Buruma: Ramadan chce stworzyć nowoczesny islam

Ian Buruma, brytyjski pisarz, publicysta: Ramadan twierdzi, że najważniejszym zadaniem stojącym dziś przed żyjącymi na Zachodzie muzułmanami jest "pozostać wiernymi tradycyjnym zasadom i jednocześnie zaakceptować fakt, iż nowe idee przychodzą z Zachodu". Ma tutaj również na myśli nowe idee rodzące się w środowiskach zachodnich muzułmanów.

Podejmuje się tym samym Ramadan śmiałego przedsięwzięcia. Chce pogodzić ortodoksyjne wierzenia religijne z regułami demokratycznej polityki. Innymi słowy, pragnie dokonać czegoś, co zakończyło się fiaskiem na Bliskim Wschodzie.

Zasadniczym celem Ramadana jest znalezienie miejsca dla muzułmańskiej mniejszości w społeczeństwie, w którym dominującą rolę odgrywa większość nie tylko niemuzułmańska, ale również w dużej mierze świecka. Jego zdaniem w świętych tekstach islamu można odnaleźć nowe źródło dla politycznego aktywizmu. Nie chodzi mu jednak o całkowite zniesienie świeckiego państwa i stworzenie społeczeństwa rządzonego przez muzułmańskich duchownych czy absolutnie posłusznego prawom szariatu. Nie pragnie zastąpić jednego systemu wartości drugim.

Ufa, że jego wierzenia pozwalają sformułować, przynajmniej w polityce, zasady, które mogłyby obowiązywać uniwersalnie. W etyce islamu ma nadzieję znaleźć impulsy pozwalające przeciwstawić się siłom globalnego kapitalizmu, wyzyskiwaniu mniejszości i zbudować nową solidarność z wykluczonymi. Często podkreśla swoje sympatie dla teologii wyzwolenia rodem z Ameryki Łacińskiej. Przyznaje się do intelektualnego pokrewieństwa z ludźmi, którzy prowadzą marksistowską z ducha działalność polityczną w oparciu o określoną interpretację etyki religijnej. Ramadan próbuje zbudować swoistą teologię wyzwolenia w oparciu o nauki islamu.

Krytycy Tariqa Ramadana często zarzucają mu, iż jest intelektualistą o janusowej twarzy. Prawdą jest, że w sprawach międzynarodowych głosi tezy godne lewaka z dawnych czasów, natomiast w kwestiach społecznych jest ortodoksyjnym muzułmaninem. Z jednej strony prezentuje wolnościowe poglądy przypominające teologię wyzwolenia, z drugiej wierny jest nauce islamu. Próbuje połączyć elementy, które wydają się zupełnie do siebie nie przystawać.

Nie sądzę, żeby był w tej postawie nieszczery. Nie zmienia drastycznie swoich poglądów w zależności od tego, do jakiej publiczności mówi. Czytałem arabskie tłumaczenia jego prac i rdzeń jego przekonań wydaje się być niezmienny. Jest ortodoksyjnym muzułmaninem, który stara się znaleźć miejsce dla siebie i sobie podobnych w obrębie zachodnich demokracji. Możemy tę próbę uznać za skazaną na porażkę, ale nie możemy odmówić Ramadanowi zapału.

Reklama

Jednym z najpoważniejszych oskarżeń wysuwanych pod jego adresem jest zarzut antysemityzmu. Ramadan ściągnął na siebie gromy artykułem, w którym oskarżył szereg "francuskich intelektualistów żydowskiego pochodzenia", wśród nich Alaina Finkielkrauta, Andre Glucksmanna i Bernarda Kouchnera (ministra spraw zagranicznych w rządzie Sarkozy’ego) o "ślepą wierność wobec Izraela".

Krytycy Ramadana mylą jednak jego antysyjonizm z antysemityzmem. Traktuje swój sprzeciw wobec państwa Izrael jako część protestu przeciwko wyzyskowi i kolonialnym praktykom. Obwinia francuskich myślicieli o przedkładanie sprawy Izraela nad zasady sprawiedliwości, które uważa za uniwersalne. Nie żywi nienawiści do Żydów – i w tym sensie nie jest antysemitą. Jego antysyjonizm sprawia jednak, że stosuje podwójne standardy. Jest niesłychanie krytyczny wobec złych posunięć Izraela, milczy natomiast o błędach popełnianych przez Palestyńczyków.

Napisałem swego czasu, że powinno się podchodzić do propozycji Tariqa Ramadana krytycznie, ale bez lęku. Nie zgadzam się z jego nadmiernie pesymistyczną diagnozą globalnego kapitalizmu. Nie uważam również, iż powinniśmy pójść aż tak daleko w spełnianiu religijnych żądań. Jestem jednak przekonany, że Ramadan nie naucza przemocy i dlatego też powinniśmy dyskutować z nim bez lęku.

Główny powód, dla którego warto podjąć tę dyskusję, to jego próba włączenia ortodoksyjnych muzułmanów w zachodnie społeczeństwa. Ktokolwiek myśli o tym poważnie, zasługuje na to, aby podjąć z nim rozmowę.

