Magdalena Rigamonti: Zniknął pan.

Prezydent Andrzej Duda: Jestem. Nie zniknąłem. To normalne, że w kampanii polityk jest dużo częściej eksponowany w mediach. Teraz ta uwaga jest przesunięta gdzie indziej. Ja jednak każdego dnia intensywnie pracuję na rzecz najważniejszych polskich spraw.

Reklama

Kolejny rekord zachorowań, ludzie pytają, gdzie jest prezydent, a pan na Twitterze pisze: „Powstanie pierwszej w historii Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej, to kolejny ważny krok w kierunku budowania silnych więzi gospodarczych w naszym regionie. Dzięki tym działaniom tworzymy bezpieczniejszą przyszłość dla naszych rodaków, szczególnie w tych trudnych czasach”.

Cały czas jestem w stałym i regularnym kontakcie z premierem, ministrem zdrowia, głównym inspektorem sanitarnym oraz wszystkimi ekspertami, którzy uczestniczą w walce z pandemią. Jednak we wtorek byłem akurat w Estonii. Uczestniczyłem w ważnym z punktu widzenia Polski szczycie 12 państw Trójmorza.

Jest szczyt pandemii, a pan o izbach gospodarczych. Jakby pan zapomniał, że coraz więcej Polaków jest chorych.

Proszę nie zapominać, że obowiązkiem prezydenta jest dbanie o relacje międzynarodowe. Współpraca gospodarcza z innymi krajami jest jeszcze istotniejsza właśnie w czasach pandemii. Mam wrażenie, że część ludzi zapomniała o tym bardzo ważnym aspekcie.

Ja tylko mówię o tym, że pan...

Jeżeli zaczniemy zapominać o innych działaniach niż walka z pandemią, to za chwilę będziemy mieli problem z polską gospodarką. Sytuacja związana z koronawirusem w Polsce i całej Europie jest dzisiaj poważna, ale nie możemy wpadać w panikę. Trzeba zachować spokój i działać adekwatnie do sytuacji. To jest czas, w którym musimy się zjednoczyć i działać razem.
Wszyscy. Bez wyjątku.

Ludzie umierają.

Reklama

Dlatego właśnie podejmowane są zdecydowane działania, by ratować życie i zdrowie Polaków. Dlatego mamy w Polsce czerwoną strefę, wprowadzane są kolejne ograniczenia i będą wprowadzane następne, jeśli zajdzie taka potrzeba. Najbardziej zagrożeni są ludzie w podeszłym wieku i to ich musimy otoczyć szczególną opieką. Kluczową rolę odgrywają tutaj rząd i Ministerstwo Zdrowia. To oni posiadają najważniejsze instrumenty do działania, ale w każdej sprawie mogą liczyć na moje wsparcie.

Korzysta pan z Twittera. Ma pan kanały na YouTubie, ma pan wreszcie TVP, w której może pan wygłosić orędzie do narodu.

Nie jestem zwolennikiem wygłaszania orędzi dla wygłaszania orędzi.

Sytuacja jest bardzo trudna.

To prawda. W Polsce i na świecie. Ale wiedzieliśmy, że taka sytuacja może mieć miejsce. Dlatego zaraz po wakacjach ‒ 4 września ‒ zwołałem Radę Gabinetową poświęconą przygotowaniom do drugiej fali pandemii. Był to jasny sygnał, że to jest najważniejszy temat. To najsilniejszy z możliwych instrumentów, jakimi dysponuje prezydent. Na Radzie Gabinetowej wspólnie z całym rządem omawialiśmy działania, które teraz są realizowane. Tylko w tym czasie media zajmowały się tematami, które były dla nich o wiele bardzie interesujące. Ale to wcale nie znaczy, że takich działań nie było.

Późną wiosną i częściowo latem zachowywał się pan tak, jakby żadnej pandemii nie było.

Mówi pani o kampanii wyborczej. Prawda jest taka, że liczba zachorowań była wtedy stosunkowo niska.

Rosła.

Mieliśmy znaczne osłabienie pandemii w Polsce i całej Europie. To był najlepszy czas do przeprowadzenia wyborów. Czy wyobraża sobie pani teraz scenariusz, że wybory odbywają się jesienią? A przecież do takiego rozwiązania nawoływało wielu polityków. Przeprowadzenie wyborów prezydenckich i kampania wyborcza nie doprowadziły do wzrostu zachorowań. To jest fakt.

Premier Morawiecki mówił, że pokonaliśmy wirusa.

Było osłabienie pandemii, co dało ludziom możliwość odetchnięcia i odpoczynku. Przecież po tych miesiącach, które spędzili w zamknięciu, często w niewielkich mieszkaniach, wszyscy mieli po prostu dość. Chcieli wyjść na świeże powietrze, pojechać na jakieś wakacje. Proszę też jednak pamiętać, że wszyscy mówili, iż jesienią będzie druga fala pandemii.

Ale pan nie mówił o żadnej drugiej fali, tylko o tym, że wychodzimy z epidemii koronawirusa. To było na początku czerwca.

Eksperci medyczni i minister zdrowia mówili, że należy się liczyć z tym, że przyjdzie druga fala. Nikt tego nie ukrywał.

Ludzie słuchali polityków, a nie ekspertów.
Myślę, że ludzie przede wszystkim szukali wszelkich możliwych informacji na ten temat w mediach i swoim otoczeniu. Kiedy nikt z ich najbliższego grona nie znał osoby zakażonej, to oczywiste, że mniej obawiali się wirusa. Jednak o drugiej fali konsekwentnie przypominali eksperci.
Politycy rządzący ich nie słuchali, bo według wielu dyrektorów szpitali, medyków, dyrektorów szkół ostatnie miesiące zostały zaprzepaszczone i nie jesteśmy przygotowani na drugą falę pandemii.
Pani redaktor, ja ostatnio prowadzę bardzo wnikliwy proces różnego rodzaju konsultacji dotyczących aktualnego stanu zagrożenia, sytuacji w służbie zdrowia i uważam, że dużo zrobiono, aby przygotować się do drugiej fali. I oczywiście, że czytam i słyszę te oskarżenia różnych dziennikarzy, które zmierzają – nie mam żadnych wątpliwości – do sprowokowania mnie.
I pan się daje prowokować.
Zapewniam panią, że jestem spokojny.
Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej” tylko cytował to, co pan mówił na temat epidemii w czasie kampanii wyborczej.
Jeśli moje wypowiedzi z czerwca czy lipca odnosi się do obecnego stanu i twierdzi się, że wtedy kłamałem, mówiąc, że nie ma zagrożenia, to przecież jest to ewidentne oszustwo niegodne postawy dziennikarza. Jak już wspominałem, walka z pandemią – zarówno w aspekcie zdrowotnym, jak i gospodarczym – to najważniejsze zadanie państwa. Rozmawiam z głównym inspektorem sanitarnym, z ministrem zdrowia, z moimi ekspertami.
To są ci sami eksperci, z których korzysta premier Morawiecki? Pytam, bo premier mówi o dodatkowych łóżkach szpitalnych, na co medycy ze szpitali odpowiadają, że to często fikcyjne łóżka: pediatryczne, noworodkowe. Premier mówi o respiratorach, na co lekarze odpowiadają, że często są one tylko na papierze.
Wiem, że jeśli chodzi o zaopatrzenie, o zapewnienie środków bezpieczeństwa, to nie zaprzepaszczono tych trzech miesięcy. Wręcz przeciwnie, wykonano bardzo dużą pracę na rzecz poprawy ich stanu. Dzięki temu jesteśmy dzisiaj w stanie doposażać szpitale i tworzyć zupełnie nowe – tymczasowe, jedynie dla pacjentów z koronawirusem. Takie jak ten, który powstaje na Stadionie Narodowym i które będą sukcesywnie powstawać w kolejnych miastach. Natomiast być może należało prowadzić wcześniej bardziej zaawansowaną akcję informacyjną i jeszcze bardziej mobilizować ludzi do tego, żeby częściej zaczęli nosić maseczki.
No, ale skoro widzieli was, polityków, w mediach bez maseczek…
Rzeczywiście ten bardzo silny nacisk na noszenie maseczek pojawił się w momencie, kiedy pandemia przybrała na sile. Jednak w trakcie wakacji w mediach pokazywano też pełne plaże. Ludzie wyjeżdżali za granicę. To nie jest tak, że nie pamiętano o pandemii. Proszę też, żeby spojrzeć na to w sposób obiektywny. Cała Europa zmagała się i zmaga dokładnie z tym samym. Powiem otwarcie: mam wrażenie, że niektórzy przedstawiciele środowiska medialnego próbują wywoływać panikę, doprowadzić do tego, żeby zamknąć całą gospodarkę. To w efekcie może spowodować gospodarcze załamanie.
