Wiele światowych trendów ekonomicznych, polityczno-społecznych czy bezpieczeństwa wpłynie na przyszłość krajów V4 (Polski, Czech, Słowacji, Węgier). Już dziś można zaobserwować ich oddziaływanie w naszym regionie.

Z pewnością znaczący trend to odchodzenie od demokracji liberalnej. Z jej kryzysem mamy do czynienia na całym świecie. Jednak w naszym regionie trafia on na szczególnie podatny grunt. Słabość instytucji i brak wykształconych mechanizmów społeczeństwa obywatelskiego w państwach, które niecałe 30 lat wcześniej wyrwały się z komunizmu, znacznie się do tego stanu przyczynia. Trend dążenia do zwiększonej suwerenności i odchodzenia od zasad demokracji liberalnej jest widoczny we wszystkich krajach V4.

We wszystkich też krajach, choć w zróżnicowanym stopniu, widać tendencje nacjonalistyczne w polityce. Panuje szerokie przekonanie, że w kontrze do globalizacji mityczny prymat rozwiązań narodowych spowoduje wzrost bezpieczeństwa i zmniejszenie zróżnicowania ekonomicznego w społeczeństwie. Trend ten wspomaga poczucie stałego kryzysu. Od światowego załamania finansowego w latach 2008–2009, przez późniejszy kryzys samej strefy euro, impas bezpieczeństwa związany z rosyjską agresją na Ukrainę, po kryzys migracyjny czy głosowanie za brexitem.

Dzisiejsza Europa Środkowa to również tykająca bomba demograficzna – nie w rozumieniu boomu, tylko zagrożenia, jakie niosą dla regionu starzejące się społeczeństwa. Wzrost wydatków na systemy emerytalne i świadczenia społeczne oznacza zarówno potężną presję ekonomiczną, jak i potencjalny wzrost napięć pokoleniowych. Nasz region powoli dotyka stan, w którym dzieci mogą mieć trudniej niż rodzice. Widząc mniejsze szanse dla swojego pokolenia (bądź ich brak), młodzi ludzie zwracają się ku populizmowi.

Kraje regionu nie są też gotowe na galopujące zmiany w strukturze światowej gospodarki. Ani na spowolnienie, a tym bardziej załamanie na rynkach przewidywane przez większość analityków. Wpływ na V4 ma również zmieniający się układ sił na świecie i wzrost napięć pomiędzy mocarstwami.

Przez ostatnie kilka miesięcy analizowaliśmy te trendy (w ramach projektu z wydawnictwem Visegrad Insight i think tankiem German Marshall Fund). Zestawiliśmy je z serią wydarzeń, które mogą mieć miejsce na przełomie następnych siedmiu lat. W efekcie pokusiliśmy się o stworzenie kilku scenariuszy dla krajów V4.

Jedna z możliwych dróg to rozprzestrzenienie się tendencji autorytarnych i odejście od demokracji liberalnej. W 2025 r. może dojść do rozlania się tych tendencji na kraje Europy Zachodniej. Proces taki może prowadzić do zatrzymania czy wręcz odwrotu od integracji europejskiej i zmniejszenia roli UE w zarządzaniu wspólnym rynkiem. To scenariusz, w którym w wyborach triumfują bloki nacjonalistyczne typu Kaczyński–Orbán–Salvini–Le Pen. Jeśli utrzyma się w najbliższych latach dobra passa ekonomiczna w krajach Europy Środkowej, a np. strefę euro dotknie kolejny kryzys, a równocześnie np. znów eskaluje problem migracyjny – to jest to scenariusz prawdopodobny. Jednocześnie to droga do zmniejszania pozycji całej UE na świecie.

Kolejny scenariusz przewiduje rozłam pomiędzy regionem Europy Środkowej a resztą Unii. Przy utrzymującej się popularności partii populistycznych w krajach V4 możemy sobie wyobrazić, że przynajmniej część krajów regionu powstrzyma procesy integracyjne z UE. Jeśli równocześnie dojdzie do przyspieszonej integracji, np. w ramach strefy euro, możemy zaobserwować scenariusz, w którym kraje Europy Środkowej odsuną się od Unii. Nie będzie to oznaczać ściślejszej współpracy pomiędzy samymi krajami V4, która już dziś jest bardziej deklarowana niż rzeczywista. Raczej należy się spodziewać dalszej fragmentacji, większego zbliżenia Węgier i Czech do Chin i Rosji oraz pozostawienia Polski jako osamotnionej wyspy.

Wcale nie jest nam tak daleko do takiego scenariusza. Obecna polityka władz w Budapeszcie i Warszawie to gra na konflikt z krajami zachodu UE. Łatwo sobie wyobrazić, że dla osiągnięcia korzyści politycznych rządy nad Wisłą i Dunajem pociągną wątek tak daleko, że spora część społeczeństwa zacznie opowiadać się za oderwaniem się od „zgniłego Zachodu” i obraniem „narodowej” drogi rozwoju.

Obserwując światowe trendy, widzimy, jak układ sił pomiędzy mocarstwami przesuwa się w kierunku niekorzystnym dla regionu. Wciąż patrzymy na duże ryzyko agresji ze Wschodu. W wielu możliwych konfiguracjach jedność państw Zachodu może być wystawiona na próbę. W razie kryzysu może nie przetrwać.