Ian Buruma, brytyjski pisarz, publicysta

Sorman: Intelektualista, który porywa muzułmańskie tłumy

Guy Sorman, francuski pisarz, publicysta: W Europie tłumy młodych, poszukujących wiedzy żarliwych uczniów, słuchają kaznodziei Tariqa Ramadana. Ramadan wyjaśnia im, że ich przyszłość jest w Europie, że powinni stworzyć społeczność islamską tam, gdzie dziś żyją, a nie pozostawać w nadziei na powrót do kraju, z którego pochodzą.

Nawoływanie do integracji? I tak, i nie: wezwanie do tworzenia społeczności (w Europie - mniejszościowych) jest również wezwaniem do odróżniania się od chrześcijańskiej Europy. Ale czy Europa jest wciąż chrześcijańska?

Ramadan tłumaczy, że w Koranie znaleźć można odpowiedź na każde pytanie, jakie sobie stawia młody muzułmanin w Europie. Czy ta dosłowna, fundamentalistyczna interpretacja islamu może sprawić, że muzułmanie zintegrują się z kulturą europejską? Tak twierdzi Ramadan; nie jest to jednak oczywiste, skoro cywilizacja europejska opiera się na krytycznej analizie naszych fundamentalnych tekstów.

Ramadan zachęca do dogmatyzmu czy do krytycznej interpretacji? On sam odpowiada, że pokazuje swym uczniom, w jaki sposób Koran daje często dwa rozwiązania, dwie interpretacje tej samej kwestii.

Według Ramadana znajomość Koranu zachęca do krytycznego myślenia: podkreśla on na przykład, że Koran wypowiada się na temat noszenia chusty przez kobiety, ale także na temat ich edukacji. Ramadan wnioskuje z tego, że kobieta powinna raczej być wykształcona i nie nosić chusty, niż nosić chustę i pozostawać bez wykształcenia. Dobrze - czemu jednak nie zachęca swych uczniów, by czytali cokolwiek poza Koranem?

Ramadan jest najgorętszym propagatorem europejskiego islamu pozbawionego przemocy. Inni kaznodzieje, zwykle mniej subtelni, oferują tylko podstawowy katechizm - uproszczony, lecz mogący uwieść słabsze umysły. Ten elementarny islam może doprowadzić niektórych do terroryzmu.

Terroryzm islamski jest w gruncie rzeczy koktajlem o dość prostym składzie: należy pozwolić, aby w społeczeństwie europejskim rozwinęła się podklasa pariasów, najbardziej sfrustrowanym kaznodziejom należy pozostawić monopol na islam, wszystkie drzwi trzeba pozostawić zamknięte. Prawa statystyki mówią, że otrzymamy w ten sposób paru zamachowców, a kilka tuzinów wystarczy już, by zdestabilizować całą Europę.

Czy istnieje jakaś alternatywa dla twierdzeń "Wszystko jest już w Koranie" Ramadana i "Tylko Koran" propagowanego przez fundamentalistów? Innymi słowy: czy można spodziewać się, że powstanie autentyczny europejski islam korzystający z doświadczeń muzułmańskiej tradycji i europejskiego oświecenia? Odpowiedź na to pytanie jest twierdząca, gdyż taki oświeceniowy islam już istniał w przeszłości.

W swej długiej historii, na rozległym obszarze geograficznym, jaki zajmowali, muzułmanie wypróbowali już wszystkie możliwe wersje własnego objawienia: zaznali nieprzejednanej dosłowności i sufickiego mistycyzmu, w Hiszpanii, Indiach czy Afryce szerzyli tolerancję, w XIX wieku zaznali prawdziwego odrodzenia arabskiego na styku egipskiego islamu i francuskiej filozofii.

Islam zawiera w sobie wszystkie te możliwości, ponieważ nie jest scentralizowany i nie ma już kalifa. Zawsze przystosowuje się do czasów i do miejsca. Jakie warunki muszą więc zostać spełnione, by w Europie narodził się islam spójny z kulturą europejską? Potrzeba więcej prawdziwych muzułmanów, a mniej kaznodziejów szarlatanów.

Muzułmanie są ofiarami słabej znajomości własnej historii i własnej religii. Gdyby europejskie seminaria kształciły więcej znawców islamu, staliby się oni bardziej oświeconymi rzecznikami prawdziwszego islamu.

Ci światli znawcy byliby najlepszymi adwersarzami dla kaznodziejów głoszących przemoc, których nihilizm wynika z ignorancji. Bo to nie islam jest źródłem przemocy, lecz jego słaba znajomość - ta uwaga jest, jak sądzę, równie prawdziwa w odniesieniu do wszystkich religii.

Oczywiście nie zaszkodziłoby, gdyby Europejczycy - poza kształceniem autentycznych muzułmańskich kaznodziejów - przyjęli w końcu taką politykę imigracyjną, politykę dotyczącą naturalizacji oraz politykę gospodarczą, które zamiast marginalizować imigrantów, przyczynią się do ich integracji.

*Guy Sorman, pisarz, filozof, publicysta, stały współpracownik DZIENNIKA