Dziennik Gazeta Prawana logo

Gra o fotel trwa, ale Buzek bliżej zwycięstwa

19 czerwca 2009, 00:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Donald Tusk kontra Silvio Berlusconi. Po wczorajszym spotkaniu na szczycie oficjalnie nadal nie wiadomo, kto zostanie kandydatem na szefa parlamentu europejskiego - Polak czy Włoch? Ale Jerzy Buzek jest bliżej niż kiedykolwiek kierowania zgromadzeniem w Strasburgu.

Szef polskiego rządu i premier Włoch pozostali przy swoim. Tak deklarowali po spotkaniu: gra o fotel szefa europarlamentu toczy się dalej. Rozstrzygnięcie ma zapaść w głosowaniu 7 lipca. Wiadomo na pewno, że za Buzkiem są Niemcy.

Jednak według nieoficjalnych informacji płynących z Brukseli - zarówno z polskiej delegacji, jak i spoza niej - szef rządu Włoch dał do zrozumienia, że byłby gotów wycofać swojego kandydata w zamian za jedną z najważniejszych tek w Komisji Europejskiej.

>>>Zobacz, jak Tusk grał w Brukseli o Buzka

. Tuż przed południem, czyli planowanym rozpoczęciem rozmowy, do polskiej delegacji dociera informacja, że Berlusconi do Brukseli przyleci spóźniony i na spotkanie z Tuskiem może nie mieć czasu. Do rozmowy dochodzi z opóźnieniem. Tuż przed nią Berlusconi oznajmia: "Mauro to lepszy kandydat od Buzka. W wyborach do Parlamentu Europejskiego głosowało 60 proc. Włochów i tylko 25 proc. Polaków. Moją partię poparło najwięcej wyborców w całej Europie - 12 mln. A PO - tylko 3,4 mln."

Po chwili mina mu jednak rzednie. Dlaczego? Między nim a Tuskiem siedzą jeszcze szef EPP Wilfried Martens oraz przewodniczący grupy chadeków w europarlamencie Joseph Daul. Po półgodzinnej rozmowie nikt nie czuje się jednoznacznym zwycięzcą. "Zostaliśmy przy swoich stanowiskach" - mówi do dziennikarzy Tusk.

bo poza południem Europy popierają go wszystkie kraje Unii. "Rozpoznanie, które poczyniliśmy, upoważnia mnie do zachowania optymizmu" - deklaruje premier.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika jednak, że głosowania może nie być potrzebne. Dlatego zrobi wszystko, by przed 7 lipca w zamian za rezygnację swojego kandydata zapewnić sobie równie ważne albo nawet ważniejsze stanowisko.

Włosi walczą o stanowisko ministra spraw zagranicznych UE, które pojawi się po wejściu w życie traktatu lizbońskiego. Tą funkcję miałby objąć Franco Frattini, obecnie minister spraw zagranicznych Włoch. Jak mówią nam nieoficjalnie współpracownicy Tuska, włoski premier może liczyć na nasze wsparcie. "Poprzemy Frattiniego. Berlusconi usłyszał wczoraj taką sugestię" - deklarują nasi rozmówcy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj