W tym przypadku nie chodzi o szukanie różnic, bo jeśli spojrzymy na warstwę ideologiczną, to rzecz jasna, komunizm i nazizm są prądami całkowicie przeciwstawnymi. O
tym, czy ustrój jest demokratyczny, czy totalitarny, nie decydują jednak jego podstawy filozoficzne, tylko codzienna praktyka. Zarówno komunizm, jak i nazizm dążyły do jak najdalej idącego
podporządkowania jednostki państwu, powszechnej mobilizacji wobec zewnętrznego wroga i jego likwidacji, przyznawały liderowi nieograniczone kompetencje, jeśli chodzi o kontrolowanie czy
ograniczanie wolności obywateli. Wreszcie oba reżimy dawały sobie prawo do traktowania całych grup ludzi jak zwierzęta i w zalążku niszczyły każdy objaw niezależnego działania. Dlatego bez
żadnej wątpliwości mogę powiedzieć: komunizm i nazizm są takim samym złem.
Zaraz po wojnie komunizm cieszył się ogromną liczbą sympatyków, ponieważ francuski ruch oporu składał się prawie wyłącznie z komunistów. Podziwiano ich za to, że jako nieliczni
bezkompromisowo walczyli z Niemcami, nie wchodząc w żadne układy. Sympatia dla miejscowych komunistów rozciągała się również poza granice. Stalin był dobry, bo był całkowitym
przeciwieństwem Hitlera i stał na czele państwa, które bądź co bądź zdobyło się na największy wysiłek, żeby pokonać nazistowskie Niemcy. Oprócz tego we Francji, w której ruch
robotniczy ma długie tradycje, doszło do rozczarowania kapitalizmem i zaczęto niejako wierzyć w komunizm tak, jak się wierzy w Boga, że jest to idea, za pomocą której można dokonać
głębokiego przekształcenia społeczeństwa. A jedyną drogą do tego szczytnego celu jest przemoc.
To prawda. Moim zdaniem komunizm został ostatecznie skompromitowany w 1956 roku przez wydarzenia w Budapeszcie i referat Chruszczowa piętnujący zbrodnie stalinizmu. Nie wyobrażam sobie, żeby
ktokolwiek przy zdrowych zmysłach po tych wydarzeniach mógł nadal popierać i być sympatykiem komunizmu. Nie znaczy to jednak, że radykalne lewicowe ideologie nagle we Francji wymarły. Francuzi
wykonali widowiskowe mentalne salto i nagle zaczęli się nazywać trockistami i maoistami. Byle tylko nie używać określenia „komunista”. Ci trockiści mają do dziś ogromne
wpływy we Francji. Były premier Lionel Jospin należał przecież do jednego z ugrupowań trockistowskich. A w najbardziej znanym na świecie dzienniku francuskim „Le Monde”
pierwsze skrzypce gra grupa dziennikarzy, których idolem jest Lew Trocki. To tłumaczy, dlaczego we Francji komunizm nie jest uznawany za ideologię równie zbrodnicza jak nazizm. Duża część
elit jest po prostu wciąż pod jego wpływem.
Koniec komunizmu kojarzy się Rosjanom z przegraną zimną wojną, utratą znacznej części terytorium i kompletną ruiną. W Rosji komunizmu nie traktuje się jako ideologii, tylko jako pewną
epokę, w której ich kraj był potęgą.
*Alain Tourain – francuski socjolog, dyrektor badań w Wyższej Szkole Studiów Społecznych w Paryżu, który od lat bada ruchy społeczne, m.in. w latach 80. opisywał w Polsce „Solidarność”