Spójrzmy na następujący scenariusz: jeśli w ciągu kilku lat USA, w ramach izolacjonistycznej polityki, postanowią zmniejszyć swoje zaangażowanie w Europie, można śmiało zakładać, że nasz region będzie pierwszym, z którego się wycofają. Połączmy to np. z kryzysem na Morzu Południowo-Chińskim i jednoczesnym agresywnym działaniem Rosji w krajach bałtyckich, które pozostaje bez odpowiedzi. Albo ze sterowaną przez Kreml zmianą władzy na Białorusi, na zwolenników przyłączenia do Rosji. Transatlantycki parasol bezpieczeństwa może okazać się kruchy, a kraje w regionie wystawione na wpływ takich mocarstw jak Rosja czy Chiny próżno będą szukały sojuszników.

Przy jednoczesnym osłabianiu UE i relacji V4 z krajami Zachodu, Warszawę, Budapeszt, Pragę i Bratysławę może zastać nowy układ bezpieczeństwa w Europie, w którym będziemy nie uczestnikami, a pionkami w grze. A Rosja z pewnością wykorzysta sytuację dla poszerzania stref wpływu. W takiej sytuacji cała wschodnia flanka stanie się szarą strefą bezpieczeństwa. I to jest scenariusz najgorszy dla Polski.

Potencjalnie scenariusz ten możemy odwrócić. Sytuacja dramatycznego zagrożenia z zewnątrz może spowodować nagłą reorientację na UE. W takim wariancie nastąpi znaczne przyspieszenie integracji ze starymi krajami UE, przyjęcie euro, pogłębienie integracji. Kraje V4 mogą porzucić nacjonalistyczną politykę i dołączyć do ściślej integrującej się Europy – nawet jeśli będzie to małżeństwo z rozsądku.

Ze scenariuszy bardziej pożądanych – wyobraźmy sobie postępującą zmianę pokoleniową wśród klasy politycznej. Szansą na nią może być bunt młodszych pokoleń, dla których ograniczenie swobód i wolności, rozbudowany socjal, brak reform gospodarczych, innowacji i szans na rozwój może być impulsem do wystąpienia przeciw rządzącym. Fala, której elementy pamiętamy w Europie np. z 1968 r.

Na powstanie takiego ruchu mogą wpłynąć tąpnięcia, np. silny kryzys ekonomiczny (prędzej czy później nieunikniony), odejście z polityki liderów na skalę Kaczyńskiego czy Orbána, wieszczące koniec wodzowskich formacji. Powstające grupy mogłyby przypominać hybrydę zrywu Solidarności i kampanii Macrona. Z nową, patrzącą do przodu, proeuropejską klasą polityczną.

Współgrającym scenariuszem może być gwałtowna zielona bądź cyfrowa transformacja w krajach Europy Środkowej. Zmiana torów gospodarki, tworząca huby technologiczne dostarczające kluczowych rozwiązań dla światowej gospodarki cyfrowej.

Aby uniknąć negatywnych scenariuszy, trzeba zrobić znacznie więcej w odpowiedzi na falę nacjonalizmu. Niestety trudno liczyć na opamiętanie się polityków, którzy obecnie zbijają na niej kapitał wyborczy. Za to możliwe jest zwiększenie inwestycji w promowanie pozytywnego wizerunku UE czy budowę świadomego, zaangażowanego społeczeństwa obywatelskiego. Ten proces utknął w regionie w martwym punkcie z momentem wstąpienia do UE i wymaga pilnego wznowienia. Przy dzisiejszym klimacie politycznym wsparcie spoza regionu (np. z innych krajów UE czy USA) będzie niezbędne.

Do pozytywnych zmian w Europie Środkowej może się przyczynić konstruktywna współpraca państw w regionie przy projektach infrastrukturalnych, energetycznych, bezpieczeństwa czy innowacji. Dobrym przykładem może być projekt Międzymorza, o ile nie przybiera on formy wyimaginowanej alternatywy dla UE, a pracuje na rzecz jej wzmocnienia. Może to być też zacieśniona współpraca środowisk pozarządowych.

Ponadto, jeśli kraje V4 mają utrzymać się we wspólnocie z krajami Zachodu, to muszą wytworzyć mechanizmy odpowiedzi na mniej lub bardziej oczywistą politykę nacisków i wpływu prowadzoną przez Rosję czy Chiny.

Chociaż klimat polityczny temu dziś nie sprzyja, Europa Środkowa powinna być gorącym orędownikiem zacieśnienia europejskiej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności. Nie duplikując NATO, nie promując pompatycznych pomysłów wspólnej armii UE, powinniśmy jednak przyspieszyć wzmacnianie mechanizmów koordynacji przemysłów obronnych, tworzenie wspólnych struktur wojskowych, sił granicznych czy infrastruktury zwalczania dezinformacji i koordynacji wymiany informacji wywiadowczych. Ważne, żeby jak największa część tej infrastruktury pojawiła się w samej Europie Środkowej, wraz z masową kampanią informacyjną pokazującą wartość takiej współpracy dla obywateli regionu. 

Artykuł jest częścią serii artykułów, które ukażą się w DGP i zostały przygotowane przez ekspertów Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego jako wstęp do międzynarodowej konferencji Warsaw Security Forum. Odbędzie się ona 24–25 października w Warszawie, gromadząc premierów, ministrów spraw zagranicznych i obrony oraz ekspertów z ponad 50 państw. Wśród tematów konferencji będzie m.in. przyszłość NATO, rola i miejsce Europy Środkowo-Wschodniej, perspektywy dla Bałkanów czy ożywienie Trójkąta Weimarskiego