Dziennik Gazeta Prawana logo

Najmniej krwawa polska partia

29 października 2008, 00:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU/Inne
Sto lat tradycji - tak zachwalają swoją partię politycy PSL. Zazwyczaj ku uciesze publiczności, bo stronnictwo jest partią o słabej reputacji. Wiadomo - kojarzy się z nepotyzmem, gminnymi układami, wiejską postkomuną itd. Łatwo więc przerobić owo sto lat tradycji na np. sto lat kolesiostwa. Ale jest przynajmniej jedna rzecz, która tę niezbyt sexy partię pozytywnie odróżnia od ugrupowań, zdawałoby się, bardziej nowoczesnych i europejskich - pisze w DZIENNIKU Piotr Gursztyn.

To różnica, którą warto docenić w takich momentach jak wyrzucenie Ludwika Dorna z PiS czy wyeliminowanie Jana Rokity z Platformy. PSL jako jedyne polskie ugrupowanie nie eksterminuje upadłych przywódców ani partyjnych dysydentów. Trzeba przyznać, że to niezgodne z polską polityczną normą. Bo Dorn, Ujazdowski, Zalewski, Śpiewak, Rokita zostali ze swoich partii wyrzuceni lub wypchnięci nie z powodu zarzutów kryminalnych czy jawnego łamania statutów partyjnych. Wylecieli, bo śmieli krytykować przywódców lub aspirowali do zajęcia ich miejsca - zaznaczmy to wyraźnie - legalną metodą, np. chcąc startować w wyborach na szefa partii. Upraszczając: byli karani za odmienne poglądy.

W każdym z tych przypadków ktoś powie, że ten i ów sam rzucił partyjną legitymacją. Zgoda, ale tak się złożyło, że współzałożyciele najważniejszych partii - np. Olechowski czy Marcinkiewicz - dziś są poza nimi. A obecna czołówka PiS i PO nie przypomina tej sprzed dwóch lat. A w PSL? Waldemar Pawlak stracił dziesięć lat temu stanowisko prezesa. Po latach je odzyskał. Jego następca, Jarosław Kalinowski, też stracił prezesowski fotel, ale dziś jest przewodniczącym rady naczelnej PSL. Nikt nie wpadł na pomysł, by pozbyć się konkurencji, wyrzucając ją z partii. Jest wprawdzie przykład Janusza Wojciechowskiego, który wyszedł z PSL. Stało się to jednak długo po tym, jak przestał być liderem partii. A prawdziwą przyczyną były próby stworzenia własnego ugrupowania - bez tych działań Wojciechowski prawdopodobnie nadal byłby w PSL. Świadczą o tym przypadki Romana Jagielińskiego, który też chciał tworzyć własną formację. Po latach prób realizowania na zewnątrz przywódczych ambicji posypał głowę popiołem i ostatnio wrócił do PSL. Wygląda na to, że mu wybaczono.

PSL ma skomplikowany system podejmowania decyzji. Prezes, Naczelny Komitet Wykonawczy, rada naczelna, szef klubu parlamentarnego, mocne szefostwa struktur wojewódzkich. Cały ten konglomerat wzajemnie się blokuje, struktura jest powolna, ale uniemożliwia przejęcie władzy przez zbyt ambitnego i samowładnego prezesa. Ludowcy dorobili do tego całą ideologię, że to wynik ich chłopskiej zdolności do samoograniczeń. Ale rzeczywiście Marek Sawicki, mimo ogromnej niechęci między nim a Pawlakiem, może czuć się w miarę bezpiecznie. A i Pawlak, choć wie, że Sawicki ryje pod nim, nie musi być wobec niego przesadnie okrutny.

W PSL słychać ostatnio głosy, że czas zmodernizować partię, bo w kolejnych wyborach może spaść poniżej progu wyborczego. Dobrze by było, gdyby w ramach unowocześniania ludowcy nie zrezygnowali z tego staromodnego, ale naprawdę dobrego, prawa łaski dla upadłych liderów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj