Justyna Prus: Czy pozytywne sygnały płynące z Mińska to rzeczywista gotowość Łukaszenki do zmian, czy tylko zręczna gra?
Gleb Pawłowski*: Dlaczego gra? Nie sądzę. Łukaszenka cieszy się ogromnym poparciem społeczeństwa i jego system polityczny rzeczywiście opiera się na tej większości. Ale z jakichś powodów Aleksandr Grigoriewicz do tej pory obawiał się potwierdzić, że tak właśnie jest, organizując przejrzyste wybory. Właśnie to doprowadzało do konfliktów z Unią Europejską. Te konflikty nie były Rosji zresztą na rękę. Na obecne działania patrzymy przychylnie i chcemy potwierdzenia zmian w jawnych, przejrzystych wyborach.
Mówi pan, że ocieplenie Bruksela - Mińsk jest Rosji na rękę. Tymczasem przecież między Rosją i Zachodem trwa gra o wpływy w tym kraju. Między innymi to jest przyczyna, dla której UE łagodzi swoją politykę wobec Łukaszenki - żeby przez izolację nie popychać prezydenta Białorusi w ramiona Rosji.
Takiej gry nie ma. Ona toczy się w prasie, a rzeczywistość jest zupełnie inna. Rosja nie chce, żeby Białoruś - nasz strategiczny partner, była na indeksie Zachodu. Nie boimy się zbliżenia Mińska z Unią. Nie mamy z tym jakiegoś problemu.
Nie przekonał mnie pan. Rosja korzystająca z tego, że Białoruś jest od niej całkowicie uzależniona gospodarczo, ma tam dużą swobodę ruchów. Jeśli UE otworzy się na Łukaszenkę, dostanie on alternatywę, wymknie wam się.
Nieprawda. Dmitrij Miedwiediew wielokrotnie podkreślał, że w polityce zagranicznej priorytetem są dobre relacje z UE. Jeśli Mińsk chce się wpisać w ten schemat, też musi mieć normalne relacje z Brukselą i państwami Wspólnoty. Jeśli chodzi np. o gospodarkę, uważamy, że powinna być włączona w gospodarkę globalną. Jeśli zaś chodzi o bezpieczeństwo, to Białoruś jest włączona we wspólny system z Rosją. Akurat w tej dziedzinie nie może być mowy o żadnej weryfikacji czy zmianach.
A jak pan ocenia samą zmianę strategii Unii Europejskiej - odejście od bezkompromisowej postawy i radykalnych wymagań na rzecz bardziej miękkiej, stopniowej polityki małych kroków, coś za coś.
To rozsądna polityka. Z jednej strony zarówno Rosja, jak i Białoruś są skazane na Europę. Z drugiej jednak Europa nie ma i nie będzie mieć realnego wpływu na wewnętrzne sprawy Białorusi. A nowa polityka Unii sprzyja pewnemu rozładowaniu tego nagromadzonego balastu, który przeszkadza we współpracy.
Czy Łukaszenka jest rzeczywiście gotów na liberalizację, czy to jednak tylko zręczne lawirowanie między Rosją i Zachodem?
Myślę, że to realne zmiany. Chociaż z punktu widzenia radykalnej opozycji są one nie do przyjęcia, bo w jej odczuciu to za mało. Ale dla ludzi rozumnych, którzy rzeczywiście chcą coś zmienić i są skłonni pójść na pewne kompromisy, to może być bardzo obiecujące.
*Gleb Pawłowski, rosyjski politolog, znawca polityki prowadzonej przez Kreml