiany był strach przed teczkami SB. Jedni bali się, że na jaw wyjdzie ich własne uwikłanie we współpracę z komunistyczną bezpieką (to przypadek Lecha Wałęsy czy lidera KPN Leszka Moczulskiego). Inni uznali, że teczki może nie pogrążą ich samych, ale na pewno uderzą w ich ugrupowania (to motywacja Jacka Kuronia z UD czy Donalda Tuska, lidera KLD). W nocy z 4 na 5 czerwca w dramatycznych okolicznościach Sejm odwołuje rząd Olszewskiego, zastępując go premierem Pawlakiem. Nikt nawet nie ukrywa, że jedynym celem operacji było natychmiastowe odebranie władzy "olszewikom". Zwycięzcy triumfują i bez większej dozy samorefleksji głoszą, że oto uratowali Polskę, podczas gdy w bardzo wielu przypadkach ratowali swoje własne biografie. Przegrani przybierają się po raz pierwszy w szaty męczenników-nieudaczników, które przylgną do nich na lata.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRafał Woś: A ja lubię "Nocną zmianę" Kurskiego. Dzięki niej można zrozumieć polską prawicę »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj