Gdyby tak było, jak przedstawia to były premier, to mogło dojść do złamania prawa. W grę wchodzi "podżeganie do przestępstwa" albo nawet "przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego". Najważniejsze są fakty, a ich ustaleniem zajmie się Prokuratura Krajowa. Ma 30 dni na czynności sprawdzające. Po ich zakończeniu zdecyduje, czy są podstawy do wszczęcia śledztwa.
Od przesłuchania Kazimierza Marcinkiewicza. Na razie jednak najważniejsza osoba, która według byłego premiera była uczestnikiem tej rozmowy, kategorycznie zaprzecza. Witold Marczuk, były szef
ABW, twierdzi przecież, że prezydent do niczego takiego go nie namawiał. Oskarżenia byłego premiera są jednak poważne i nie można ich zlekceważyć.
Wszystkie osoby, których nazwiska premier poda, będą przesłuchane. Żeby odtworzyć sferę faktograficzną, trzeba jednak będzie przeprowadzić żmudne ustalenia. Nie złapano przecież nikogo
na gorącym uczynku. Na razie mamy słowo przeciwko słowu.
Oczywiście, prokuratura będzie próbowała znaleźć ten dokument. Wystąpi do wszystkich instytucji, w których mógł się znajdować. Ponieważ pan Marczuk był szefem ABW, to trzeba będzie
zacząć od Agencji.
Z całą pewnością. Trzeba będzie szukać wszędzie tam, gdzie notatka mogła się znaleźć w oryginale albo kopii. Prokurator prowadzący zdecyduje, do kogo się zwrócić. Przecież pan Marczuk
nie mógł wziąć tego dokumentu do kieszeni i trzymać w domu.
Nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo za chwilę mi ktoś zarzuci, że sugeruję, w jakim kierunku ma być prowadzone postępowanie.
Kazimierz Marcinkiewicz jest osobą wiarygodną. Skala poparcia pokazuje, że wierzy mu także społeczeństwo. Nie bardzo mogę sobie wyobrazić, żeby miał zmyślać. Ale to moje indywidualne
odczucia.
Nie sądzę. Komisje mają swoje role, ale przecenia się ich możliwości. Zresztą sama komisja śledcza bez prokuratury nie jest w stanie zbyt wiele ustalić. Nie ma np. możliwości zrobienia
przeszukania czy przeprowadzenia innych dowodów. Uważam, że wystarczy prokuratura.