W ubiegły czwartek Sejm rozdzielił funkcję ministra sprawiedliwości od stanowiska prokuratora generalnego. Od przyszłego roku, jeśli nowelizacja wejdzie w życie, szef prokuratury miałby być powoływany przez prezydenta na jedną sześcioletnią kadencję spośród dwóch kandydatów wskazanych przez Krajową Radę Sądownictwa i Krajową Radę Prokuratorów.

Reklama

Anna Gielewska: Wyobraźmy sobie, że jest lipiec 2010 r. i nie jest pan już prokuratorem generalnym. Wybucha sprawa samobójstwa strażnika więziennego Wojciecha Franiewskiego. Co pan może wtedy zrobić? Dzisiejszych narzędzi działania już pan przecież nie ma.
Andrzej Czuma*: To samo co teraz. Narzędzia będzie miał prokurator generalny. Ale minister i premier zawsze mogą zwrócić uwagę prokuratorowi generalnemu na pewne bardzo istotne wydarzenia.

>>> Rząd zamknie sto sądów z oszczędności?

Ale nie będzie pan już mógł, tak jak teraz, powoływać specjalnych zespołów, polecać przygotowania raportów?
To będą kompetencje prokuratora generalnego. A ja nim nie chcę być. Ja będę mógł się zwrócić do niego z prośbą o podjęcie takich działań i żaden prokurator na pewno nie będzie lekceważyć takiej prośby. Zwłaszcza jeśli uczyni to premier. W reformie sprawiedliwości zachowane są przecież mechanizmy oddziaływania legalnie wybranego rządu na działania prokuratora generalnego. I jest ich co najmniej kilka. To nie jest puszczenie samopas prokuratury i zamknięta korporacja. Takie zarzuty są nieprawdziwe.

Czym się będzie różnić pana praca na co dzień po wejściu reformy w życie?
Nie będę musiał się zajmować sporym działem spraw, którymi zajmuje się prokurator generalny. Ale zostanie mi jeszcze bardzo dużo (śmiech). Minister nadzoruje jeszcze od strony administracyjnej sądownictwo, monitoruje służbę więzienną, komorników, notariuszy, radców prawnych, adwokatów...

To ile procent obowiązków panu odpadnie?
Nie wiem, może ze 20 proc.

czytaj dalej



Na razie rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości przyjął Sejm, teraz projekt trafi do Senatu. A co potem? PO odrzuci z lewicą weto prezydenta?
Takie stanowisko SLD i Nowej Lewicy wypracowałem w ostatnich miesiącach. Ich poparcie będzie, lojalnie współpracujemy.

Pan wypracował? Na czym to polegało?
Przeważnie ja. Regularnie spotykaliśmy się i dogadywaliśmy rozwiązania legislacyjne. To samo chciałem zrobić z PiS. Nawet ustąpiłem na prośbę kolegów z PiS z mojej starannie uzasadnionej propozycji, aby prokuratora generalnego powoływał prezes Rady Ministrów. I zgodziłem się, aby to była kompetencja prezydenta. Ja uważałem i uważam, że prokurator generalny w nowym ustroju prokuratury nie powinien mieć pozycji ministra konstytucyjnego. To jest pewien zgrzyt. Ale premier Donald Tusk mnie przekonał, żeby ustąpić kolegom z PiS.

Ale to chyba nie wystarczyło. PiS głosowało przeciw.
No nie. Wtedy, kiedy o to apelowali, wydawało mi się, że wystarczy, więc ustąpiłem. Ale okazało się, że to za mało. Podasz palec, to chcą rękę.

Chyba nie wystarczy też, żeby przekonać prezydenta?
Nie wiem. Na każde wezwanie prezydenta z radością pójdę i wyłożę filozofię tej reformy.

Chciałby pan się spotkać i porozmawiać z Lechem Kaczyńskim?
Oczywiście. Będę o to zabiegać. Ja bardzo szanuję prezydenta. To jest bardzo ważny element ustroju naszego państwa.

Jak pan będzie zabiegać? Zwróci się pan do szefa kancelarii?
Od strony formalnej jeszcze nie wiem, przyjrzę się procedurze, która jest przyjmowana w takiej sytuacji. Ale prezydent nie zapowiedział jeszcze, jaka będzie jego decyzja.

W wywiadach od wielu miesięcy zapowiadał weto.
Ale to były zapowiedzi prasowe. Teraz mamy fakt prawny. I czekamy na prawną reakcję prezydenta.

Reklama

czytaj dalej



A z lewicy z kim pan rozmawiał?
Rozmawiałem przede wszystkim z Ryszardem Kaliszem, prof. Marianem Filarem i prof. Janem Widackim. Prof. Widacki przekonywał mnie do pójścia dalej i likwidacji prokuratur apelacyjnych.

Ale zostały, Sejm się nie zgodził na takie rozwiązanie.
I one mają zresztą sens istnienia, choćby z tego względu, że po stronie prokuratury powinien być organizm kompatybilny do sądów apelacyjnych.

Pan wiele razy mówił jednak, że jest zdecydowanym zwolennikiem spłaszczania struktur prokuratorskich
I dalej jestem. Ale stwierdziłem, że moje marzenie reformatorskie, żeby zlikwidować apelację, nie cieszy się poparciem większości polityków. Trzeba pójść na kompromis.

Pan tę reformę odziedziczył w spadku. Traktuje pan ją teraz jako swoje dziecko?
Nie, ja ją przejąłem. Utożsamiam się z nią, ale głównymi twórcami są koledzy z klubu PO oraz prof. Zbigniew Ćwiąkalski i jego zespół.

Ale cieszy się pan, że doprowadza do finału? To jedno ze sztandarowych haseł PO jeszcze z kampanii. I jedno z nielicznych, które udaje się wcielić w życie.
Bardzo się cieszę.

Jeśli ta reforma wejdzie w życie, to będzie mógł pan powiedzieć: „Zbigniew Ziobro już nigdy nie będzie mógł grzebać w żadnym śledztwie”?
Nie. Ja nie chcę się wypowiadać na temat Zbigniewa Ziobry. Myślę, że ten człowiek też chciał coś dobrego zrobić dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale inaczej to pojmował niż ja. Miał inną filozofię. On uważał, że zaostrzanie kar jest dobrym sposobem na zmniejszenie przestępczości, a ja uważam, że dobrym sposobem jest skuteczność. Ale nie odbieram mu dobrej woli. Nie odczuwam teraz żadnej satysfakcji ani „schadenfreude”, jeśli o to pani chodzi.

I to mówi były szef komisji naciskowej, która wciąż usiłuje szukać nieprawidłowości w działaniach Ziobry.
Niech pani pyta o to komisję.

czytaj dalej



A gdy pan patrzy na to, co tam się dzieje, to co pan sobie myśli?
Nie patrzę. Nie mam na to czasu.

Kto to jest Piotr Kluza?
To jest zaakceptowany przez premiera nowy wiceminister sprawiedliwości.

Kto go rekomendował? Pan?
Nie. Pochodzi z rekomendacji koalicjanta.

Ale ludowcy twierdzą, że nie mają pojęcia, kto to jest.
To nieprawda. Otrzymałem informację od szefów PSL.

Czyli rekomendował go Waldemar Pawlak?
Kierownictwo PSL, nie wiem, kto konkretnie.

A pan zna Piotra Kluzę?
Poznałem go, kiedy przyjechał do resortu i się przedstawił. Rozmawialiśmy na temat nominacji. Dzisiaj ma już być w ministerstwie.

Czy to oznacza, że kończy się wielomiesięczny pat na linii PO – PSL dotyczący resortu sprawiedliwości? Ludowcy po burzy wokół dymisji pana poprzednika Ćwiąkalskiego i dymisji prokuratora Marka Staszaka nie obsadzali funkcji wiceministra.
Wszystko wskazuje na to, że będzie dobrze.

Andrzej Czuma*, minister sprawiedliwości