Dziennik Gazeta Prawana logo

Gursztyn: Rozbijanie sobie nosa własną pięścią

21 grudnia 2008, 12:35
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU/Inne
To co zrobił Pacewicz, przypomina zdarzenia znane z polskiej polityki. Do tej pory to partyjni liderzy rozbijali sobie nos własną pięścią. Okazuje się, że także dziennikarze nie są wolni od tej przypadłości - o awanturze wokół wyróżnienia dla Bogdana Rymanowskiego pisze Piotr Gursztyn.

Nie opadają emocje wywołane atakiem "Gazety Wyborczej" na nagrodzonego wyróżnieniem Dziennikarz Roku Bogdana Rymanowskiego. Te emocje buzują wewnątrz środowiska dziennikarskiego, od jego szczytów do dołów, ale nie jest to sprawa tylko środowiskowa. Zainteresuje też opinię publiczną, bo właśnie zaczyna się toczyć mecz "Gazeta Wyborcza" kontra reszta świata.

Atak wicenaczelnego Piotra Pacewicza, który nazwal Rymanowskiego "niedziennikarzem" został już po wielokroć skomentowany i najczęściej potepiony. Ta awantura jednak szybko się nie zakończy. Sprawa tego ataku, jego brutalność, próba wprowadzenia w środowisku sztucznego podziału na dziennikarzy telewizyjnych i dziennikarzy prasowych spowodowała, że od "Gazety Wyborczej" odwróciła się w tej chwili przytłaczająca wiekszość ludzi mediów. Także tych życzliwych i neutralnych wobec gazety. Ci ludzie uznali, że tekst Pacewicza nie jest przypadkowy i jest przejawem zamierzonej polityki "Wyborczej" - stosującej podwójne standardy i obrażającej się, gdy wyróżnienia nie przypadaja swoim.

To co zrobił Pacewicz przypomina zdarzenia znane z polskiej polityki. Do tej pory to partyjni liderzy wykonywali coś, co można nazwać rozbijaniem sobie nosa własną pięścią. Ostatnim tego przykładem jest niemal samobójczy atak Jarosława Kaczyńskiego na Stefana Niesiołowskiego. Okazuje się, że także dziennikarze nie są wolni od tej przypadłości. Rymanowskiemu bylo pewnie bardzo przykro, ale realnej straty nie poniósł. Można uznać, że nawet zyskał, bo usłyszał masę głosów poparcia i sympatii. Zyskał tym bardziej, że z godnością przemilczał ten małostkowy wybuch zawiści.

Jedyne straty ponieśli inicjatorzy awantury. Już teraz dziennikarze "Gazety Wyborczej" przeżywaja towarzyskie nieprzyjemności, kiedy słyszą wyrzuty od kolegów z innych redakcji. To gorzka dla nich chwila - ostatni raz przeżywali coś takiego wtedy, gdy Jerzy Urban zeznając na komisji badającej aferę Rywina szczegółowo opisywał swoją towarzyską zażyłość z Adamem Michnikiem. Teraz jest to trochę niesprawiedliwe, że dziennikarze "Gazety Wyborczej" cierpią z powodu awantury wywołanej nie przez siebie, ale przez jednego ze swoich szefów. Ale też i "Gazeta Wyborcza" idzie w zaparte - przecież nikt z tej redakcji nie przeprosil Rymanowskiego. Przeciwnie "Gazeta wyborcza" uważa, że postąpiła słusznie i że Bogdan Rymanowski, laureat nagrody Dziennikarz Roku 2008 w istocie dziennikarzem nie jest.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj