Walka z korupcją, każdym, najdrobniejszym nawet jej przejawem jest nie tylko obowiązkiem rządu, wszelkich agend publicznych, ale i ludu całego. Dlatego pochwalić należy szczególnie tych, którzy w walce tej urabiają sobie ręce po łokcie, ale z przodownictwa pracy nie rezygnują.
Zarzuty są tak dęte, że aż urocze. To, że jest to niekorzystne akurat dla dziennikarzy (od tych honorariów muszą zapłacić podatek!), nikogo nie interesuje. Kwitów na taksówkę czy hotel brakuje! Każdy, kto choć raz był w Afryce, wie, co to za nonsens. Który z tamtejszych taksówkarzy czy hotelarzy daje rachunki? A nawet gdyby dał, to już ja widzę panią księgową z radia, jak przelicza zambijskie kwacha (czytaj: kłacza) czy paragwajskie guarani na złotówki! Ciekawe, według jakiego kursu?
Jeszcze przed ostatnią wojną byłem w Iraku razem z zaprzyjaźnionym kanadyjskim dziennikarzem. Zdumiał mnie, biorąc raz rachunek. Opiewał on na 700 dinarów (jakąś złotówkę). Finn wziął go na pamiątkę. Księgowa z jego gazety wierzyła mu bowiem na słowo, że tyle wydał, i nie żądała pokwitowań. „Skoro wierzycie w moje korespondencje, to chyba wierzycie w moją prawdomówność” – rozbrajał jej wątpliwości. Cóż, widać nie pracował dla Polskiego Radia.
Ale zostawmy preteksty. Przecież akurat teraz minister do zwalczania korupcji uznała, że ewentualne przewiny Janusza Palikota, czyli nielegalne finansowanie własnej kampanii, są niczym przejście na czerwonym świetle. I nie będziemy się wygłupiać z wyciąganiem konsekwencji.