Dziennik Gazeta Prawana logo

Historyk o strajku w Stoczni Gdańskiej: Najgorszy był strach przed nieznanym [ROZMOWA MAZURKA]

14 sierpnia 2020, 11:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jerzy Eisler, fot. Darek Golik 2
<p>Jerzy Eisler, fot. Darek Golik 2</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Wejście do groty, gdzie jest smok, wymaga heroizmu, ale wejście do groty, w której nie wiemy, co jest, to heroizm niewyobrażalny. Nikt nie mógł przewidzieć, czy w partii nie zwycięży opcja, by przykładnie ukarać stocznię - mówi w rozmowie z Robertem Mazurkiem Jerzy Eisler, historyk, profesor nauk humanistycznych, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie.

Nie o porozumieniach, długopisie z papieżem i Matce Boskiej w klapie?

Nie.

Znakomicie!

Był czwartek, 14 sierpnia...

A sierpień 40 lat temu był paskudny, zimny i deszczowy.

W Stoczni im. Lenina dzień jak co dzień.

I trzech stoczniowców – Jerzy Borowczak, Bogdan Felski i Ludwik Prądzyński – zaczyna strajk.

Kto rzucił hasło: "Strajkujemy!"?

Padło na którymś ze spotkań Wolnych Związków Zawodowych…

Słynnych WZZ-ów.

Które powstały wiosną 1978 r. w Gdańsku. Założyli je bracia Krzysztof i Błażej Wyszkowscy, małżeństwo Gwiazdów, Bogdan Lis, był wśród nich pracujący do 1976 r. w stoczni Lech Wałęsa i była oczywiście Anna Walentynowicz. Łącznikiem WZZ z KOR-em był należący od obu organizacji Bogdan Borusewicz.

Ktoś prócz Walentynowicz pracował w stoczni?

To nie była sformalizowana organizacja z legitymacjami, więc nie wiem, czy tacy ludzie jak Borowczak, Felski czy Prądzyński byli przed strajkiem członkami WZZ.

Ale to ta trójka rozpoczęła strajk, który – co tu gadać – zmienił Polskę.

Oni 14 sierpnia od rana biegali po wydziałach, rozdawali ulotki i zachęcali do strajku, bo chodzi o panią Anię, o upamiętnienie Grudnia ’70 i oczywiście o pieniądze, czyli rekompensatę za lipcowe podwyżki cen.

Pani Ania to Anna Walentynowicz.

Robotnica, wcześniej spawaczka, wtedy suwnicowa. Zwolniono ją ze stoczni tydzień wcześniej, 7 sierpnia, pod bzdurnymi zarzutami, a tak naprawdę dlatego, że od 1978 r. działała w Wolnych Związkach Zawodowych.

Strajkujący wierzyli, że władza się ugnie?

Wielokrotnie się nad tym zastanawiałem. Myślę, że na początku chodziło o załatwienie kilku postulatów: przywrócenie do pracy pani Ani, rekompensata do pensji za podwyżki, może wybudowanie pomnika ofiar Grudnia ’70. Na to mogli liczyć, ale wśród tych żądań było też powstanie wolnych związków zawodowych.

I to już była rewolucja.

To był postulat stary, jeszcze z grudnia 1970 r., tylko że wtedy można to było jeszcze załatwić jakąś kosmetyką w Centralnej Radzie Związków Zawodowych, a 10 lat później żadne tasowanie kart nikogo już nie interesowało.

Na razie nie pojawia się w naszej rozmowie nazwisko Wałęsy.

Na spotkaniu WZZ ustalono, że 14 sierpnia dołączy do strajkujących i rzeczywiście dołączył.

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM "DZIENNIKU GAZECIE PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj