Występuje pani w imieniu tych, którzy zostali osądzeni bez sądu, gdyż podpadli pod tzw. ustawę dezubekizacyjną. Czyli broni pani szpiclów, katów i tchórzy. Wysłała pani kilka skarg do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Ile ich było?

Reklama

Mecenas Anna Rakowska Trela: Do ETPC wysłałam już trzy skargi, dwie kolejne są przygotowane, pójdą do Strasburga na dniach. I mam nadzieję, że Trybunał odpowie jeszcze w tym roku. Ta pierwsza odpowiedź będzie krótka: przyjmujemy bądź nie przyjmujemy skargi. Liczę jednak na to, że skargi zostaną przyjęte do rozpoznania. Na razie nie mam zamiaru wysyłać więcej skarg, te pięć to taka próbna seria - zobaczymy, co z nimi ten europejski sąd zrobi.

Europejski Trybunał Praw Człowieka rozstrzyga w sprawach, które zakończyły już swój bieg w danym państwie. Tymczasem sprawy funkcjonariuszy, w których imieniu pani występuje, są na samym początku rozpatrywania.

To prawda, że orzecznictwo nie jest dla nas przychylne. Ale też do niedawna trybunał orzekał w sprawach toczących się w normalnie funkcjonującym państwie prawa. Kolejną rzeczą, która działa przeciwko moim klientom jest to, że zwykle ETPC nie orzeka w sprawach emerytalno-rentowych. Niemniej jednak jestem dobrej myśli - wierzę, że ten organ zajmie się sprawami ludzi, których reprezentuję. Tę nadzieję daje mi to, że pochylił się nad problemem tzw. rodzin smoleńskich, czyli krewnych ofiar, które zginęły w katastrofie rządowego samolotu, a których ekshumacji ciał przeciwstawiały się rodziny. Zażaliły się na decyzję, ale kodeks postępowania karnego nie przewiduje czegoś takiego, jak zażalenie się na decyzję o ekshumacji, więc zażalenie zostało odrzucone. Wobec sprzeciwu bliskich Sąd Okręgowy w Warszawie zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem, czy brak drogi odwoławczej jest zgodny z ustawą zasadniczą. Jednak już na tym etapie, nie czekając na rozstrzygnięcie TK, rodziny smoleńskie zwróciły się do ETPC. Ten przyjął ich skargę wychodząc z założenia, że w naszym kraju Trybunał Konstytucyjny nie działa, nie daje konstytucyjnej drogi odwoławczej obywatelom, więc wziął niejako jego rolę na siebie. Przyznał rację skarżącym i zasądził na ich rzecz po 16 tys. euro odszkodowania. Wierzę, że w przypadku klientów, których reprezentuję, będzie podobnie.

Według jakiego klucza wybierała pani sprawy do przedstawienia przed tym europejskim sądem? I jakie zarzuty zostały podniesione?

Najważniejsze zarzuty to zakaz dyskryminacji, naruszone prawo do sądu, zaburzona ochrona własności, tak samo jak prawo do skutecznego środka odwoławczego. I jeszcze powołujemy się na zakaz poniżającego traktowania oraz zakaz karania bez podstawy prawnej, bo moi klienci zostali de facto ukarani obniżeniem świadczeń. To osoby z różnych bajek - kobiety i mężczyźni. Większość z nich gros swojego świadczenia wypracowała po 1990 roku. To kwoty trzy, cztery razy większe, niż te, które wypracowali za PRL-u, a mimo tego im te pieniądze zabrano. A przecież musieli przejść weryfikację, więc państwo im zaufało. Przez kilkanaście, kilkadziesiąt lat służyli wolnej Polsce, tej III RP. Narażali dla niej życie. Niektórzy ponieśli rany. To nie są oprawcy, którzy zrywali innym ludziom paznokcie albo pałowali demonstrujących. Mam przed oczyma ich akta ściągnięte z Instytutu Pamięci Narodowej - nie ma w nich najmniejszego śladu na ich winę. Mało tego, niektóre z tych osób to bohaterowie, którzy narażali swoje życie i stawiali na szali los swoich rodzin współpracując z wolnościowym podziemiem. Ale wszyscy zostali wrzuceni do jednego worka z naklejką: ubecy. To panie wydające paszporty, policjanci, funkcjonariusze Służby Granicznej, Biura Ochrony Rządu... Emeryci i renciści.

Dostałam ostatnio maila z prośbą o interwencję od niepełnosprawnego syna kobiety, która parę lat przepracowała w Polsce Ludowej w MSWiA. Jest inwalidą, niezdolnym do pracy zarobkowej, pobierał rentę rodzinną. Została ścięta o połowę, do 800 zł, za taką kwotę nie da się wyżyć.

Reklama

Podobnych spraw jest wiele. Np. taka: jest niepełnosprawna dziewczynka, zabrano jej rentę po ojcu, zmarłym policjancie. Zabrano jej większość świadczenia, zgodnie z zapisami omawianej ustawy. Jej mama żyje, ona także zaczęła służbę przed 1990 r. Pracowała do przełomu 2016 i 17 r; kiedy na fali czystek została poproszona o to, aby napisać raport o zwolnienie ze służby. Jak wielu. I jak wielu nie ma za co, razem ze swoją niepełnosprawną córką, żyć. Ci młodsi mają szansę dorobić sobie, ale starsi zostali na nędzę do końca życia. To porządni ludzie, którzy przed 1990 r. znaleźli się w niewłaściwym miejscu, bo nie wiedzieli, na co się piszą, chcieli służyć państwu takiemu, jakie było, nie wyrządzali krzywdy innym. I po 1990 r. także stanęli w niewłaściwym miejscu, gdyż nie mieli pojęcia, że ich państwo ich zdradzi.

Jeśli ETPC przyjmie skargę któregoś z pani klientów, można się spodziewać, że za nią pójdą dziesiątki tysięcy kolejnych.

Jestem tego świadoma. Taki też jest cel moich skarg - próbny. Jeśli trybunał uzna, a jestem przekonana, że tak się stanie, iż są zasadne, otworzą drogę do odwołania się innym osobom. Bo w kraju ta droga została dla nich zamknięta: sądy nie procedują ich spraw, czekając, aż Trybunał Konstytucyjny wypowie się, czy ustawa dezubekizacyjna jest zgodna z konstytucją. Ale to skrajnie upolitycznione ciało nie zamierza się tą kwestią zająć. We wtorek, kiedy prawniczka rządowa na posiedzeniu komisji stwierdziła, że ta część ustawy, która obniża świadczenia wypracowane po 1990 r. jest niezgodna z konstytucją, pojawił się cień nadziei, że rządzący będą starali się naprawić tę ustawę. Ale następnego dnia marszałek Kuchciński wyprowadził nas z błędu stwierdzając publicznie, że jego zdaniem całe to prawo jest konstytucyjne. Zostaje więc nam ETPC. To niepewna droga, ale jedyna, jaka nam została. Trzeba spróbować nią przejść.

"Wciąż musimy udowadniać, że nie jesteśmy wielbłądami"

Z tymi odszkodowaniami to chyba nie tak szybko będzie.

Augustyn Skitek*: Może być szybciej, niż myślimy. Rozpoznanie sprawy rodzin smoleńskich trwało dosłownie kilka miesięcy - bo od maja tego roku. Bo już w drugiej połowie września Europejski Trybunał Praw Człowieka zasądził po 16 tys. euro odszkodowania na rzecz dwóch rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, które poskarżyły się, że wbrew ich woli doszło do ekshumacji ciał ich bliskich. Uznał, że Polska naruszyła art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dotyczący prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. W przypadku ofiar tej ustawy, o której mówimy, skala jest dużo większa. Tych, którzy złożyli odwołanie od obniżenia świadczenia w trybie art. 8a oraz art. 15c ust. 5 jest około siedmiu tysięcy. Ale w ogóle ta ustawa objęła ok. 39 tys. osób. Jakieś 29 tys. odwołało się od decyzji obniżającej świadczenia – z różnych powodów. A co z tymi, którzy zmarli po otrzymaniu decyzji Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA o zmniejszeniu świadczeń? Według mojej wiedzy jest ich przynajmniej 60. A co z tymi, którzy rozchorowali się albo wpadli w depresję, bo nagle okazało się, iż są bankrutami. To ludzie posunięci w latach, wielu wzięło kredyty, żeby pomóc dzieciom, a teraz okazało się, że nie mają z czego ich spłacać. Sam wziąłem taką pożyczkę, ale na szczęście mam jeszcze siły, aby pracować.

Rozumiem pana rozgoryczenie, bo akurat pan i pana dwóch kolegów macie za sobą nie tylko piękną kartę współpracy z podziemiem, a konkretnie z legendarnym kapelanem Solidarności ks. Witoldem Andrzejewskim, ale także trzy wyroki, prawomocne, które ją potwierdzają. Są także świadectwa ks. Andrzejewskiego, który wystawił wam prawdziwą laurkę. Powinniście więc być w ogóle wyłączeni spod działania tej ustawy, jako ci, którzy bez wiedzy przełożonych, podjęli współpracę i czynnie wspierały osoby lub organizacje działające na rzecz niepodległości Państwa Polskiego.

