O TYM, JAK PRZYJĘLI SKIEROWANE DO INTELIGENCJI , MÓWIĄ:
Wiadomość, że pan prezes Jarosław Kaczyński zmienił swój stosunek do polskiej inteligencji, przyjąłem ze spokojem i bez emocji. I jeśli mam być szczery, to niewiele mnie te przeprosiny obchodzą. Zwłaszcza, kiedy towarzyszy im wyraźny cel polityczny, czy jak dziś często się podkreśla: wizerunkowy. Wiemy, że prezes Jarosław Kaczyński jest znany jako osoba o ostrym języku i bujnym temperamencie retorycznym, dlatego . Przeprosiny owe były dużo bardziej wiarygodne, gdyby dotyczyły konkretnej atakowanej poprzednio osoby, np. prof. Stefana Niesiołowskiego.
Mam wszelkie dane, by nie dowierzać dobrym intencjom PiS, a powrót tej partii do władzy śni mi się jako senny koszmar. Jednak zmiana tonu wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego jest uderzająca. Jest on jakie skierował do całych kategorii społecznych. Jak pamiętamy poprzednie wcielenie Jarosława Kaczyńskiego, było żądne rozliczeń, które niesłychanie intensywnie wzmagało konflikty między Polakami, które piętnowało m.in. inteligencję poprzez nazywanie jej „wykształciuchami”. Dlatego . Podobnie jak przeprosiny, które w mojej ocenie, są ważną figurą wskazującą na to, że strategia PiS ulegnie pewnej zmianie.
Jakim wyzwaniem były dla pewnej wizji polityki i państwa, która winna mieć na celu interes całej wspólnoty, a nie tylko jej wybranych części, przeciwstawianych mniejszościom. Problemem jest również charakter Jarosława Kaczyńskiego, bo nie ma żadnych gwarancji, że do głosu nie dojdzie znów jego intryganctwo i chęć konfliktu.
Przeprosiny te traktuję jako element gry mieszczącej się w strategii przybliżania się PiS do społeczeństwa i do tzw. wielkich miast, bo właśnie one zdecydowały o przegranej PiS w ostatnich wyborach parlamentarnych. Przegrał wśród elektoratu młodego, lepiej wykształconego, inteligenckiego, który wybierał Platformę Obywatelską. , ponieważ równocześnie inteligencja obrażana była nie tylko wprost poprzez nazywanie jej „wykształciuchami”, „łże elitą”, ale jeszcze bardziej ideologią i praktyką IV RP. Tymczasem P, nie wycofał się z nich, nie przeprosił za instrumentalnie stosowaną politykę historyczną, a wszystkie lansowane przez niego hasła, wartości i fakty, które miały miejsce, inteligencję w Polsce po prostu obrażały. Obrażano moją miłość państwową, mój patriotyzm, moje poczucie obywatelskie, obrażano mnie osobiście kiedy Jarosław Kaczyński i jego oficerowie politycznie atakowali elity różnego rodzaju epitetami. Dlatego traktuję to jako wyposażenie propagandowe PiS i sposób na przypodobanie się innym środowiskom niż te, do których dotychczas kierowano swój przekaz.
Pan prezes wyraźnie powiedział, że przeprasza tylko „prawdziwą, etosową inteligencję”, bo bardzo wiele osób z „prawdziwej, etosowej inteligencji” popiera PiS, więc jeśli poczuli się urażeni, to on przeprasza.Czyli w nomenklaturze PiS wciąż obowiązuje podział na inteligencję prawdziwie etosową, nieprawdziwie etosową i nieetosową. Przeproszono tę prawdziwą. Ja chyba – w klasyfikacji PiS - się do niej nie zaliczam. Ale też W nosie więc mam przeprosiny. Ja chcę, żeby poważna prawicowa partia nie była zagrożeniem dla mojej wolności – a w dalszym ciągu jest.
