Żona dostała zaproszenie. Na wykład. Nieznany bliżej mędrzec obiecywał, że wyjaśni, czy Róża Luksemburg miała rację, skąd się wziął kryzys światowy, oraz opowie o imperialistycznych praktykach rzeźników z Izraela. Nie skorzystała, niestety, z szansy posłuchania owego omnibusa, ale mnie dopadły wątpliwości.
Tak samo zresztą, jak każdy wróg USA jest fajnym gościem – zgodnie z tą zasadą Francuzi przez lata byli zakochani w Saddamie Husajnie.
Powie ktoś, że to wcale nie niechęć do Izraela, ale tradycyjne dla lewicy współczucie dla ofiar. Nikt przecież nie może popierać zabijania cywili, patrzeć bez przerażenia na ciała dzieci i ich matek ginących pod ostrzałem izraelskich kul.
Tak, rację mają lewacy, sytuacja Palestyńczyków jest nie do pozazdroszczenia. Mówiąc wprost, mają kompletnie przerąbane. Kto chciałby się przekonać, polecam mu wycieczkę do Hebronu w Autonomii Palestyńskiej. Bez pracy, wykształcenia, nadziei. Koszmar.
Tyle że, o czym mało kto chce pamiętać, Żydzi byli kiedyś w sytuacji jeszcze gorszej, nieprawdaż? Postawili jednak na edukację, mają znakomite szkoły, świetne uniwersytety i wielowiekową tradycję inwestowania w wykształcenie dzieci. A co mają Palestyńczycy? Sojuszników. Ale „chroń nas panie Boże od przyjaciół, z wrogami poradzimy sobie sami”. Hamas chętnie bowiem wykształci nienawidzących wszystkiego fanatyków islamskich, uzbroi ich i rzuci do walki. W końcu zginąć w dżihadzie, to narodzić się dla nieba.
A i pomóc mogą. Wszak niedawno to włoscy aktywiści zaproponowali, by w ramach wspierania Palestyny nie kupować w Rzymie u Żydów. Zaiste, wielka to ulga dla Hebronu. Ale pal licho Palestynę, liczy się idea.