Robert Mazurek: Opowiadając o nich, mówi pan o sobie.

Radosław Fogiel (wicerzecznik PiS): Nie, ja nie mam kompleksu bycia pisowcem. Jestem pisowcem i dobrze mi z tym, a że chodzę do teatru i na Zbawix? Wiem, że to wszystko może się niektórym nie sklejać, ale cóż poradzić.

Został pan obsadzony w roli białego człowieka PiS, który wie, jak posługiwać się nożem i widelcem.

Nie muszę niczego udawać, nie mam roli do odegrania. Pokazuję, że będąc prawicowcem i konserwatystą, można mieć dystans do siebie, można mieć szersze zainteresowania, a przynajmniej chciałbym tak o sobie myśleć. Nie mogę zgodzić się z tezą, że wszyscy prawicowcy tkwią mentalnie w XIX stuleciu i wzdychają za nieskrępowaną pracą dzieci w brytyjskich kopalniach.

Raczej tkwią w mentalnym Podkarpaciu...

I wzdychają za niewolniczą pracą dzieci w rafinerii Łukasiewicza?

I tak was wszyscy mają za Podkarpacie.

Dobrze, powiedzmy wprost, że PiS to partia obciachu, którą młodzi, wykształceni, z większych ośrodków omijają szerokim łukiem. Do partii lgną niewykształcone dziecioroby, beneficjenci 500 plus, Janusze i Grażyny pchające się ze swymi rodzinami na bałtyckie plaże.

Zgrabnie pan to ujął.

I ten absurdalny stereotyp jest żywy. Całkiem niedawno poznałem kogoś szczerze zdumionego, że spotkał obytego pisowca.

Pan jest taki super, i wielkomiejski, i wow, ale jeśli takie miałyby być kryteria wyboru, to wezmę kogoś z KO, a nie podróbkę.

Dlatego przyjmuję założenie, że nikt nie głosuje na PiS dlatego, że Fogiel jest sympatycznym gościem. Nie, powody są zupełnie inne i poważniejsze – jedni są konserwatystami, jeszcze innym podobają się programy socjalne PiS, innych przekonała nasza wizja modernizacji Polski. A ja staram się w tym nie przeszkadzać.

To niepotrzebnie pan wysiaduje na Zbawixie i chodzi do barbera zamiast do fryzjera.

Ale ja się nie napinam, nie staram nad miarę. Jeśli miałbym być tą kroplą, która przeleje czarę i przekona kogoś do głosowania na PiS, to będę z tego dumny.