Posiedzenie ma być jednodniowe. Delegaci spotkają się w Warszawie. Ale nie w lipcu, jak było to zapowiadane. Dlaczego? "Docierają do nas sygnały, że działacze zaplanowali urlopy" - niechętnie przyznał wczoraj szef zarządu głównego PiS Joachim Brudziński, sugerując, że bardziej prawdopodobnym terminem jest wrzesień.

Reklama

>>>Jarosław Kaczyński traci zimną krew

"Nie możemy dopuścić, by była zła frekwencja, bo nas dziennikarze zjedzą" - żartował inny członek władz partii. "Rozmawiałem właśnie z prezesem i mogę powiedzieć, że kongres odbędzie się we wrześniu. To przesądzone" - wyjaśnił nam po południu rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak.

>>>Kaczyński prowadzi obłąkańczą politykę

Czym się zajmie kongres? Odkładanymi od niemal dwóch lat zmianami statutowymi. Oficjalnie głęboką korektę mechanizmu sprawowania władzy w PiS postulowali zbuntowani wiceprezesi partii, m.in. Ludwik Dorn w końcu 2007 roku, a więc zaraz po przegranych wyborach parlamentarnych. Wówczas dla uspokojenia nastrojów Jarosław Kaczyński zapowiedział szeroką debatę na temat większej demokratyzacji partii.

Jakie zmiany w statucie partii może wprowadzić kongres? "Na pewno szefów zarządów okręgowych nie będzie już wskazywać prezes partii" - mówi nam proszący o anonimowość polityk PiS. Prezesów zarządów okręgowych PiS jest czterdziestu. De facto rządzą partią w terenie i reprezentują ją w najważniejszych gremiach centralnych. Mają też spory udział w tworzeniu list wyborczych, także dlatego że terytorialnie struktury partyjne pokrywają się z okręgami parlamentarnymi.

Dziś prezesi zarządów okręgowych to w 100 proc. osoby wskazywane przez Jarosława Kaczyńskiego. Wielu z nich nie ma poparcia. Na przykład w Katowicach. "U nas rządzi posłanka Maria Nowak, która w normalnych okolicznościach nie miałaby szans na wybór" - utyskuje śląski działacz PiS.

To minimum zmian, jakie wskazują partyjni reformatorzy. Ich zdaniem może być to pierwszy przyczółek do dalszej demokratyzacji partii. Jaki miałby być następny krok? Demokratyzacja wyborów szefów rad regionalnych. Tych w partii jest szesnastu. Tworzą pomost między strukturami terenowymi a prezesem. Dziś wskazuje ich także Jarosław Kaczyński. Gdy rada nie zaakceptuje jego kandydata, głosowanie zostaje powtórzone. Tak było w 2008 roku, gdy małopolscy działacze nie poparli w pierwszym głosowaniu Zbigniewa Wassermanna. "Gdyby udało się przekonać prezesa do zmian, i na tym poziomie, byłbym pozytywnie zszokowany" - mówi znany poseł PiS. Ale nie ma złudzeń. "Dla Jarosława to byłoby całkowite zaprzeczenie modelu partii, w który wierzy" - przyznaje.

Błaszczak zapewnia, że nic nie jest jeszcze przesądzone. "Nie jest tak, że jest już gotowy dokument. Chcemy dyskutować, docierać te zapisy w dyskusji" - mówi. I zaznacza, że statut PiS nie różni się bardzo od innych partii, choćby od PO. "Tam szefa klubu parlamentarnego można wybrać wbrew władzom partii, co wydarzyło się w poprzedniej kadencji, a w PiS wskazuje go prezes" - zauważamy. "O tym też można dyskutować" - twierdzi Błaszczak.