Dziennik Gazeta Prawana logo

Borys-Damięcka do Rigamonti: W TVP nie ma nikogo, kogo można nazwać osobowością telewizyjną

24 października 2019, 20:05
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Barbara Borys-Damięcka Fot. Maksymilian Rigamonti
Barbara Borys-Damięcka Fot. Maksymilian Rigamonti/Dziennik Gazeta Prawna
"(W TVP) teraz nie ma nikogo, kogo można nazwać osobowością telewizyjną. Znam wartość dziennikarstwa Danuty Holeckiej, bo wiem, jak zaczynała i kiedy" - mówi w Magazynie DGP  Barbara Borys-Damięcka.

Magdalena Rigamonti: Pani marszałek…

Barbara Borys-Damięcka: Słyszę, że będziemy rozmawiać o polityce.

O polityce też. I o telewizji.

Zauważyła pani, że przez te cztery lata rządów PiS nie objawiła się w mediach publicznych żadna osobowość telewizyjna?

Jest Danuta Holecka.

Nie, teraz nie ma tam nikogo, kogo można nazwać osobowością telewizyjną. Znam wartość dziennikarstwa Danuty Holeckiej, bo wiem, jak zaczynała i kiedy.

Na początku lat 90. Danuta Holecka dla oglądających „Wiadomości” jest osobowością. Poza tym to szefowa programu, który ma świetną oglądalność.

Proszę powiedzieć, dlaczego ma taką świetną oglądalność. Od razu odpowiem: bo jest taki, jak cała obecna TVP, czyli miałki, byle jaki i nie trzeba się intelektualnie wysilić, żeby coś zrozumieć, i obiecuje, tak jak władza. Przerzuca przez ekran te rządowe, partyjne obietnice. Jest ciągiem dalszym premiera Morawieckiego, prezesa Kaczyńskiego, jest przedłużeniem słusznej linii partii. Z ekranu płyną do widzów potwierdzenia, że partia daje, a póki partia daje, trzeba brać, bo nie wiadomo, co będzie później. A prezes Kurski twarzom „dobrej zmiany” płaci dużo szmalu, płaci tym, którzy wypełniają polecenia jego i jedynie słusznej partii. Płaci przeciętniakom. Ci, którzy się wybijali, odeszli albo kazano im odejść. I wprowadzono reżim.

Pani przepracowała w TVP za reżimu komunistycznego 31 lat.

Z przerwą na stan wojenny.

Zaczynała pani w 1958 r.

I rządy PRL-owskie miały wpływ na „Dziennik Telewizyjny”, na publicystykę, ale wszystko to, co było kulturą i tym, co kulturopochodne, było kompletnie wolne od propagandy. Proszę nie myśleć, że się odcinam. Nie, pracowałam w tej instytucji, a to, że się zajmowałam kulturą, znaczy tylko tyle, że uprawiałam swój zawód. I w tamtym okresie nigdy nikt mnie nie namawiał, żebym wstąpiła do PZPR, nikt nie żądał, żebym robiła coś na rzecz partii. Cieszyłam się szacunkiem, ponieważ byłam absolwentką prestiżowej Szkoły Filmowej w Łodzi i robiłam ciekawe i dobre programy artystyczne. Kabarety, teatry telewizji, a to było serce telewizji publicznej. Teraz...

CAŁY WYWIAD CZYTAJ W PIĄTKOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DGP">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj