Pandemia wpłynęła tak na psychikę ludzi, jak i na sposób działania firm.
Tak, fundamentalnie zmieniły się zasady, w jakich przyszło nam funkcjonować. Wszystko działa w stanie ciągłej niepewności i zagrożenia, które nie wiadomo, kiedy się skończą. To fatalnie wpływa na psychikę. Najdotkliwsze jest zaburzenie naszej naturalnej potrzeby kontaktu z innymi ludźmi. To nie tylko rozmowa, to dotyk, bycie w grupie, blisko innych. Teraz w normalne relacje wkradł się lęk.
Ale mamy co jeść, ochrona zdrowia nie idealnie, ale działa, wiele osób pracuje zdalnie, więc nie muszą tracić czasu na dojazdy, słońce świeci i można iść do lasu. To na co narzekać?
Reklama
Na osamotnienie, izolację, odcięcie od wielu możliwości. Pandemia sprawiła, że liczba kontaktów międzyludzkich uległa znacznemu ograniczeniu. Kanadyjska psycholożka Susan Pinker badała kiedyś siłę małych więzi społecznych – nie rodzin i najbliższych, tylko szerokiej sieci znajomych. Z jej badań wynikało, że takie kontakty mają decydujący wpływ nie tylko na zadowolenie z życia, ale również na zdrowie. Osoby mające dużą sieć kontaktów rzadziej chorują, a jeśli już, to szybciej zdrowieją. Upraszczając: na największe ryzyko nieszczęść, chorób i zgonów są narażeni nie ci, którzy niezdrowo żyją albo są nieszczęśliwi, lecz ci, którzy nie mają z kim pogadać. Izolacja nas zabija, dosłownie. Brak spontanicznych kontaktów międzyludzkich wpływa na umysł, duszę i ciało. Dlatego zaburzenia w kontaktach międzyludzkich są tak groźne. Co zresztą – nie mam na ten temat badań, opieram się na rozmowach z koleżeństwem – widać już w gabinetach terapeutów i psychiatrów.