Gdyby patologie polskiej polityki oceniać wyłącznie przez pryzmat prokuratorskich zarzutów i sądowych wyroków, bylibyśmy krajem w zasadzie wolnym od korupcji. W rankingach transparentności zajmowalibyśmy miejsce gdzieś koło Danii.

Reklama

Rzeczywistość jest inna – w korupcyjnym rankingu Transparency International Polska zajmuje miejsce w piątej dziesiątce.

Różnica między poziomem korupcji wynikającym z rankingów a liczbą skazanych za to przestępstwo urzędników nie bierze się z braku możliwości organów ścigania. Determinacja garstki prokuratorów sprawiła, że w ciągu kilku lat za ustawianie meczów na ławie oskarżonych zasiadła piłkarska elita. Prokuratura udowodniła to, o czym kibice wiedzieli od dawna.

Udokumentowanie korupcji na szczytach władzy jest trudniejsze, bo organa ścigania zależą od tych, których mają kontrolować. Przykład porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika pokazuje, że nawet lokalne elity są w stanie zablokować śledztwo. Wyjaśnianie okoliczności zbrodni ruszyło pełną parą, dopiero gdy wzięli się za to posłowie z komisji śledczej.

Gdyby nie powstała komisja hazardowa, Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki mogliby, jako oczyszczeni z zarzutów, wrócić do czynnej polityki. Za nimi po salonach przechadzałby się załatwiacz Marcin Rosół.

Przesłuchania ujawniły jednak patologiczne mechanizmy zarządzania ministerstwem sportu, skompromitowały byłego szefa klubu PO. Nie pojawiły się zarzuty, ale w aferze hazardowej mało jest niedomówień. Wiadomo, kto był czarnym charakterem.

Siłą komisji śledczych jest jawność. Obnażenie patologii nie powoduje co prawda, że one znikają, ale zmusza rządzących do poważniejszego traktowania prawa. I nawet jeśli robią to z obłudy, a nie wewnętrznej potrzeby, to i tak idą w dobrym kierunku.

Oczywiście wielką rolę odgrywają tu media. To od ujawnionych przez nie faktów swoją działalność zaczynała większość komisji. Także od ich zaangażowania zależy, czy do opinii publicznej trafiają tylko groteskowe zachowania śledczych, czy też fakty pokazujące poziom zepsucia politycznych elit.