Najłatwiej w trudnych sytuacjach jest winić media.
Apeluję tylko o to, żeby zachować zdrowy rozsądek. Jest on potrzebny nam wszystkim, zarówno politykom, jak i przedstawicielom mediów.
Nie wiem, czy eksperci panu donoszą, że karetki z chorymi jeżdżą po kilka godzin, odbijając się od szpitala do szpitala. Zdarza się nawet, że pacjenci umierają w karetkach, bo żaden z braku miejsc nie chciał i nie mógł ich przyjąć.
Musimy robić wszystko, aby takich sytuacji było jak najmniej. Jednak przy takiej skali pandemii takie przypadki niestety mogą się zdarzać. Rozmawiałem o tym w poniedziałek z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim i zapewniał mnie, że sytuacja jest pod kontrolą.
Po środowym wystąpieniu premiera i debacie w Sejmie szef jednego z SOR-ów napisał: „Oglądam debatę sejmową Covid. Teraz już wiem. Jestem z kolegami sam”.
Ogromnie doceniam bohaterstwo bardzo wielu lekarzy, którzy aż do granic wytrzymałości są na posterunku. Podziwiam ich, szanuję. Jestem też przekonany, że rządzący, którzy odpowiadają za kwestię służby zdrowia na bieżąco, czynią wszystko, by medycy byli w jak największym stopniu zabezpieczeni.
Panie prezydencie, to są tylko słowa, medycy mówią co innego.
Cały czas rozmawiam ze zwykłymi ludźmi i wszyscy mówią wyraźnie to samo. Podczas pierwszej fali myśleliśmy przede wszystkim o zdrowiu. Baliśmy się o siebie i bliskich. Podczas drugiej fali boimy się już nie tylko o zdrowie, lecz także o nasze finanse, bo będzie nam bardzo ciężko przetrwać. Dlatego rolą rządzących jest wyważenie tych dwóch zasadniczych kwestii. Są one nierozerwalne. Proszę zapytać pierwszego napotkanego człowieka na ulicy. Powie pani to samo.
Łatwo powiedzieć, bo jeśli pan zachoruje na COVID-19, to na pana, na pana bliskich będzie czekać miejsce w szpitalu. A ludzie się boją, że będą umierać w domach, na ulicach, bez pomocy.
Rozumiem ten olbrzymi niepokój, bo wiem, że są ludzie, którzy bardzo trudno przechodzą ten czas. Których życie i zdrowie jest szczególnie narażone. I trzeba robić wszystko, by im pomóc. Jednak cały czas wykonuję również inne obowiązki prezydenckie, bo kierując się doświadczeniem historycznym ubiegłych stuleci i dziesięcioleci, wierzę głęboko, że pokonamy pandemię i życie będzie się toczyło dalej. Chcę, żeby Polska w nim aktywnie uczestniczyła, dlatego podtrzymuję relacje międzynarodowe tak ważne przy odbudowie gospodarki. To działania, które realizuję w sposób spokojny i konsekwentny, ponieważ wiem, jak są ważne.
W USA może wygrać Joe Biden.
Liczę na to, że jeśli wygra, to będzie miał do polityki międzynarodowej pragmatyczne podejście, ukierunkowane na interesy Stanów Zjednoczonych. Nie ukrywam oczywiście, że przez ostatnie lata dobrze mi się prowadziło politykę międzynarodową. Z prezydentem Donaldem Trumpem mamy bardzo dobre, osobiste relacje. Zwiększyła się obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce, podpisaliśmy szereg dobrych umów z tym związanych. Ale musimy pamiętać, że amerykańska obecność wojskowa w Polsce zaczęła się za czasów, gdy prezydentem był Barack Obama. To są więc długofalowe interesy, które będą realizowane, kiedy w USA zmieni się jeszcze niejeden prezydent.
Słyszę od pana współpracowników, że Bóg nad panem czuwa.
Mam nadzieję, że czuwa.
Pytam o ostatnie dni, o zakażonych koronawirusem w pana otoczeniu.
Byliśmy testowani razem z żoną dwukrotnie w ostatnich tygodniach i wirusa nie stwierdzono.
Ile osób w Kancelarii Prezydenta choruje?
Kilka osób jest na kwarantannie. Trzeba się jednak liczyć z tym, że można zachorować.
Zaszczepił się pan?
Wiele szczepień już miałem w swoim życiu.
Pytam o grypę.
Wspominałem już, że póki co nie widzę takiej potrzeby. Ale proszę nie nadinterpretować – nie jestem i nigdy nie byłem członkiem ruchu antyszczepionkowego. Publicznie zachęcam zwłaszcza wszystkie osoby starsze, będące w grupie ryzyka, by ze szczepień przeciwko grypie skorzystały.
Na zaprzysiężeniu nowego rządu tylko Jarosław Kaczyński był bez rękawiczek.
I dlatego ja zdjąłem swoje, kiedy wręczałem mu nominację i chciałem uścisnąć jego dłoń. To wynika z elementarnej kultury.
Wyglądało to tak, jakby prezes Kaczyński nie chciał panu podać ręki.
Dlaczego pani redaktor tak uważa? Pan premier Kaczyński wyciągnął do mnie dłoń. Rzeczywiście nie miał rękawiczek. Uznałem więc, że ja powinienem zdjąć swoją, by uścisnąć mu rękę, więc pani interpretacja jest absolutnie mylna.
Rozmawiacie panowie ze sobą?
Tak jak rozmawiam z członkami rządu, tak samo rozmawiam z panem premierem Jarosławem Kaczyńskim.
To jest specjalny członek rządu, szef PiS. W zasadzie pana szef.
Pani redaktor, konstytucja nie reguluje takich relacji.
Tak po ludzku pytam, bez żadnego trybu.
Ja panią redaktor informuję, że sprawy państwowe są dobrze prowadzone.
Jarosław Kaczyński z panem rozmawia czy nie?
Współdziałanie pomiędzy prezydentem Rzeczpospolitej a rządem w zakresie spraw państwowych jest bieżące i realizowane zgodnie z wymogami konstytucji, z wymogami bezpieczeństwa państwa. Mogę panią redaktor o tym zapewnić.
Czyli to nie plotki, że prezes PiS nie rozmawia z prezydentem Polski? Gdyby było inaczej, nie mówiłby pan takim dyplomatycznym językiem.
Jestem prezydentem, częścią władzy wykonawczej. Pan premier, panowie wicepremierzy są drugą częścią tej władzy wykonawczej. Konstytucja reguluje relacje między nami i wszyscy się staramy, by te zasady były jak najlepiej realizowane i tak się dzieje.
To dlaczego premier Kaczyński nie stanął z panem do wspólnego zdjęcia?
Mówi pani o zdjęciu Rady Ministrów z prezydentem?
Właśnie o nim mówię.
Nie wiem, proszę zapytać o to pana premiera Kaczyńskiego. To było wspólne zdjęcie. Wszystkich nas. Kto chciał, brał w tym udział.
Wszyscy, oprócz Jarosława Kaczyńskiego.
Mamy w tej chwili sytuację covidową i każdy ma prawo zabezpieczać się tak, jak uważa za stosowne.
Żadnych rękawiczek, żadnych zdjęć.
Zdjęcie to nie jest element obowiązkowy.
Zwyczajowy.
Rytualny.
Nie uraziło to pana? Nie uraziło to urzędu, który pan sprawuje?
Zdjęcie robi sobie ten, kto chce. Poza tym mam wiele wspólnych zdjęć z panem premierem Kaczyńskim. Nie brakuje mi ich.
Po tej kadencji stworzy pan własne ugrupowanie polityczne z pomocą Marcina Mastalerka?
Nie stworzę partii. Angażując się w sprawy publiczne – jako minister, poseł – nigdy nie byłem typem działacza partyjnego. Poza tym nie ma też w Polsce takiego zwyczaju, żeby prezydent po skończonej kadencji wchodził w czynną politykę. Natomiast jest dzisiaj na naszej scenie politycznej i na jej zapleczu wielu zdolnych młodych ludzi, o szerokich horyzontach, którzy w przyszłości będą prowadzili polskie sprawy.
Mówi pan o Marcinie Mastalerku, który jest raczej wyklęty w PiS?
Nie myślę tylko o osobach, które ze mną blisko współpracują. Demokracja ma to do siebie, że za jakiś czas rządzić będzie ktoś inny.
Pamięta pan swoje veta?
Oczywiście.
To dotyczące samorządów?
Regionalnych izb obrachunkowych.
Wtedy w pewnym sensie sprzeciwił się pan zaplanowanej przez PiS większej centralizacji władzy.
Przez całe lata od strony teoretycznej zajmowałem się kwestiami związanymi z samorządem terytorialnym, bo ‒ jak pani wie ‒ jestem prawnikiem administratywistą. Przez całe lata uczyłem też studentów o samorządzie terytorialnym, więc te sprawy mam dokładnie przeanalizowane. I mogę powiedzieć otwarcie, że regiony ‒ tak, ale nie regionalizacja. Absolutnie nie rozwiązania prawne czy ustrojowe, które będą prowadziły do jakiejś, nie daj Panie Boże, federalizacji. Polska jest państwem jednolitym i takim ma pozostać. Oczywiście samorząd terytorialny jest odrębną władzą w naszym kraju, ale jego włodarze powinni pamiętać, że samorządność nie oznacza samowładztwa. I to nie jest tak, że są regionalnymi czy lokalnymi watażkami, którzy robią, co chcą.
Są tacy w Polsce?
Są.
Kto?
Wie pani, jeśli ktoś przeszkadza w przeprowadzeniu uroczystości o charakterze państwowym, to ja się pytam, jaka to jest postawa?
Jest pan zadowolony z tego, że Jarosław Kaczyński wszedł do rządu?
Polityk, który stoi na czele Zjednoczonej Prawicy, który ma tak ogromne doświadczenie, również na stanowisku premiera, to wartość dodana w rządzie Mateusza Morawieckiego. Również w tych trudnych czasach, kiedy zmagamy się z pandemią. Muszę przyznać, że byłem zadowolony, kiedy dowiedziałem się o tej propozycji premiera Morawieckiego.
Przecież to był w zasadzie rozkaz prezesa Kaczyńskiego, że ma wejść do rządu.
Był przed chwilą u mnie przedstawiciel Rady Ministrów, który powiedział: uff, dużo spraw teraz zdecydowanie łatwiej się prowadzi.
Bo nie trzeba jeździć na Nowogrodzką.
Pani redaktor to powiedziała.
Z małym znakiem zapytania.
Członek rządu nie powoływał się na ten argument.
Nie jest to fikcyjny ruch? Nie powinien po prostu zostać premierem?
Biorąc pod uwagę, że wszyscy najważniejsi politycy Zjednoczonej Prawicy są obecni w rządzie, to fakt, iż nie było tam premiera Kaczyńskiego, był po prostu brakiem.
Czyli przez ponad pięć lat rządów PiS brakowało Radzie Ministrów prezesa Kaczyńskiego?
Tak. Osobiście uważałem, że premier Kaczyński mógłby już wcześniej być członkiem rządu.
Namawiał go pan do tego, jak jeszcze rozmawialiście?
Proszę wybaczyć, ale rozmowy pomiędzy premierem Kaczyńskim a mną zostawię w tajemnicy. Zawsze uważałem, że swoją osobą powinien wspierać rząd.
Bo i tak rządził kolejnymi rządami.
Stoi na czele największej partii rządzącej.
To on zdecydował, że ministrem edukacji będzie Przemysław Czarnek?
Ministrów powołuje premier Mateusz Morawiecki.
Nie miał pan problemu z tą nominacją?
Pani redaktor...
Tak z ręką na sercu.
Konstytucja w takich sytuacjach nie przewiduje możliwości sprzeciwu prezydenta.
O sumienie pytam, a nie o konstytucję.
Jeśli premier występuje o powołanie określonej osoby na urząd ministra konstytucyjnego, to prezydent ma obowiązek to zrobić. Zresztą, to kiedyś zostało już do głębi zbadane, kiedy prezydent Lech Kaczyński sprzeciwiał się nominacji Radosława Sikorskiego na ministra spraw zagranicznych. Doszło do konfliktu między rządem a głową państwa. I wówczas jednoznacznie zostało rozsądzone, że prezydent w tej kwestii nie ma nic do powiedzenia.
Prezydent Kaczyński dał przynajmniej wyraz swojej dezaprobacie.
Od tamtego czasu wręczenie nominacji jest uważane za prezydencki obowiązek.
Panie prezydencie, słyszał pan, co minister Czarnek mówił o roli kobiet? Pana żona słyszała, pana córka?
Ja swoje oczekiwania wobec pana ministra przedstawiłem w swoim wystąpieniu.
Minister Czarnek uważa, że kobiety nie powinny robić kariery, tylko rodzić dzieci.
Pani redaktor mówi do człowieka, którego oboje rodzice przez dziesiątki lat robili kariery naukowe, przy tym moja mama poszczególne stopnie naukowe zdobywała wcześniej niż mój tata. Wychowałem się w domu, gdzie praca naukowa i rozwój zawodowy, realizacja ambicji kobiety była na piedestale i ten dom normalnie funkcjonował.
I zaprzysiągł pan ministra edukacji, który jest przeciwnikiem takiego modelu.
Moja żona, zanim została Pierwszą Damą, była czynna zawodowo, co przynosiło jej bardzo dużo satysfakcji.
Panie prezydencie, widzieliśmy się ponad dwa tygodnie temu. Powiedział pan – trochę w żartach, trochę serio – że małżonka tu rządzi.
Moja żona uważa, że od polityki jestem ja. I w tych kwestiach, jak wiemy, głosu nie zabiera. To ja podejmuję decyzje, to moja odpowiedzialność jako prezydenta. Natomiast jesteśmy rodziną, w której na temat wielu spraw politycznych, światopoglądowych się rozmawia, wymienia się opiniami. Nasza córka jest dorosła. Dyskutuje z nam o wszystkich sprawach, które nas otaczają. I bardzo cenię jej zdanie. Powiem otwarcie, że m.in. dlatego zdecydowałem się powołać Kingę na swojego społecznego doradcę, ponieważ chciałem, żeby zalegalizowana i transparentna była sprawa tego, że często korzystam z jej zdania, wysłuchuję tego, co ma do powiedzenia. Uznałem, że powinna mieć status oficjalny, żeby nie było pytań, co ta 25-letnia pani tutaj robi.
I dlaczego robi karierę i nie ma jeszcze dzieci.
Bardzo się cieszę, że się zgodziła i przyjęła moją propozycję. Jak słyszę wypowiedzi różnych polityków, powiem delikatnie, będących już od dawna seniorami, którzy burczą pod nosem, że Kinga jest za młoda, żeby doradzać prezydentowi, to pytam: czy powinienem sobie wziąć jakiegoś emeryta jako doradcę do spraw młodzieży?
Myślę, że kompetentny w każdej dziedzinie byłby Jarosław Kaczyński.
Proszę mi wierzyć, że nie pytam pana premiera Kaczyńskiego o to, jakie dzisiaj są zapotrzebowania młodzieży i co dla młodzieży jest ważne. Pytam o to młodych ludzi. Myślę, że jeśli taki dobrze skonstruowany team młodych będzie w Kancelarii Prezydenta doradzał i pomagał mi w ważnych sprawach młodych, to po prostu będzie to dobre dla Polski. A kariera córki? Jako studentka świetnie się uczyła, a dzisiaj świetnie sobie radzi jako prawniczka. I szczerze powiem, że jeśli będą propozycje ze strony rządowej, które będą chciały ograniczać zawodowe możliwości kobiet, to zapewniam panią, że prezydent ich nie zaakceptuje.
Wystarczy, że min. Czarnek zmieni podręczniki i tam w przyrodzie, biologii, historii czy geografii będzie napisane o roli kobiet tak, jak on sobie tę rolę wyobraża. W takiej sytuacji pan też zaprotestuje?
Nie zgadzam się ze słowami min. Czarnka dotyczącymi roli kobiet.
Ograniczanie praw kobiet, zmiana kompromisowej ustawy aborcyjnej nie spotka się z pana sprzeciwem?
Wiele razy o tym mówiłem i nigdy tego nie ukrywałem, że aborcja z tzw. względów eugenicznych nie powinna być w Polsce dozwolona. Uważałem i uważam, że każde dziecko ma prawo do życia.
Z tymi poglądami dotyczącymi LGBT, z tym, że to nie ludzie, że to ideologia, to się pan zgadza, bo na niejednym spotkaniu wyborczym je pan powtórzył.
LGBT to ruch społeczny, a więc ludzie, których łączy określona ideologia. Dlatego są razem, mają wspólne poglądy na wiele rzeczy, są złączeni ideologią.
To pan w kampanii prezydenckiej rozpoczął wojnę z LGBT.
Po pierwsze: nie rozpocząłem żadnej wojny. Po drugie: ten temat już zaistniał, kiedy część samorządowców przyjmowała mocno ideologiczne karty LGBT. Był to również jeden z ważniejszych tematów podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. A to chyba było wcześniej niż wybory prezydenckie.
Właśnie swoimi wypowiedziami w rodzaju: to nie ludzie, to ideologia...
Przecież pani powiedziałem, że to ludzie wyznający pewną ideologię.
Teraz, latem mówił pan co innego.
Ci ludzie chcą zmieniać świat według swojej ideologii, w sposób, z którym ja się nie zgadzam. A jak wiadomo, mamy demokrację, można mieć różne poglądy.
Obóz rządzący, do którego pan należy, ma ten sam pogląd, jest stop LGBT, są strefy wolne od LGBT.
Wie pani, ja chciałbym, żeby rodzice mieli zagwarantowane konstytucyjne prawo do decydowania o tym, w jakim światopoglądzie wychowywane są ich dzieci. Mówiłem o tym przy okazji podpisywania Karty Rodziny. I o tym, żeby polska rodzina była związana z konstytucyjnym opisem instytucji małżeństwa, czyli związku kobiety i mężczyzny. W latach szczęśliwie minionych, za mojego dzieciństwa, różne były rozwiązania, ale dla mnie największym wzorcem tego, jak powinna wyglądać rodzina, był dom.
To miał pan szczęście, bo wiele osób – nie.
Być może kogoś to denerwuje, być może ktoś chciałby to zmienić, ale ja będę tych praw konstytucyjnych bronił.
A ludzie LGBT będą popełniać samobójstwa, będą bici na ulicach, wyszydzani również w kościołach.
Mówiłem to wielokrotnie i powiem jeszcze raz: nie zgadzam się na jakiekolwiek akty agresji wobec osób niezależnie od ich poglądów, przekonań czy orientacji seksualnej. A te w ostatnim czasie miały też miejsce wobec katolików, Kościoła oraz ważnych dla nich symboli. Wiem, co to znaczy być atakowanym, ponieważ sam ostatnio tego doświadczyłem.
Tłum krzyczał, że ma pan krew na rękach.
I pani podziela ten pogląd?
Nie zajmujmy się moimi poglądami.
To skandowanie nie miało oparcia w faktach. Nie lubię, jak ktoś kłamie. Pani wybaczy, ale jest to daleko idące nadużycie wobec mnie i instytucji Prezydenta w naszym kraju. No, ale co poradzę. Jestem politykiem. Nikt mi nie obiecywał, że wszystko, co się w naszym kraju dzieje, będzie dla mnie miłe. Jest mi przykro, kiedy słyszę tego typu potwarze, ale z drugiej strony ci ludzie mają do tego prawo. Mamy demokrację. Mam wiedzę historyczną i wiem, że takie osoby zawsze były. I mnie nigdy nie przeszkadzało, że takie osoby są. Mają prawo do życia, mają prawa obywatelskie takie same, jak inni ludzie, policja ma pilnować ich bezpieczeństwa tak samo, jak każdego innego obywatela. W związku z tym przestępstwa wobec nich powinny być ścigane dokładnie tak samo jak przestępstwa wobec innych ludzi. Wielokrotnie o tym mówiłem. Opowiadałem, że obok mnie mieszkało dwóch panów, o których sądziłem, że są parą. Nie zwracałem na to większej uwagi, bo jeśli są dwie osoby zachowujące się kulturalnie, spokojne, zgodnie z zasadami prawa sąsiedzkiego, etycznie, to nie widzę żadnego problemu. To jest niczyja sprawa, co oni sobie robią w ich przestrzeni prywatnej. Ja też nie chcę, żeby ktoś zaglądał do mojej przestrzeni prywatnej. Kiedy chodziłem do szkoły...
To były lata 80. i początek 90.
Nikt się przesadnie nie obnosił ze swoimi preferencjami. Nikt nikogo za swoje preferencje nie prześladował. A teraz, jeszcze raz podkreślam, wszystkie przejawy agresji wobec osób LGBT muszą być karane. To są tacy sami obywatele. Prawo polskie nie różnicuje osób pod kątem preferencji seksualnych.
To ja wrócę do min. Czarnka. „Brońmy rodziny przed tego rodzaju zepsuciem, deprawacją, absolutnie niemoralnym postępowaniem. Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy wreszcie z tą dyskusją”.
Minister Czarnek wielokrotnie mówił o szerszym kontekście swojej wypowiedzi, aby zrozumieć ją w całości. Niestety media często wybierają tylko fragmenty. Jeżeli jednak pani pyta mnie tylko o to konkretne zdanie, to mówię wyraźnie: nie zgadzam się z tym.