Ponieważ jestem przeciwny wykorzystywaniu idei sportu olimpijskiego do prowadzenia rozgrywek politycznych. A obecna sztafeta daleka jest od swojego pierwotnego
charakteru. Przerodziła się w spektakl polityczny, który nie powinien mieć miejsca podczas przygotowań do igrzysk.
Od momentu, gdy ostatnio doszło do stłumienia zamieszek w Tybecie, zacząłem otrzymywać sporo korespondencji w sprawie mojego udziału w sztafecie. Listy przysyłane były do biura poselskiego,
na adres domowy, otrzymałem też setki maili. Dziennikarze przypuścili na mnie zmasowany atak. Większość pytań brzmiała: kiedy pan ogłosi decyzję o rezygnacji? W prasie pojawiło się
mnóstwo publikacji krytykujących mój udział w sztafecie.
Nie o to chodzi. Ja nigdy nie poddaję się presji przy podejmowaniu ważnych w moim życiu decyzji.
Nie. Moja decyzja była gruntownie przemyślana, suwerenna i niezależna od czyichkolwiek nacisków, opinii czy kierowanej pod moim adresem krytyki. Nie była też podjęta z dnia na dzień, ale po
licznych konsultacjach, w tym w Parlamencie Europejskim.
Każdy ma prawo do wyrażania swych poglądów w odpowiadający mu sposób. Obydwoje reprezentują świat kultury i sztuki, więc mają inną motywację niż ja. Swoją decyzję podjąłem przede wszystkim jako sportowiec. Udział sportowców w sztafecie olimpijskiej był od wieków nieodłącznym elementem igrzysk, które nigdy nie były w żaden sposób związane z polityką. Rywalizacja sportowa jest zbyt piękna, by ją brukać w ten sposób.
Ich protest jest z pewnością pozytywną reakcją i zrozumiałym wyrazem protestu przeciwko działaniom chińskich władz. Jednak prawdą jest też, że dopóki o Tybecie nie zrobiło się głośno,
większość osób dzisiaj protestujących nawet o sprawie nie wiedziała.
Podkreślam, że igrzyska zawsze były okresem, kiedy zamierały wojny, a do czystej rywalizacji sportowej stawali reprezentanci wielu narodów. Nie było wtedy przyjaciół i wrogów, nie było
polityki i wojen. Liczyła się tylko rywalizacja sportowa. Jako sportowiec tak właśnie interpretuję idee olimpizmu. Sztafeta olimpijska i ceremonia otwarcia są integralną częścią igrzysk.
Nie powinny być w żadnym stopniu kojarzone z polityką. To, że polityka wdarła się na arenę sportową i bierze górę nad ideą olimpijską, jest dla mnie nie do przyjęcia.