Ministerstwo niechętnie przyznaje, że faktycznie pracuje nad pomysłem likwidacji małych prokuratur i sądów. "W resorcie sprawiedliwości trwają wstępne, studyjne prace dotyczące restrukturyzacji niewielkich rejonowych sądów i prokuratur" - potwierdza DZIENNIKOWI prokurator Maciej Kujawski z biura informacji ministerstwa.

Reklama

Co te enigmatyczne słowa oznaczają? Przede wszystkim likwidację prokuratur i sądów rejonowych, w których pracuje do 5 prokuratorów lub orzeka do 10 sędziów. Prokuratury i sądowy rejonowe to pierwszy szczebel w hierarchii wymiaru sprawiedliwości. Tu trafia większość prostych spraw: od włamań po napady.

Dlaczego resort chce likwidacji tych jednostek? "Minister Czuma szuka oszczędności. Obiecał premierowi 245 milionów' - mówi nam wysoki rangą urzędnik z pałacu sprawiedliwości.

Plany likwidacji małych prokuratur powstają w biurze prezydialnym Prokuratury Krajowej w resorcie sprawiedliwości. DZIENNIK dotarł do treści specjalnych ankiet, które resort sprawiedliwości rozesłał do prokuratur rejonowych. Urzędnicy ministerstwa pytają w nich, czy w miejscowości działa także sąd rejonowy, ile śledztw przypada na jednego prokuratora, jak często mają oni dyżury. Jeśli w miejscowości nie ma sądu, to urzędnicy pytają o odległość do najbliższego miasta, w którym działa sąd rejonowy, chcą też wiedzieć, czy sprawnie działa komunikacja.

>>>Rząd tnie wydatki na programy i składki

Podobne analizy dotyczą małych sądów. A jest ich w Polsce aż 108, czyli ponad jedna trzecia wszystkich działających sądów rejonowych. Zlikwidowany może zostać na przykład sąd w Kamieniu Pomorskim w województwie zachodniopomorskim, a czterech orzekających tam sędziów zostanie przeniesionych do Świnoujścia. "Ale to absurd, bo aby dostać się do Świnoujścia, trzeba tam najpierw dojechać i przeprawić się promem, który często jest zakorkowany" - mówi nam jeden z sędziów orzekających w tamtym regionie.

Maciej Kujawski z biura prasowego Ministerstwa Sprawiedliwości twierdzi jednak, że likwidacja nie musi oznaczać zamykania placówek - mogą być przekształcone w ośrodki zamiejscowe. "Te twory można porównać do ekspozytur oddziałów banków. Sprawy przyjmują, ale decyzje zapadają w oddziale, gdzie pracują decydenci" - tłumaczy prokurator Małgorzata Bednarek, prezes Niezależnego Stowarzyszenia Prokuratorów "Ad Vocem".

Tyle że zdaniem prokuratorów i sędziów oszczędności mogą okazać się iluzoryczne. "Szefami ośrodków zamiejscowych będą kierownicy z podobnymi pensjami co szefowie prokuratur rejonowych" - twierdzi prokurator Bednarek. Jedynym zyskiem będzie odebranie szefowi jednostki dodatku funkcyjnego. "To nie zrównoważy kosztu nowych druków, tablic i pieczęci" - mówi sędzia Michał Strączyński, wiceprezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia".

Reforma może spowodować kolejne komplikacje w działaniu i tak niewydolnego już wymiaru sprawiedliwości. Akta spraw zaczną krążyć między prokuraturami a ich ekspozyturami, świadkowie i oskarżeni będą mieli dalej na przesłuchania i rozprawy. "To kosztuje i po prostu wydłuży się czas trwania śledztw" - dodaje prokurator Bednarek.

Na inny aspekt sprawy uwagę zwraca też były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. "Skasowanie prokuratury czy sądu w małej miejscowości może być katastrofą dla lokalnej społeczności. W efekcie z małego miasteczka zniknęłaby inteligencja" - zauważa Ćwiąkalski.

<hr>

TOMASZ BUTKIEWICZ: Co pan sądzi o planach likwidacji małych sądów rejonowych i prokuratur? Nad taką reformą trwają obecnie prace w resorcie sprawiedliwości.
MACIEJ STRĄCZYŃSKI*: Pomysł zlikwidowania małych sądów rejonowych jest typowym przykładem patrzenia na Polskę z punktu widzenia dwumilionowej stolicy. Taka likwidacja spowodowałaby dla obywateli dwu-, trzykrotne wydłużenie przejazdów, aby załatwić sprawę w sądzie i prokuraturze. Zmusiłoby to też pracowników prokuratur i sądów do codziennych dojazdów do pracy w innych miejscowościach - a za to zapłacą przecież podatnicy.

Resort sprawiedliwości twierdzi jednak, że reorganizacja nie oddali obywateli od sądów, bo zakłada powstanie w miejsce likwidowanych placówek tzw. ośrodków zamiejscowych.
Wtedy jedynym zyskiem byłoby odebranie obecnemu szefowi jednostki dodatku funkcyjnego. To nie zrównoważyłoby kosztów wymiany druków, tablic, pieczątek.

Po co w takim razie reforma?
Kilkakrotnie przeprowadzano już próby likwidacji sądów lub prokuratur i z reguły tworzono je potem na powrót. Na przykład kilka lat temu Sąd Okręgowy w Ostrołęce został zlikwidowany i włączony do okręgu w Łomży. Trzy miesiące później utworzono go na nowo. Kosztowało to milion złotych. Twórcy takich pomysłów zupełnie nie biorą pod uwagę realiów geograficznych, demograficznych i komunikacyjnych w Polsce, która nie jest wszak wielkim miastem podzielonym na dzielnice.

*Maciej Strączyński, sędzia, przewodniczący wydziału karnego Sądu Okręgowego w Szczecinie, wiceprezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”

Reklama