To jest tylko prognoza. A więc sprawa z natury rzeczy podlegająca dyskusji. Styczniowa prognoza wydawała nam się realistyczna w tamtych warunkach. A teraz po prostu
oceniam, że dzisiejsza ocena Komisji jest zbyt pesymistyczna. Zresztą, jak spojrzy pan na prognozy znakomitej większości polskich analityków, to wszyscy potwierdzą to samo – będziemy
na plusie, wzrost gospodarczy będzie dodatni. I mamy twarde podstawy, by tak sądzić.
>>>PiS: Upadek gospodarczy będzie dotkliwy
Nie, absolutnie nie. To jest tylko prognoza. Oni podali swoją, my mamy swoją. Oni zakładają, że rząd nie podejmuje żadnych działań, my wiemy, że robimy dużo, by nie dopuścić do
recesji.
>>>PO o kryzysie: Spokojnie, bez paniki
Nie muszę, ale chcę. Bo jestem większym optymistą. Bo wiem, że Komisja zbyt wysoko założyła poziom oszczędności Polaków, jakby zakładając, że nie wydadzą tych pieniędzy, tylko je
odłożą. Podobnie zrobili w roku 2008 i to nasze dane okazały się precyzyjne. Po drugie dziwnie nisko oszacowali nasze inwestycje, a przecież jeśli, choćby spojrzeć na budownictwo
mieszkaniowe, to mamy wzrost oddanych mieszkań o 18 procent.
No i jeszcze nie doceniają wzrostu inwestycji rządowych, w tym drogowych. A jak to wszystko weźmiemy razem, to pojawia się odpowiedź na pytanie, dlaczego się z tą prognozą nie zgadzam.
Oczywiście. I tak robią ze wszystkimi państwami, z Francją i Niemcami także.
Trudno mi powiedzieć. Ja zajmuję się Polską i widzę, że produkcja przemysłowa w marcu lekko wzrosła, widzimy dobre rzeczy dotyczące inwestycji. I to by oznaczało, że trochę się od tych
Niemiec odklejamy. Oby tak było, choć oczywiście sytuacja w Niemczech ma na nas duży wpływ. Ale na razie wyniki eksportu też są nie najgorsze.
Na pewno nie będzie tak źle, jak mówi ta prognoza.
Tak, bo panowie doskonale wiedzą, w jakich czasach żyjemy. Weźmy Słowację, która trzy miesiące temu miała prognozę wzrostu plus 2,6, a dziś ma minus 2,6. Więc trzeba ostrożnie
prognozować. Taki jest dziś świat. A więc odpowiedzialnie mogę powiedzieć, że według naszych obecnych przewidywań prognoza komisji jest nietrafiona. Mimo otoczenia, jakie mamy, przesadnie
pesymistyczna.
Jeżeli będzie potrzeba, to na pewno budżet znowelizujemy.
Jeszcze nie mamy tej pewności. Ale jeśli będzie potrzeba, to nie ma żadnej wątpliwości, że to zrobimy. I najprawdopodobniej w lipcu, bo wtedy będziemy już mieli informacje dotyczące
pierwszego półrocza.
Na pewno nie możemy w trakcie roku podnieść podatków typu PIT, od dochodów osobistych, bo to można zrobić tylko na kolejny rok. Podwyżka składki rentowej jest teoretycznie możliwa, choć
byłaby bardzo niepożądana. Gdybyśmy jednak stanęli przed perspektywą dużo niższych dochodów niż prognozowane, to wtedy mamy następujący wybór: możemy więcej oszczędzać, zwiększyć
deficyt, czyli się zadłużać, lub zwiększyć dochody np. przez wzrost akcyzy. I każdy z tych wariantów jest zły, nie ma wątpliwości. Wtedy trzeba będzie – jak to zazwyczaj w
kryzysie – wybierać najmniejsze zło.
Tu mówię jasno. By wejść do strefy euro, musimy mieć zmienioną konstytucję, stabilny kurs złotego i niski poziom deficytu budżetowego. I wszystko musi zdarzyć się naraz. Na razie tak nie
jest. I tyle mogę o tym powiedzieć.