Powinniśmy, i co z tego. Wciąż musimy udowadniać, że nie jesteśmy wielbłądami. Ja mam to szczęście, że sąd uznał, iż moja sprawa jest tak oczywista, że jej nie rozpatrzenie byłoby obrazą powagi rzeczy już raz osądzonych, dlatego będzie procedowana mimo tego, iż reszta została zawieszona. Stało się tak dlatego, że sąd zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniami dotyczącymi zgodności z ustawą zasadniczą odnośnie jednej z wielu spraw, jakie do niego wpłynęły. Więc reszta czeka. W tym sprawy moich dwóch kolegów, z którymi działałem wspólnie na rzecz ks. Andrzejewskiego. Tak nawiasem mówiąc, to bardzo niedawno, bo siódmego października, miało miejsce odsłonięcie pomnika tego wielkiego człowieka. Byłem na tę uroczystość zaproszony, ale nie poszedłem. Nie byłem gotów stanąć oko w oko z ludźmi, którzy teraz czczą jego pamięć, ale w tej samej chwili krzywdzą osoby jeszcze niedawno stojące murem za księdzem Witkiem. Gorzowskim Popiełuszką - tak go nazywano, jako że były na niego "zlecenia".

Kto był na tej uroczystości, mam na myśli rządowe VIP-y?

Miał być premier Mateusz Morawiecki, ale nie przybył. Z relacji tych, co w niej uczestniczyli wiem, iż premier nie znalazł czasu, ale przyszedł jego tata, pan Kornel Morawiecki. Wiem też, że była awantura przed imprezą, bo wiele osób chciało się wylansować w czasie wyborczym, ale Kuria i Solidarność będące głównymi organizatorami uroczystości, stanęły sztorcem i nie pozwoliły na propagandowe agitacje. Ale żeby była jasność - to nie jest tak, że ustawa represyjna, czy jak pani woli dezubekizacyjna, to wina PiS-u. Pierwsza jej odsłona odbyła się za poprzedniej ekipy rządzącej, w której wiodącą rolę grała Platforma Obywatelska. To pod jej rządami przeszła ustawa odbierająca prawa nabyte tysiącom dobrych ludzi, którzy choć mieli jakiś incydent w służbach PRL, to potem odsłużyli go, odpracowali, służąc III Rzeczypospolitej. Po kilkanaście, nieraz kilkadziesiąt lat. Tak, pamiętamy, jak ostatnią wersję tej ustawy procedowano w Sali Kolumnowej Sejmu nie dbając o zasady, o quorum. Ale pamiętamy też, że to za poprzedniej ekipy przyjęto przepisy, które powinny zostać wyrzucone do kosza. Oraz to, w jaki sposób została w tamtym czasie przepchnięta przez Trybunał Konstytucyjny. Za pierwszym razem TK nie był w stanie wydać orzeczenia, gdyż głosy rozłożyły się po połowie, ale ponowne głosowanie pan sędzia Rzepliński przepchał. I okazało się, że odbieranie praw nabytych jest zgodne z konstytucją. Gdyby nie ta pierwsza ustawa, nie byłoby drugiej. Szlag jasny mnie trafia, kiedy dziś słyszę, że PiS łamie prawa człowieka. Po raz pierwszy złamali je tamci, a teraz ględzą, że jak dojdą do władzy, to wyrzucą tę ustawę do kubła. Hipokryci.

Jeśli z omawianej przez nas ustawy wypadnie ten paragraf, który został przez prawników rządowych uznany za niekonstytucyjny - a więc ten mówiący o obniżeniu świadczeń osobom, które pomyślnie przeszły weryfikację i pracowały na rzecz niepodległej Polski - będzie pan usatysfakcjonowany?

Mnie to akurat nie obejmuje, bo większość służby odbyłem przed tą graniczną datą. I jeszcze raz powtórzę, że jako zdrowie mi dopisuje, to pracuję, jestem w stanie sobie dorobić. Ale wielu moich kolegów jest schorowanych, nie mają na jedzenie ani na rachunki. Za to mają wiedzę. Tak sobie myślę, że te taśmy Morawieckiego, to był taki sygnał ostrzegawczy. Nikt rozsądny nie stara się wkurzyć służb, nie wypowiada im kontraktu, bo to się może źle skończyć.

*Augustyn Skitek pracował w wydziale IV SB w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie z dwoma innymi kolegami współpracował z legendarnym kapelanem Solidarności ks. Witoldem Andrzejewskim, co zostało potwierdzone w trzech prawomocnych wyrokach sądowych, tj. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 19 marca 2014 r., sygn. akt III A U a 422/13, Wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z dnia 11 lutego 2014 r., sygn. akt III A U a 645/13 i wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, sygn. akt. XIII U 1495/11.