Dziennik Gazeta Prawana logo

Dostawczy trans: Kurier musi znosić nieustającą pogardę ze strony klienta

14 lutego 2020, 09:02
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
samochód dostawczy
<p>samochód dostawczy</p>/ShutterStock
Wielu młodych kurierów odchodzi już po kilku miesiącach: szybciej niż starym siadają im kolana i kręgosłup. Ci, którzy nie rezygnują, za kilka lat poczują, że zostali z niczym.

Na początku Dawidowi i jego znajomym imponowało, że mając nieco ponad 20 lat, można od razu pójść na swoje. Niektórzy decyzję o wejściu w kurierkę podejmowali w jednej chwili. – – wspomina Dawid. Ma na sobie znoszoną granatową kurtkę, wysłużone adidasy i za szerokie jeansy. – wspomina swoje początki sprzed sześciu lat.

Jak przyznaje, przez pierwsze dwa lata bywało, że po zapłaceniu ubezpieczenia, podatku i pokryciu innych koniecznych wydatków brakowało mu pieniędzy na codzienne potrzeby. Czasem ratowały go napiwki, choć nie były normą. Przebąkuje, że Polska to ciągle dziki kraj, skoro haruje się tak za grosze. – podkreśla Dawid. Ludzie zamawiają 35-kilogramowe worki z karmą i ważące 50 kg meble, które trzeba czasem zanieść na czwarte piętro. Pamięta, że przez kilka miesięcy dostarczał do jednego z warsztatów 55-kilogramowe skrzynie biegów. Najgorsze są zimy, bo nie dość, że noszenie 50-kilogramowych paczek po oblodzonym chodniku nieraz kończy się wywrotką, to jeszcze jest dużo problemów z parkowaniem. Łatwo wtedy o mandat, który kurier musi opłacić ze swoich pieniędzy. – – opowiada.

W ubiegłym roku na ekranach kin pojawił się film wybitnego brytyjskiego reżysera Kena Loacha "Nie ma nas w domu”, opowiadający o trudach pracy i życia rodzinnego kurierów na samozatrudnieniu takich jak Dawid. Główny bohater Ricky Turner kupuje na raty samochód dostawczy i zaczyna współpracę z firmą przewozową na zasadach franczyzy. Jest pod stałym nadzorem szefa, który za każdą przerwę w pracy, nawet z przyczyn losowych, karze go finansowo. Do nakręcenia filmu o pracy w dobie gig economy (czyli gospodarki opartej na fuchach) zainspirowała Loacha historia 53-letniego Dona Lane’a, zmarłego dwa lata temu na cukrzycę kuriera z Dorset. Od czasu, gdy firma przewozowa DPD, dla której wykonywał zlecenia, nałożyła na mężczyznę 150 funtów kary za wizytę u lekarza w godzinach rozwożenia paczek, ten odwoływał kolejne terminy konsultacji. W ciągu kilku następnych tygodni dwa razy stracił przytomność – w tym raz za kierownicą samochodu – a w końcu zmarł. Żona Ricka tłumaczyła później w mediach, że presja firmy na realizację harmonogramu dostaw była tak duża, że wszystko podporządkował pracy. W grudniu ubiegłego roku brytyjskie dzienniki donosiły z kolei o 42-letnim kurierze, który zmarł z przepracowania, rozwożąc w okresie przedświątecznym nawet 240 paczek dziennie przez 12 godzin.

Kiedy opowiadam te historie Dawidowi, robi wielkie oczy, na jego twarzy pojawia się smutek. Nie wyobraża sobie podobnych sytuacji, ale dobrze wie z doświadczenia, co to znaczy harować bez odpoczynku po kilkanaście godzin na dobę i jak to wpływa na zdrowie. W tej pracy, jak masz zakwasy, słabo się czujesz albo masz zły dzień, to i tak nie zwalniasz tempa. Nikt się nad tobą nie zlituje. Jesteś cały czas obserwowany przez system, jest robota i trzeba ją wykonać.

CZYTAJ WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU DGP>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj