Ale czy wezwanie prezydenta przed komisję śledczą jest w ogóle możliwe? Jednoznacznej wykładni prawnej nie ma, nie wiadomo nawet, czy prezydent przed komisją może w ogóle zeznawać. "W świetle dotychczasowego orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego i praktyki do stawienia się w celu złożenia zeznań" - podkreśla konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski.
Platforma się jednak upiera. "Jeśli są wątpliwości, to trzeba je wyjaśnić" - podkreśla nasz rozmówca z kierownictwa klubu PO. I dodaje: "
Jedyne dotychczas znane informacje łączące prezydenta z hazardem pochodziły z 2006 roku. Media opisywały, że który za doprowadzenie w 2001 roku do kontraktu tej firmy z Totalizatorem Sportowym dostał 20 mln dolarów. Twierdził potem, że była to suma przeznaczona na "monitorowanie polskiego rządu". Jego spotkanie z prezydentem w lutym 2006 roku miał zorganizować społeczny doradca Kaczyńskiego Michał Kleiber - szkolny kolega Blassa.
>>>Prezydent i hazard? To śmieszne
W Sejmie są aż trzy projekty uchwał powołujących komisje, a tylko do jednej, tej autorstwa Platformy, wpisano wideoloterie. Dlaczego? "To nie przypadek, O tym, że lobbował na rzecz jednej z firm zajmujących się wideoloteriami, mówiła między innymi ówczesna minister skarbu Aldona Kamela-Sowińska. Tę sprawę trzeba wyjaśnić" - przekonuje nasz rozmówca. "To są jakieś bzdury. Nigdy nic takiego nie mówiłam, nawet nie wiem, co to są wideoloterie" - podkreśla.
Platforma liczy jednak na to, że PiS będzie zmuszone zgodzić się na przesłuchanie prezydenta. "Wtedy, gdy to właśnie środowisko Prawa i Sprawiedliwości najgłośniej krzyczało, że to skandal i że wobec prawa wszyscy są równi" - przypomina jeden z naszych rozmówców. "Dlatego Kaczyński nie będzie miał wyjścia i będzie musiał się pojawić" - zapowiada ważny polityk PO.
PiS nie mówi "nie", ale jednocześnie podkreśla, że taki wniosek byłby kolejnym dowodem na to, że Platforma całą sprawę afery hazardowej chce zamieść pod dywan. W sprawie afery hazardowej trzeba wyjaśnić rolę Chlebowskiego, Drzewieckiego, Schetyny i wreszcie premiera Tuska, a nie prezydenta" - mówi Adam Hofman z PiS.
W 2003 roku komisja śledcza badająca aferę Rywina chciała powołać na świadka Aleksandra Kwaśniewskiego. Ten oświadczył jednak: "Ja mogę się stawić. Mogę zaśpiewać i zatańczyć, tylko po co? I przed komisją ostatecznie się nie pojawił. Dwa lata później prezydenta Kwaśniewskiego chciała przesłuchać komisja ds. Orlenu, znów się jednak nie udało. "W komisji mamy do czynienia z głęboką demoralizacją. (...) Odmawiam uczestnictwa w politycznej awanturze" - oświadczył w marcu 2005 r. Kwaśniewski, na dzień przed zaplanowanym przesłuchaniem. Po raz kolejny były prezydent miał stanąć w 2005 r. przed komisją badającą prywatyzację banków. Jednak wcześniejsze wybory parlamentarne zakończyły jej pracę