Dziennik Gazeta Prawana logo

Mężyk do Mazurka: Jestem nieostentacyjnym gejem i nieostentacyjnym konserwatystą

15 czerwca 2017, 20:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Łukasz Mężyk_Fot. Darek Golik
Łukasz Mężyk_Fot. Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
W PJN szybko zaczął się koszmar. Elżbieta Jakubiak oskarżała mnie, że gram z Michałem Kamińskim, Paweł Poncyliusz – że z Jakubiak, a Bielan wszystkich uznał za agentów i uciekł. Jedyną osobą, która nie miała do nikogo pretensji, była Joasia Kluzik-Rostkowska, która na końcu poprosiła mnie o pomoc w przygotowaniu przemówienia na kongres Platformy - mówi Łukasz Mężyk w rozmowie z Robertem Mazurkiem.

Robert Mazurek: Jesteś politycznym nałogowcem.
Łukasz Mężyk*: Jestem, i to od zawsze. Miałem 13 lat i w trakcie kampanii prezydenckiej Tadeusza Mazowieckiego kupowałem znaczki i nosiłem je w szkole. Potem chodziłem na spotkania Unii Demokratycznej, gdzie traktowano mnie jak maskotkę. A na 18. urodziny dostałem legitymację Unii Wolności. Wiesz kiedy byłem po raz pierwszy w Sejmie?

Skąd mam to wiedzieć?
Miałem 14 lat, był rząd Jana Olszewskiego, pojechałem do Sejmu z wycieczką Forum Młodych UD z Koszalina, całe pięć osób. I tam sobie robiłem zdjęcia z osobami, których nazwiska już nikomu nic nie powiedzą: Józefa Hennelowa, Jacek Taylor, Ludwik Turko. Ale na spotkaniu w Koszalinie dostałem też dedykację od Jarosława Kaczyńskiego: „Panu Łukaszowi z konkurencyjnej Unii Demokratycznej, z nadzieją, że nie zawsze będziemy się różnić”.

No i wykrakał.
Ale zanim zacząłem dla niego pracować, minęło sporo czasu.

Najpierw byłeś jednym z młodych wilczków Leszka Balcerowicza.
Poznałem go na spotkaniu wyborczym i jak tylko zacząłem studia w Warszawie, to się u niego zameldowałem. Przyjął mnie natychmiast, potem dostałem pracę w Ministerstwie Finansów – miałem 20 lat i 1300 zł na pasku wypłaty.

Było was tam kilku.
Był Paweł Narożny, Jakub Karnowski, późniejszy szef PKP, no i Rysiek Petru.

Czym się zajmowałeś?
Narażaniem się starej UD, bo sprawdzałem Balcerowiczowi, jak głosowali posłowie. Nienawidzili mnie.

Jak się pracowało z Balcerowiczem?
To była najlepsza szkoła. Dzwonił do nas codziennie o siódmej rano, zawsze z tym samym pytaniem: „Gdzie pan jest?” Każdego tak witał. A ja dojeżdżałem wtedy tramwajem do ronda Waszyngtona, wyjmowałem wielką służbową komórkę, taki kilogramowy centertel, co samo w sobie było wówczas zjawiskowe, i zduszonym głosem mówiłem „Dzień dobry, panie premierze”. Ludzie patrzyli na mnie jak na kosmitę i wariata.

CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj