: Mam nadzieję, że w tę samą stronę co dotąd, tylko szybciej. Potrzebna jest z jednej strony jeszcze większa wewnętrzna konsolidacja, z drugiej proces
samooczyszczenia, ale to wszystko musi służyć temu, by dwa lata, które zostały do wyborów, zostały wykorzystane do modernizowania Polski.
Oczywiście, że nie. Na razie radykalne decyzje podjął premier. Ale nie mamy złudzeń: musimy analizować dziesiątki czy setki sytuacji lokalnych, czy tam nie dochodzi do jakiegoś
patologicznego styku świata polityki i świata biznesu albo do upartyjniania instytucji państwowych.
Kiepski żart. Fakt, mamy od dwóch lat stabilne sondaże na poziomie 40 procent, ale dzięki temu zbliżamy się nie do władzy absolutnej, tylko do normalnego standardu demokratycznego. W
stabilnych państwach demokratycznych duże partie długimi dekadami oscylują wokół 30-40 % poparcia. Poza tym nie wierzę, że jesteśmy partią "teflonową", że żadne zarzuty
się nas nie imają. W sprawie afery hazardowej i pseudoafery stoczniowej Polacy uwierzyli nam, bo dostrzegli wolę samooczyszczenia.
Widzieli poza tym ewidentną manipulację ze strony szefostwa CBA. Ale to nie znaczy, że zaufanie do Platformy nie jest nadwątlone. Pozostaje duże, ale ma słabsze fundamenty. Jeśli pojawiłyby
się nowe afery, a nasza reakcja nie byłaby tak zdecydowana jak teraz, to kredyt zaufania mógłby się wyczerpać.
Ta ślepota może doprowadzić do rozbicia się Platformy na którymś z zakrętów? Nie wierzę w to. I premier, i nowe kierownictwo klubu, i ogromna większość szeregowych posłów ma świadomość, że Polacy uważnie przyglądają się temu, co robimy, i że kredyt zaufania jest mocno warunkowy.
Wewnętrzny pluraluizm jest naszą siłą. Słusznie się nim szczycimy. Tyle że do tej pory zapominano o nim, gdy przychodziło do wyboru władz. Tym razem jednak sprawy potoczyły się inaczej
i po raz pierwszy kierownictwo klubu odzwierciedla światopoglądową różnorodność Platformy.
Rzeczywiście, w początkowym okresie kształtowania nowych władz miałem zastrzeżenia do trybu ich powoływania. Uważałem, że znowu dokonuje się to gdzieś w zaciszach gabinetów, a nie
poprzez szerokie konsultacje. Ten zarzut jest już jednak nieaktualny, bo w ostatnich dniach Grzegorz Schetyna wykonał tytaniczną pracę, żeby wybór prezydium był jak najbardziej
demokratyczny.
Zastanawialiśmy się z Grzegorzem Schetyną, jak w nowym kierownictwie klubu uwzględnić tę wewnętrzną różnorodność poglądów, którą obaj traktujemy jako ogromną szansę. Spośród grona osób, o których rozmawialiśmy, przewodniczący zdecydował się na te dwa nazwiska. To była jego suwerenna decyzja.
Zdecydowanie nie zgadzam się z taką oceną moich działań. W ostatnich dniach pokazałem, że potrafię i chcę walczyć o dobre imię Platformy. W okresie najbardziej kryzysowym stałem sie jedną najbardziej rozpoznawalnych twarzy medialnych naszej partii. Sugestie że sytuuję się na wygodnej pozycji recenzenta, uważam za niesprawiedliwe.
Po pierwsze wszystkie swoje plany sytuuję wewnątrz Platformy. Za nasz cel główny uważam zwycięstwo PO w następnych wyborach parlamentarnych, bo dużych projektów modernizacji Polski nie da się przeprowadzić w ciągu jednej kadencji.
Rozczaruję pana. W katalogu moich celów objęcie jakiejś konkretnej funkcji odgrywa role czwartorzędną.
Rezygnując z funkcji wiceprzewodniczącego dowiodłem, że potrafię grać zespołowo i potrafię przedłożyć interes ogólny nad własne ambicje. Sam chciałbym skoncentrować się na sprawach Małopolski. Bo tam PO zawsze przegrywała, a ja nie lubię przegrywać.
Nie wykluczam tego. Ale celem numer jeden jest poprowadzenie małopolskiej Platformy do zwycięstwa w kolejnych wyborach parlamentarnych.
p
*Jarosław Gowin - poseł PO