Nie czuję się przez prezesa PiS przeproszony również dlatego, że ani trochę nie wierzę w jego operację zmiany wizerunku. . Zamysł polityczny pozostaje ten sam od kilku lat: IV Rzeczpospolita. Zamierzone przez PiS zmiany ustrojowe idą w kierunku prezydenckiej półdyktatury. Makijaż tego nie przykryje. Tylko naiwni mogą się nań nabrać.
Trzeba przyznać, że PR stał się jednym z najbardziej nieetycznych zawodów, bo ma na celu zwyczajne oszukiwanie ludzi: czy przy kupnie proszku do prania, czy przy wyborze polityków. Nie zmienię opinii o PiS tylko dlatego, że PR-owcy kazali panu prezesowi otoczyć się trzema gracjami. To czysta maskarada. Na koniec więc tylko dwa słowa:
Przyznam szczerze, że osobiście . Dla mnie w polityce najważniejsze są nie słowa i ich odbiór, nawet jeśli to, co się mówi jest mniej lub bardziej złośliwe, ale całościowa wizja polityki państwa i sposób jej prowadzenia.
Wypowiedzi prezesa oraz prominentnych polityków PiS rzeczywiście sprawiały przykrość. Osobiście , a zwłaszcza jako bardzo złą lekcję dla działaczy, którzy według takiego wzorca nauczyli się bardzo pogardliwie oceniać każdego, z kim różnią się politycznie. Ta . Jednak niezależnie od tego, ma ona swoje znaczenie pozytywne, tylko pytanie polega na tym, do jakiego stopnia przejmą się nią politycy PiS, którzy dotąd bardzo chętnie działali i wypowiadali się w sposób bardzo wojowniczy. , choć samo słowo „przepraszam” i przyznanie się do tego, że słowa mogły sprawić przykrość, ma swoje pozytywne znaczenie i cieszę się, że miało ono miejsce.
Przeprosiny Jarosława Kaczyńskiego chyba nie były skierowane do mnie, tak jak nigdy nie przypuszczałem, żeby mnie dotyczyły sformułowania "wykształciuchy" czy "łże-elity". . Przyznaję co najwyżej, że forma niektórych opinii była niegodna życia publicznego, ale treści w żaden sposób nie wziąłem do siebie. Kiedy Ludwik Dorn mówił o wykształciuchach, niektórzy uważali, że adresuje ten epitet do nich. Ja zaś ubolewam nad poziomem tych wypowiedzi, ale nie biorę ich na poważnie. Wobec takich słów decyduję się grać rolę arystokraty, ponieważ ci ludzie - nawet gdyby chcieli - nie zdołaliby mnie dotknąć.
Dziś . Żadna z grup społecznych jest nie do pogardzenia, dopóki może głosować. Być może więc PiS tymi przeprosinami rozpoczyna jakieś polityczne przemieszczenie; być może będzie sobie szukać głosów tam, gdzie dotąd nie mogło na nie liczyć. Ale w mojej prywatnej opinii nie ma na to szans. Mnie w każdym razie zniechęciło do siebie na dobre.
Przyznam, że nie bardzo wiem za, co prezes Kaczyński przepraszał inteligencję. Nie wykluczam, że jest to rodzaj ironii i zarazem sygnał odcięcia się od Ludwika Dorna, bo to on użył niegdyś określenia „wykształciuchy”. Ja osobiście . Były one wypowiedziane w trybie warunkowym, a więc na zasadzie „jeśli są jacyś prawdziwi intelektualiści, którzy mogli być przez nas obrażeni, to ich przepraszamy”. Dlatego przepraszanie w trybie warunkowym jest tylko rodzajem zapewnienia, że nie miało się intencji strzelać na ślepo. Bo ja nie sądzę, by kiedykolwiek PiS nie wiedziało, w kogo uderza. I nie wiem, też, czy znajdą się osoby, które z tego powodu poczują się lepiej i jeszcze zdecydują się głosować na PiS?