Co się stało w Sejmie w środę wieczorem?
Reklama
Sprawa TVN wywołała rządowe przesilenie daleko wykraczające poza sferę mediów. Lex TVN był elementem tej układanki. Jarosław Kaczyński postanowił sprawdzić, czy po wyrzuceniu z rządu Jarosława Gowina zachowa w Sejmie większość. Przetestował ją, jak widzieliśmy, ze zmiennym szczęściem i ze skandalem dotyczącym reasumpcji głosowania. Choć Prawo i Sprawiedliwość opanowało sytuację, zobaczyliśmy też, jak bardzo osłabiona jest większość rządowa.
Ale TVN to nie tylko żeton w grze, to jeden z jej celów. PiS chce osłabić kanał rzetelnie informujący opinię publiczną o tym, co się dzieje w kraju, przez utrudnianie mu życia, a jak się da, to być może i zlikwidować. Chociaż ja w możliwość likwidacji TVN nie wierzę.
To przyjrzyjmy się ustawie, którą przyjął Sejm. Podmioty z Europejskiego Obszaru Gospodarczego, które są zależne od firm spoza EOG, będą mogły posiadać najwyżej 49 proc. udziałów w koncesjonowanych mediach. Spółki medialne, które nie spełniają tego warunku, będą miały sześć miesięcy na dostosowanie. Jak się można dostosować?
Najprostszym i pewnie oczekiwanym przez PiS sposobem jest sprzedaż co najmniej 51 proc. własności jakiemuś inwestorowi, który byłby dobrze przez tę partię widziany. Wtedy doszłoby do tego, o czym mówił poseł Marek Suski, że "będziemy mieli jakiś tam wpływ na tę telewizję".
Ale Discovery – amerykański właściciel TVN – może też znaleźć partnera z Europy Zachodniej, nawet niebranżowego, np. jakiś fundusz, któremu sprzeda część udziałów. Strony mogą się tak umówić, że firmą nadal będzie zarządzało obecne kierownictwo. Oczywiście to dla Discovery sytuacja niewygodna, bo bezpośrednia własność koncernu zostanie uszczuplona.