Dziennik Gazeta Prawana logo

A co mnie obchodzi kotlet byłego ministra?

5 grudnia 2007, 01:16
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Komentatore Dziennika Dorota Gawryluk
Komentatore Dziennika Dorota Gawryluk/Inne
Inicjatywa Julii Pitery, aby ujawnić pieniądze wydane z kart kredytowych przez poprzedni rząd, jest jak najbardziej w stylu nowej sekretarz stanu. Jestem nawet skłonna uwierzyć, że Pitera działa w dobrej wierze. Ot, chce prawdziwej przejrzystości życia publicznego. Jednak jej gest jest pusty jak wydmuszka i wpędza cały rząd Donalda Tuska w pułapkę populizmu - pisze w DZIENNIKU Dorota Gawryluk.

Pomysł upubliczniania wydatków byłych ministrów wpisuje się w trend przyjęty przez nowy rząd. Wystawienie na pokaz całemu społeczeństwu wyciągów z kart - popatrzcie, co kupowali poszczególni szefowie resortów! - bardzo przypomina inicjatywę Donalda Tuska, żeby zrezygnować z latania rządowym samolotem i przesiąść się do rejsowego, czy też promowanie niekorzystania z służbowych limuzyn. To jednak tylko nadgorliwość, która do niczego dobrego nie prowadzi.

Dlatego propozycję Pitery uważam po prostu za głupią. Tak jak jest głupie to, co powiedział minister obrony Bogdan Klich: że nie kupimy nowych samolotów dla rządu. Flotę mamy starą, jej ofiarą padł już premier Leszek Miller. Czy warto więc, tylko po to, by przypochlebiać się opinii publicznej, ryzykować życie lub bardziej kosztowne wydatki?

Zdobywanie sympatii społeczeństwa pustymi i głupimi gestami nie opłaca się. Cel jest oczywiście bardzo jasny: Donald Tusk i cała jego ekipa ewidentnie chcą być lepsi niż poprzednicy. W sposobie działania, w treści i formie. Zależy im też, by dobrze wypaść w oczach opinii publicznej. Jednak pomysł schlebiania wszystkim może obrócić się przeciw samemu rządowi. Dlatego uważam, że idea przejrzystości to idea bardzo słuszna, ale metoda wykonania błędna.

Oczywiście było wspaniale, gdyby Polska osiągnęła takie standardy jak inne demokratyczne kraje zachodnie. Byłoby świetnie, gdyby w Polsce obowiązywały tak samo rygorystyczne przepisy o przejrzystości życia publicznego, a szczególnie wydatków publicznych. Podobają mi się takie reguły, które każą zrezygnować ze stanowiska ministra za tak drobne wykroczenie (jakby się nam Polakom mogło wydawać) jak np. kupno pieluch z pieniędzy służbowych. Tylko pytanie, jak do tego dochodzić?

Czy naprawdę ośmieszenie poprzedniej ekipy - pozwolenie, żeby każdy Polak mógł się ponaśmiewać, że polityk XY kupił buteleczkę perfum, żel do mycia ciała czy zjadł kotleta za 100 zł - doprowadzi do rewolucyjnych zmian? To populizm czystej wody.

Można - a może i nawet trzeba - rozliczyć publiczne wydatki urzędników, ale wewnątrz danych resortów. Być może sprawą mogłaby się zająć Najwyższa Izba Kontroli. Takie działania w zupełności by wystarczyły. Metoda publicznego wyśmiania rozrzutnych ministrów może natomiast rzutować na wizerunek wszystkich urzędników i instytucji publicznych. Ponieważ potrzebujemy sprawnych, inteligentnych urzędników, nie można ich odstraszać takimi akcjami.

Kiedyś na blokach wieszało się listy osób niepłacących czynszu, w sklepach zaś listy złodziei. Czy mamy wrócić do tych czasów? Trzeba wiedzieć, gdzie jest granica. Idąc bowiem dalej tym samym tropem, moglibyśmy dojść do tego, że urzędnicy dostaną zakaz noszenia garniturów - specjaliści od zwalczania korupcji ubiorą ich we włosiennice i każą im się biczować. Wtedy Polacy byliby zachwyceni i zadowoleni...

Polityczne projekty nie powinny jednak przekroczyć granic śmieszności. A gest Pitery na tę śmieszność zaczyna zakrawać.

Pojawia się ponadto jeszcze jedna wątpliwość. Julia Pitera - chcąc opublikować wydatki poprzedniego rządu - naraża się na podejrzenie, że działa z zemsty. Nie wiem, czy rzeczywiście tak jest. Ale jeżeli naprawdę zależy jej na walce z korupcją, to powinna zacząć od własnej ekipy. Można wprowadzić zasadę, że od teraz każde wydatki, także te z kart kredytowych, będą upubliczniane. To może, jak tłumaczy swój pomysł Pitera, ochronić przed pokusą rozrzutności. Jednak byłych urzędników już przed nią nie ochroni.

Więc niech Pitera publicznie rozlicza tylko własny rząd. Byłoby to badziej wiarygodne.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj