Jak czuje się pani jako jeszcze niedawno protestująca w Sejmie matka osoby niepełnosprawnej, a dziś posłanka, która niebawem zasiądzie w sejmowych ławach?

Powiem szczerze, że jestem wzruszona i bardzo się z tego cieszę. Ten mój mandat, to będzie mocny głos naszego środowiska w Sejmie, czyli osób z niepełnosprawnościami. Moje losy jako przyszłej posłanki ważyły się do samego końca. Udało mi się ostatecznie wejść do Sejmu przewagą 500 głosów nad kandydatem z Włocławka. To była bitwa do samego końca (śmiech).

W sieci krąży słynne już zdjęcie, na którym na pierwszym planie widać Bernadetę Krynicką, a w tle panią i pani syna Kubę, kiedy prosicie o rozmowę, a posłanka PiS odchodzi i nie chce z wami rozmawiać. Dziś ta fotografia nabiera nowego znaczenia. Pani jest w Sejmie, Krynicka się nie dostała.

Pewnie chce mnie pani zapytać, co myślę na temat jej kampanii i przegranej. Nie wiem jak wyglądała kampania pani Krynickiej, poza pokazywanym w mediach incydentem kłótni o mikrofon z partyjną koleżanką. Nie myślę w kategoriach, że jej się nie udało, a mi tak. Nie złorzeczę nikomu, nie jest moim celem źle życzyć. Jestem daleka od negatywnych emocji. Wyborcy zdecydowali tak, a nie inaczej. Dla mnie samej te wybory nie były łatwe, bo szłam do nich z jednym, konkretnym tematem: niepełnosprawności i wykluczenia osób, które się z nim zmagają. Nie jest łatwo przekonać młode osoby do głosowania na kogoś takiego jak ja, bo one nie chcą słuchać o tym, że ktoś jest niepełnosprawny albo, że ich też może to spotkać. Każdy głos był więc dla mnie na wagę złota.

A samo zdjęcie? Odbiera je pani jako symboliczne?

Dla mnie to zdjęcie było, jest i będzie symbolem tego bardzo traumatycznego czasu spędzonego na sejmowych korytarzach. Czasu, gdy potraktowano nas bardzo źle – leżeliśmy na posadzce, zabraniano nam korzystania z łazienki, na noc włączano dmuchawy, zamykano okna. To plama na honorze rządu. A co do pani Krynickiej, to było mi wtedy, gdy zrobiono to zdjęcie, podwójnie przykro, bo sama jest matką niepełnosprawnego dziecka, do tego pielęgniarką. Proszę mi wierzyć, że do dziś ciężko patrzy mi się na to zdjęcie, podobnie jak na to, które wygrało nagrodę Grand Press Photo 2019, gdy przepycham się ze strażnikiem przy oknie i chcę je otworzyć.

Będzie pani posłanką, ale wciąż ma pani zakaz wejścia do Sejmu, który obowiązuje panią do 27 maja 2020 roku. Co pani z tym zrobi?

Mam nadzieję, że ten nieszczęsny zakaz zostanie uchylony. A z racji tego, że uzyskałam mandat, nie będę miała problemów, żeby wejść do Sejmu. Będę również apelowała o to, żeby te osoby, które mają zakaz i które wówczas również protestowały, mogły wchodzić na teren Sejmu. Jako posłanka będę organizowała wiele konferencji, będę w komisjach, na które chcę zapraszać osoby z niepełnosprawnością, ich rodziny. Liczę na to, że nikt nie będzie mi utrudniał pracy.

A wysłała pani już wniosek o anulowanie tego zakazu?

Myślę, że zrobię to po zaprzysiężeniu, chociaż bardzo bym chciała, żeby mój syn Kuba był ze mną w momencie, gdy będę składała przysięgę, ale on również ma zakaz wstępu na teren Sejmu. Być może zrobię to wcześniej.

Jaka będzie ta pani pierwsza kadencja? Na co w pierwszej kolejności zwróci pani uwagę?

Pierwszą konferencją, którą zorganizuję w Sejmie poświęcę apelowi do pana Jarosława Kaczyńskiego oraz premiera, w zależności od tego, kto nim będzie. To będzie prośba o to, aby z osób niepełnosprawnych zostało zdjęcie kryterium dochodowe dotyczące 500+. Każdy jeden wydatek popełniony przez ten rząd jak 500+ dla osób zdrowych, zapowiadane 13. i 14. emerytura nie są od tego dochodu zależne. Nie może być tak, że wszyscy bezwarunkowo otrzymują te pieniądze, a niepełnosprawni nie. To nie jest sprawiedliwość społeczna i o nią będę zabiegać. O to też prosili mnie rodzice dzieci takich, jak mój Kuba.

Będzie pani na sejmowych korytarzach spotykać tych, którzy unikali was, gdy protestowaliście. Na jakie zachowanie z ich strony pani liczy?

Pewnie będą uciekać wzrokiem albo zmieniać kierunek trasy po sejmowych korytarzach. Ja na ich miejscu miałabym się za co wstydzić, a przede wszystkim starałbym się przeprosić za to, co robili. Jeszcze raz powtórzę: to, co działo się w 2018 roku, to hańba dla obecnego jeszcze rządu.

A co sądzi pani o wyniku wyborów?

Miałam nadzieję, że będzie wyglądał nieco inaczej, że moi rodacy zdecydują, iż chcą mieć państwo praworządne, widzieć poszanowanie obywatela, także tego słabszego. Stało się inaczej, ale cieszę się, że w Senacie wygrała opozycja. To bardzo cieszy. Może nie będzie dzięki temu wieczornych posiedzeń i przepychania ustaw kolanem. Cieszy mnie takżebardzo duża frekwencja, bo to znak, że Polacy coraz bardziej rozumieją, że głosowanie to przywilej, ale i obowiązek.

Czy w związku z pani wygraną, zmieni się wasze życie? Przeniesiecie się całą rodziną do Warszawy?

Nie. Zostajemy tam, gdzie jest nasze miejsce, ale będę dojeżdżała do Warszawy. Razem z mężem, który również pracuje, podzielimy się obowiązkami. Być może Kuba będzie miał opiekunkę, z czego pewnie bardzo się ucieszy. On lubi odpocząć od rodziców i czasem pobyć sam. Wciąż sprawuje mandat radnego, więc chodzi do pracy i to sprawia mu ogromną radość. Cieszę się, że jest aktywny. Chciałabym, aby więcej takich osób jak on mogło się w miarę możliwości spełniać. O to będę walczyć w Sejmie. Pierwszy duży krok, a właściwie dwa, już za mną. Kolejne zostawiam na tę kadencję. O ile mnie rzecz jasna wpuszczą do Sejmu (śmiech).