Adam Andruszkiewicz, wiceminister cyfryzacji, wsławił się dotychczas trzema rzeczami: ma stawiać maszty na biało-czerwone flagi (takie prawdziwe maszty, żadne tam maszty 5G), zdaniem wielu załatwił swojej żonie posadę w państwowej fundacji (zdaniem Andruszkiewicza - nie załatwił) oraz zapowiada od kilku już lat, że polski rząd rozprawi się ze złymi korporacjami cyfrowymi. YouTube, Facebook i Google ponoć bardzo boją się aktywności pana ministra.

Reklama

Szkopuł w tym, że to rozprawianie się idzie powoli. Na co dowodem jest nowy projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Stanowić on w znacznej mierze będzie implementację unijnej dyrektywy. Rząd proponuje, by dostawcy platform udostępniania wideo musieli zgłosić, iż prowadzą działalność, Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Zgłoszenie to będzie miało na celu przede wszystkim umożliwienie polskim urzędnikom szybkie dotarcie do osób decyzyjnych w danej platformie, jako że będzie musiało zawierać dane do tzw. szybkiego kontaktu. Ponadto platformy będą musiały wdrożyć rozwiązania techniczne uniemożliwiające małoletnim widzom dostęp do przekazu zagrażającego fizycznemu, psychicznemu lub moralnemu rozwojowi dziecka. Chodzi przede wszystkim o to, by małolat nie mógł samodzielnie odpalić filmów porno oraz klipów, w których krew bryzga po ścianach.

Powiedzmy sobie szczerze: nie jest to dorżnięcie branży. Większość platform spełni wymogi bez większego trudu. Co najwyżej w konkretnych przypadkach będziemy się zastanawiali, czy wprowadzone rozwiązania techniczne są wystarczające, czy nie.

Ciekawe jest jednak coś innego. Otóż projekt ustawy jest tak napisany, że ni diabła nie wiadomo, kogo tak naprawdę nowe obowiązki mają dotyczyć. Kluczowe pytanie brzmi: tylko spółek zarejestrowanych w Polsce czy także cyfrowych gigantów, z YouTube'em na czele? Postanowił to sprawdzić mój redakcyjny kolega z DGP Sławomir Wikariak.

- Usługa YouTube spełnia definicję platformy udostępniania wideo, ale nie będzie podlegała jurysdykcji Rzeczypospolitej Polskiej, tylko innego państwa członkowskiego UE - odpowiedziała mu Anna Bocian, rzecznik prasowy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które przygotowało nowelizację. A dalej, że nowymi regulacjami zostaną objęte takie podmioty, jak Cda.pl, Wykop.pl, Nk.pl, Patrz.pl.

Jakkolwiek - tak jak już napisałem - nie ma co płakać nad losem właścicieli platform, to zabawne jest, iż polski rząd w 2020 r. wprowadza obowiązki dla Naszej Klasy, za to nie tyka YouTube'a.

Oczywiście ktoś teraz może powiedzieć, że przecież YouTube też będzie podlegał pod pewne wymogi, zbliżone do tych obowiązujących w Polsce, tyle że w Irlandii. I tak, i nie. Formalnie bowiem rzeczywiście niemal wszyscy cyfrowi giganci podlegają i będą podlegać pod prawo irlandzkie. W praktyce jednak to iluzja, o czym doskonale wiedzą wszyscy, którzy śledzą model ochrony danych osobowych w Europie. Po ponad dwóch latach od wejścia w życie RODO widać, że technologiczni giganci doskonale sobie poradzili z unijnymi przepisami i w najlepszym razie są w stanie przewlekać prowadzone wobec nich postępowania w nieskończoność.

Dziwnym trafem to właśnie w Irlandii swe europejskie siedziby mają Facebook (wraz z powiązanymi z nim Instagramem i WhatsAppem), Google, Twitter, Apple, Huawei oraz wiele innych znanych, choć może nie tak wielkich korporacji. I całkowitym przypadkiem to właśnie tam funkcjonuje jeden z najmniej wydolnych organów ds. ochrony danych osobowych w Europie. Do niedawna jego siedziba mieściła się w domu-bliźniaku, którego część zajmował sklepik sieci SPAR. Teraz irlandzki urząd się rozrósł. Ma już budżet równy temu, który posiada irlandzki związek wyścigów chartów.

Mówiąc wprost: technologiczni giganci zalali Irlandię, a ta albo nie potrafi się z nimi uporać, albo nie chce (niektórzy twierdzą bowiem, że Irlandia celowo opieszale walczy z nieprawidłowościami globalnych korporacji - dzięki temu udaje jej się utrzymywać je u siebie, co przekłada się na wpływy podatkowe oraz zatrudnienie).

Zapewne będzie więc tak, że polski Wykop będzie lepiej nadzorowany niżeli "irlandzki" YouTube. Sporo to mówi o unijnych decydentach. Ale nie mniej o polskiej władzy, która tyle się nawymachiwała szabelką, iż z rozpędu trafiła w Naszą Klasę, zamiast w YouTube’a.