Ludzie obecnej ekipy rządowej triumfują, bo tym razem weto prezydenta zostanie obalone - i sześciolatki pójdą w przyszłym roku do szkół. Co prawda nie wszystkie i w pierwszych latach na zasadzie dobrowolności. Lewica chce poprzeć w tej sprawie Platformę Obywatelską.
>>> Michalski: Najgłupsze weto tej prezydentury
Po drugiej stronie tego sporu nie widać podobnej determinacji istotnych środowisk. Zdeterminowani są jedynie ministerialni urzędnicy
Są zdeterminowani, a nawet prowadzeni czysto rewolucyjnym przekonaniem, że opory społeczne trzeba łamać aby mógł wreszcie zapanować postęp. Mało kto dziś pamięta, że kujawsko-pomorskie kuratorium oświaty przygotowało wiele miesięcy temu raport, z którego wynika (a były to wyniki badań ekspertów, psychologów dziecięcych), że polskie sześciolatki nie są przygotowane do tego eksperymentu.
>>> Król: Prezydent zaszkodził wnuczce
I nie chodzi tu tylko o to, że polskie państwo nie oferuje im na razie odpowiednio przystosowanych sal lekcyjnych, w których mogłyby się uczyć bardziej w formie zabawy niż wkuwania w niewygodnych ławkach.
Wiceminister edukacji Marciniak odpowiedział na te badania pokrętnym twierdzeniem, że trzeba zmienić samą szkołę. Albo - to inna hipoteza - może za eksperymentem nie nadąża polska rodzina.
Ten argument powinien wystarczyć. Ale MEN zapewne zamówi kolejne badania, gdzie wszystko będzie się już zgadzało.
Tymczasem pojawiają się prognozy, że wielki kryzys może potrwać kilka lat, a wraz nim budżetowe trudności wszelkich władz publicznych. Czy można się więc dziwić, że nawet rok 2012 jako granica, po której edukacja sześciolatków nie w przedszkolach, a w tych niemiłych miejscach, będzie obowiązkowa, nie budzi zaufania rodziców?
Co ciekawe kiedyś, u początku swoich rządów, takie wątpliwości wyrażał publicznie Donald Tusk. Podobno był wtedy pod wpływem żony swego czołowego doradcy Rafała Grupińskiego, który sam ma potomstwo będące przedmiotem tych sporów. Później jednak premier przestał się tą tematyką interesować. uznając najwyraźniej, że to decyzja nie polityczna a resortowa. Szkoda.
Szkoda, bo co prawda są sytuacji, gdy każdy rząd powinien iść wbrew opinii publicznej, łamać rozmaite opory. To jednak nie jest ten przypadek.
Jak zauważył kiedyś Robert Mazurek w Anglii test gimnazjalny to przedmiot ożywionej debaty, także i w mediach.