Zastanawia mnie ostatnio wiele śmierci; a wśród nich śmierć publicznego intelektualisty. A kto to, ten publiczny intelektualista? Ryzykując tautologię: to intelektualista, który udziela się publicznie, komentuje, mówi, pisze o polityce, życiu społecznym, stosunkach międzynarodowych. Ktoś, kto mógłby się głęboko, sensownie i w sposób uprawniony wypowiedzieć, na przykład o naszym konflikcie z Izraelem.
Nie każdy może zostać intelektualistą publicznym. Trzeba być zasłużonym i uznanym akademikiem; pisarzem wielkim, a przynajmniej naprawdę bardzo dużym; poetą, redaktorem pisma na uchodźstwie etc. Potrzebny jest mocny list uwierzytelniający, który potwierdza format (stanowisko profesorskie, Nagroda Nobla, zachwyt świata) i charakter – charyzma, pasja, magnetyzm, szczerość, powaga, poczucie odpowiedzialności – które pozwalają takiemu docierać z ważnymi kwestiami do "ludu".
Tacy mogą być sławni i wpływowi za życia, jak Bertrand Russell czy Jean-Paul Sartre; mogą zyskać większą moc dopiero po śmierci, jak Sokrates, który co prawda akademikiem nie był, ale, jeśli wierzyć przekazom, wrażenie intelektualne robił dość piorunujące.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zobacz
|