Jak Pani interpretuje przerwanie obrad Sejmu?

Moim zdaniem istnieją trzy przyczyny tłumaczące tak pospiesznie wprowadzone zmiany w porządku obrad. Po pierwsze, trzeba zauważyć, że PiS nie przepada za posiedzeniami Sejmu. Ewidentnie widać, że posłowie tej partii czują dyskomfort podczas debat czy pytań. Przez wiele lat Sejm obradował co dwa tygodnie. Niedawno to zmieniono i Marszałek z PiS zwołuje posiedzenia raz na miesiąc. PiS unika posiedzeń Sejmu, bo to moment na konfrontację rządu z opozycją. Zadajemy pytania w sprawach bieżących. Rząd nie chce się do nich ustosunkowywać. Wraz z Tomaszem Siemoniakiem mieliśmy właśnie zadawać pytania odnośnie Pegasusa. A to przecież niewygodna dla nich sprawa. PiS uważa, że krytyczne spojrzenie na ich poczynania w ogóle nie jest potrzebne. W związku z tym lepiej przed wyborami wyciszyć opozycję i głosy krytyki. Chcą, aby każdy cicho pracował w swoim okręgu. Nie jest też tajemnicą, że PiS nie chce rozmawiać z niezależnymi dziennikarzami.

To jest powód tak nagłej zmiany?

Drugim scenariuszem, niewykluczający pierwszego, jest to, że Prawo i Sprawiedliwość wbrew deklaracjom nie jest pewne wyniku wyborów, przypuszczalnie na skutek nowych sondaży partyjnych. W związku z tym zostawia sobie furtkę do podjęcia niektórych decyzji zaraz po wyborach. Myślę, że może to dotyczyć kwestii niecierpiących zwłoki takich jak problemy z budżetem. To by tłumaczyło dlaczego PiS chce obradować zaraz po wyborach - ewentualne cięcia mogłyby spowodować spadek poparcia dla tej partii na ostatniej prostej kampanii. Inną możliwością jest to, że boją się utraty większości i rzutem na taśmę, starym składem Sejmu chcą przegłosować coś kluczowego. Oprócz tych dwóch powodów istotna jest również sprawa Zbigniewa Ziobro.

To znaczy?

Może chodzić o napięcia wewnątrz obozu władzy, które mogą być naprawdę duże. Łatwo sobie wyobrazić, że tak naprawdę Jarosław Kaczyński nie chce, aby Zbigniew Ziobro był Ministrem Sprawiedliwości w następnej kadencji, nawet jeśli PiS wygra wybory. W związku z tym zależy mu na tym, aby PiS nie bronił teraz swojego ministra, a jeśli już, to żeby robił to niezauważalnie. To ucieczka od normalnej debaty i konieczności wypowiadania się o nim pochlebnie, tak aby potem łatwiej było go odwołać. Debata przeprowadzona późnym wieczorem nie ma już tak wielkiego znaczenia dla mediów i opinii publicznej. Powściągliwość w komplementowaniu Ziobry może okazać się Jarosławowi Kaczyńskiemu przydatna na przyszłość. Z drugiej strony nie może jednak pokazać, że krytykuje Ziobrę wraz z opozycją - to mogłoby zostać odebrane jako słabość.

A może prawdziwe jest twierdzenie, że podjęto tę decyzję, aby posłowie przebywali dłużej w terenie i przekonywali Polaków.

To bałamutny argument. Wszyscy kandydaci prowadzą kampanię już od dawna, przynajmniej od połowy sierpnia. W okręgach wiejsko-miejskich trwają przecież dożynki na których chcą się pokazać także politycy, ze względu na to, że jest tam dużo ludzi. Fakt, że kadencja trwa również w ciągu kampanii nie jest w żaden sposób wyjątkowy. Jestem posłem od trzech kadencji i jeszcze nie pamiętam sytuacji, w której ktoś chciałby kontynuować posiedzenie po wyborze nowego Sejmu. Nie widzę powodu do podejmowania tak nadzwyczajnych działań. To co najmniej podejrzane, a znając PiS i jego stosunek do demokracji można mieć powody do niepokoju. Z pewnością nie jest to działanie przypadkowe.

Borys Budka złożył wniosek o nieogłaszanie przerwy w obradach. W głosowaniu wzięło udział jedynie 114 posłów opozycji przy 170 głosach PiS. Gdyby PO-KO się zmobilizowało wniosek zostałby przegłosowany i nie byłoby powodów do niepokoju.

Tak się zdarza, często nie wszyscy posłowie mogą przebywać na sali obrad. Mieliśmy zaplanowane głosowania o godzinie jedenastej. Dynamika obrad jest tak wielka, że czasem okazuje się, że nie wszyscy nadążają. Nie było też wielu posłów z Prawa i Sprawiedliwości. Niestety, nas również. Gdyby nas było optycznie więcej to Marszałek nie zarządziłby tego głosowania. Pragmatycznie nie mieliśmy szans na wygranie tej sytuacji. Poza tym nie zmienia to faktu, że to właśnie większość sejmowa postanowiła tak nagle zdezorganizować pracę parlamentu.

Przerwa w obradach nie burzy planów Koalicji Obywatelskiej?

Na pewno nie odpuszczę sprawy Pegasusa i dalej będę o to pytać. Zrobimy wszystko, aby PiS nie uniknął odpowiedzi. Nam ta sytuacja nie przeszkodzi w recenzowaniu pracy rządu i zadawaniu trudnych pytań. Z pewnością jednak Prawo i Sprawiedliwość będzie chciało schować głowę w piasek.

W przypadku zwycięstwa Platformy Obywatelskiej posiedzenia Sejmu będą odbywać się częściej?

Oczywiście, to całkowicie naturalne. Jeśli tylko Koalicja Obywatelska będzie miała możliwość rządzenia to wrócimy do tego, co niegdyś było oczywistością. Posiedzenia będą odbywać się raz na dwa tygodnie, aby poseł miał możliwość pracy w regionie i Warszawie. Nie będzie też już więcej utrudniania pracy dziennikarzom i odgradzania się od ludzi. Wszystko wróci do normy i nie będzie stać na głowie tak jak teraz. Przywrócimy normalny parlamentaryzm zgodny z demokratycznymi zasadami i poszanowaniem praw mniejszości.