Chlebowski podkreśla w wywiadzie dla "Polski", że zawsze był przeciwnikiem dopłat, które miały być nałożone na przedsiębiorców z branży hazardowej. Według niego, budżet wręcz straciłby na tym. I to nawet półtora miliarda złotych.

"Mam na to opinie politechnik Warszawskiej, Łódzkiej, AGH w Krakowie i PAN. Sugerowałem ministrowi finansów, żeby - zamiast stosować dopłaty - podnieść podatki. Mam stenogram z mojej konferencji prasowej i wszystko, co mówiłem, pokrywa się z założeniami nowej ustawy hazardowej przyjętymi przez rząd" - przekonuje Zbigniew Chlebowski.

I wyjaśnia dalej, że na te dopłaty i tak zrzucaliby się grający. "Grając na jednorękim bandycie za 100 złotych, w efekcie dysponowalibyście pulą 90 złotych, bo już na wejściu zostalibyście skasowani na 10 złotych za dopłaty. To podwyższenie podatków oznaczałoby większe przychody do budżetu" - twierdzi Zbigniew Chlebowski.

Pytany biznesmeni z branży hazardowej, którzy kontaktowali się z politykami PO, Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek, chcieli mniej zarabiać i właśnie dlatego byli przeciw dopłatom, odpowiada: "Nie wiem, jakie były ich intencje. Ale wiem, że dopłaty są jedynie zasłoną dymną".

Zbigniew Chlebowski twierdzi, że prawdziwa gra w nowelizacji ustawy hazardowej toczyła się o wideoloterie. "Totalizator Sportowy chciał takiego sformułowania przepisów, które pozwalałoby na nieograniczony rozwój wideoloterii. Znam szczegóły umowy z 2001 roku zawartej między amerykańską firmą a Totalizatorem na dostarczenie systemu umożliwiającego przyjmowanie zakładów w czasie rzeczywistym i dostarczenie lottomatów. Ta umowa jest bardzo niekorzystna, bo daje amerykańskiej firmie prowizję od dochodów Totalizatora. Była ona akceptowana i forsowana przez polityków lewicy i prawicy: - oskarża był szef klubu parlamentarnego PO.

"Umowa obowiązuje do 2011 roku, czyli niebawem wygasa. Gdyby nowa ustawa hazardowa o wideoloteriach weszła w życie, to amerykańska firma, która obsługuje Totalizator, mogłaby dostać nowy kontrakt opiewający na 2-3 mld zł. To za tym kontraktem chodzą prawdziwi lobbyści" - mówi Chlebowski "Polsce".

Co by się stało, gdyby ustawa została napisana pod dyktando Totalizatora? "W każdym punkcie lotto można by postawić maszynę hazardową. Nieważna byłaby odległość od szkoły, kościoła, opinia gminy. Na każdym rogu mielibyśmy jednorękiego bandytę, który tylko wyglądałby inaczej. Chciałem zahamować ich rozwój, podnieść podatki obecnej branży, uporządkować hazard w internecie. Byłem przeciwko liberalizacji hazardu" - zapewnia Chlebowski.