Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, w tę sobotę bylibyśmy świadkami inauguracji Nowej Solidarności, ruchu społecznego Rafała Trzaskowskiego. Miała to być okazja do wskrzeszenia atmosfery minionej kampanii: prezydent stolicy, otoczony tłumem młodych ludzi, wspierany z drugiego rzędu przez partyjnych działaczy, zapewne wygłosiłby płomienną przemowę o tym, że trzeba zagospodarować "niesamowitą energię" obywateli, która uwolniła się w ostatnich wyborach.
Na nieszczęście dla Trzaskowskiego i całej PO tuż po kryzysie wizerunkowym związanym z głosowaniem za podwyżkami dla polityków, przyszedł kolejny – druga poważna awaria w stołecznej oczyszczalni ścieków "Czajka". Były kandydat na prezydenta Polski nie miał innego wyjścia, jak przesunąć start swojego ruchu o co najmniej kilka tygodni. – – komentuje jeden z jego współpracowników.
Start ruchu jest jednak przesądzony. I niewykluczone, że stanie się on przyczynkiem do głębszych zmian w PO. W założeniu będzie to nowa formuła, wychodząca poza sztywne partyjne struktury, która ma pomóc Platformie od podstaw odbudować jej potencjał. – – tłumaczy jeden z rozmówców DGP z otoczenia prezydenta stolicy.
Niektórzy dostrzegają w inicjatywie Trzaskowskiego analogię do strategii, na którą od lat stawia partia Jarosława Kaczyńskiego. – – ocenia osoba zbliżona do władz PO. Z taką diagnozą dyskutuje jeden z parlamentarzystów Platformy. – – twierdzi nasz rozmówca.
CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM "DZIENNIKU GAZECIE PRAWNEJ">>>