Dziennik Gazeta Prawana logo

Zmiana prawa bankowego to odpowiednik afery z "lub czasopisma"? Wystarczy trzymać się umowy [OPINIA]

Franki szwajcarskie
Franki szwajcarskie/Shutterstock
"N ewsweek” opisał wczoraj niedawną zmianę prawa bankowego, jakiej dokonano przy okazji nowelizacji ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym. Pojawił się przepis mówiący jasno, że dokumenty bankowe są wystarczające do tego, by dokonać wpisu w księdze wieczystej.

- – dziennikarze cytują Arkadiusza Szczęśniaka, szefa stowarzyszenia frankowiczów Stop Bankowemu Bezprawiu. Jego zdaniem nowy przepis "to odpowiednik historii z dopisaniem «lub czasopisma» w aferze Rywina".

Stanowisko spłacających kredyty walutowe jest tu o tyle istotne, że za chwilę będziemy mieć orzeczenie TSUE w sprawie tego typu pożyczek, które może sprawić, że umowy frankowe staną się nieważne. Zmiana w przepisach miałaby więc służyć "przerzuceniu" portfeli frankowych z banków do jakichś innych podmiotów.

Faktem jest, że w ramach wielomiesięcznych konsultacji noweli ustawy o BFG nie było chyba (przynajmniej mnie nie udało się wczoraj znaleźć) żadnego wniosku o wprowadzenie nowego przepisu. Zrobiło to samo z siebie Ministerstwo Finansów. W lutym w projekcie zapisu nie było.

Za kredytobiorcami ujął się nie tylko "Newsweek". W jego tekście nie ma o tym mowy, ale kilka tygodni temu Kukiz'15 zaproponował wykreślenie wprowadzonego niedawno przepisu. - – uzasadniał poseł Andrzej Maciejewski (mający do spłaty trzy kredyty hipoteczne o łącznej wartości ponad 400 tys. zł; na początku kadencji były to kredyty frankowe).

Tyle że nowy przepis niczego zasadniczo nie zmienia. Sądy w większości przypadków nie widziały problemu w tym, że kredyty zmieniały właściciela, z czym wiązał się nowy wpis w księdze wieczystej. Chodziło o to – jasno wynika to z uzasadnienia do projektu – żeby wyeliminować jakiekolwiek wątpliwości, bo zdarzały się także sytuacje, że sprzedaż kredytu była kwestionowana. Nie zaś o to, by "umożliwić" takie transakcje jak sprzedaż niespłacanej hipoteki firmie windykacyjnej (precyzyjnie: funduszowi sekurytyzacyjnemu), przejęcie jednego banku przez inny, ale też np. sprzedaż kredytów do tzw. banku hipotecznego po to, by umożliwić pozyskanie finansowania stabilniejszego niż krótkoterminowe depozyty. To wszystko miało miejsce również przed niedawną zmianą przepisów. A wynika nie z prawa bankowego, lecz z kodeksu cywilnego.

W całej sprawie istotne jest jeszcze jedno: jeśli zaciągnąłem kredyt w banku A, a później trafi on do banku B, C czy Z, dla mnie liczy się oryginalna umowa. I dopóki spłacam zgodnie z tą umową, nazwa wierzyciela nie ma dla mnie specjalnego znaczenia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz
Zastępca redaktora naczelnego DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraZmiana prawa bankowego to odpowiednik afery z "lub czasopisma"? Wystarczy trzymać się umowy [OPINIA] »
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj